Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

"Warsztaty umierania" - Japonia po wielkim tsunami


Ganbare znaczy tyle co nie poddawaj się, walcz. Czy Japończycy mają jeszcze w sobie siłę, aby podnieść się po kolejnej katastrofie? 

Są książki, których rzeczywiście się boję. Do tej grupy między innymi zalicza się większość reportaży i quasi-reportaży na temat Japonii - życia w Japonii, podróży po Japonii itp. Przeczytałam takich książek wystarczająco dużo, by móc ocenić, jak są powtarzalne, pod wieloma względami schematyczne, a na dodatek prawie wszystkie pisane z perspektywy "ja i moje doświadczenie". Już od dawna brakowało mi reportaży, które powstałyby na podstawie rozmów z Japończykami, a nie "moich subiektywnych doświadczeń" (od tego są przecież blogi).

Moje obawy były nie mniejsze, kiedy przyszły do mnie egzemplarze Ganbare. Warsztaty umierania autorstwa Katarzyny Boni. Jak tu złapać dystans, kiedy trzęsienie Ziemi i wywołane przez nie tsunami dotknęło kraj, gdzie mieszka moja rodzina? Fakt - wystarczająco daleko, aby życie nie było zagrożone, ale zdrowie? Z tym gorzej. Jak tu zachować zimną krew i obiektywizm, kiedy wszyscy apelują o radioaktywnych masach powietrza przemieszczającym się z wiatrem, a my mamy za chwilę lecieć do Japonii. I komu tu wierzyć? Mediom japońskim i rządowi, według których może nie wszystko jest w porządku, ale na pewno powodów do obaw to nie ma. Czy może mediom europejskim i amerykańskim, według których nie tylko nic nie jest w porządku, to jeszcze wszelkie obawy stają się uzasadnione. 

Polecieliśmy, bo nie chcieliśmy ulegać zbiorowej radio-paranoi. W środkowo-południowej części Honsiu nie działo się nic szczególnego, poza czasowym odłączaniem domów od prądu, aby udowodnić, że bez atomu w Japonii życie nie zaistnieje. Zdecydowanie nie wiązało się to ze zbyt dużym obciążeniem dwóch elektrowni, które wytwarzały elektryczność dla tego regionu... Już wtedy nam wszystkim wydało się to podejrzane, ale w żaden sposób nie rujnowało nam to pobytu. Pociągi jeździły normalnie, w restauracjach dawali jedzenie, woda płynęła z kranów, ludzie chodzili do pracy, turyści (w dużej mierze tylko japońscy) odwiedzali zaplanowane atrakcje. Po staremu. Nic się nie dzieje. Ptaszki śpiewają, kwiatki kwitną, dzieci bawią się na placu zabaw. W takim otoczeniu łatwo ulec znieczulicy na dramat, który rozgrywał się w tym czasie na północy. Przecież miesiąc po tragedii nadal prowadzono tam akcje poszukiwawcze zaginionych, nadal opłakiwano zmarłych, nadal walczono z radioaktywnym wyciekiem...

Zaskakująca jest ludzka natura, która skąpi emocji wobec masowej śmierci ludzi, a daje ich aż nadto, gdy do czynienia mamy z jednostką i jej malusieńką historią na tle ważnych wydarzeń dziejowych. Dlatego w książce Katarzyny Boni najbardziej przejmujące są relacje pojedynczych ludzi, z którymi przy pomocy tłumaczy autorka rozmawiała. 

Dowiadujemy się dokładnie, jak żyją mieszkańcy zniszczonych terenów - w specjalnie zaprojektowanych "kontenerach", które mają podstawowe wyposażenie - jak łóżko, kuchnia czy toaleta. Choć dają ofiarom trzęsienia dach nad głową, to nie można nazwać ich domem. Ściany są cienkie, wszystko słychać, o prywatność trudno. Z tego co wiem, niestety duża część starszych, samotnych osób z pewnością na prawdziwy dom nie będzie mogła już liczyć. Owszem, może i istnieje system ubezpieczeń, ale nie pokrywa on w pełni strat poniesionych. To oznacza, że kupno nowego domu dla niektórych może być już nieosiągalne.

Na marginesie, ostatnio też czytaliśmy w japońskich wiadomościach, że nadal dla ofiar tsunami napływa pomoc od Japończyków szczęśliwie katastrofą niedotkniętych. Są to koce, słodycze, ubrania. Poszkodowani jednak mają już po pięciu latach szczerze dość koców, słodyczy oraz starych ubrań i nie chcą ich już otrzymywać. Większość zapytana, o to, co w takim razie by chcieli, odpowiadała bez wahania "telewizor". Wśród wielu środowisk, w tym i zagranicznych, dało się słyszeć pomruki niezadowolenia. "Takie wymagania?", "Telewizor?", "Żarty jakieś". Jednak jeśli dobrze się przyjrzeć temu problemowi, telewizor to nie jest takie wydumane wymaganie, dla kogoś, kto spał z setką obcych osób w hali sportowej. Teraz gdy ma swój kontener, chciałby mieć prywatny telewizor i w prywatności oglądać to, na co ma ochotę. W Japonii telewizja dla znacznej części społeczeństwa jest bardzo ważna. Zresztą bez uczestniczenia w życiu rozgrywającym się w telewizji japońskiej, trudno mówić o rzeczywistym uczestniczeniu w kulturze.

Wracając do Warsztatów umiera, szczególnie wzruszyła mnie historia mnichów, którzy założyli Cafe de Monku (od słów angielskiego monk - mnich i japońskiego monku - marudzić). To wyjątkowa kawiarnia zapraszająca wszystkich pragnących wylać swoją złość, poczucie niesprawiedliwości i głęboki żal po stracie bliskich. W tej sytuacji nie można przecież inaczej pomóc jak tylko poprzez rozmowę i wysłuchanie. To z jednej strony niewiele, a z drugiej wymaga to wielkiego wysiłku od słuchającego tak czarnych i smutnych ludzkich historii. I choć wiele z tych opowieści w piękny sposób mówi o wielkiej miłości, to jednak rozmiar rodzinnych tragedii przytłacza - przynajmniej mnie. Przywodzi to na myśl wstrząsającą lekturę Czarnobylskiej modlitwy Swietłany Aleksijewicz.

A dlaczego Warsztaty umierania? Tytułowe warsztaty i to jak zostały przez autorkę opisane wywołały we mnie dużo sprzecznych uczuć. Na czym polegają i kto w nich uczestniczy - nie zdradzę, bo każdy powinien przeczytać o tym samodzielnie i absolutnie nie sugerować się niczyimi opiniami. Zastanawiam się, jak sama wypadłabym w takim teście.



Tematyka Ganbare? Z wypowiedzeniem się o tym, czy jest on dla mnie ciekawy czy ważny muszę być bardzo ostrożna, aby nie popaść w komunały i hipokryzję. Na pewno nie lubię czytać o śmierci, nie lubię czytać o katastrofach. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że z historycznego punktu widzenia archiwizacja i pewien porządek jest wskazany. Kolejne pokolenia muszą wiedzieć, co wpływało na umysły ich przodków i co je kształtowało. Z tego względu propozycja Katarzyny Boni jest warta uwagi. Nie będzie to naukowe studium socjologiczne. I całe szczęście.

Jeśli jednak mnie pytać o zdanie, to zupełnie szczerze wolałabym przeczytać dobry reportaż o samej Japonii - nie o rzeczywistości po potrójnej katastrofie, nie o mojej podróży, nie o moim życiu, nie w pierwszej osobie liczby pojedynczej, w trzeciej osobie też nie. Taka praca jeszcze nie powstała - przynajmniej nie w języku polskim. Mam nadzieję, że kiedyś się doczekam, a może to pomysł dla Katarzyny Boni?

Ganbare nie będzie przyjemną lekturą, która dostarczy czytelnikowi rozrywki. Zwłaszcza, że słowo "trup" pojawia się w niej tak często, że zaczęłam się zastanawiać, czy autorka nie popełnia w tym zakresie nadużycia. W końcu doszłam do wniosku, że skoro motywem przewodnim jest śmierć człowieka, umieranie - naturalne, tragiczne, strach przed śmiercią, planowanie śmierci i przygotowywanie się na nią, niemożność jej przewidzenia, to chyba nie powinnam się tak temu "trupowi" dziwić, a wręcz przeciwnie - powinnam próbować się oswajać. 


Podsumowanie będzie krótkie. Jest to świetnie napisana książka od pierwszej strony po ostatnią. Z całą pewnością. Styl jest prosty, przejrzysty, elastycznie dostosowujący się do różnych typów narracji bohaterów reportażu. Czy to staje się bardziej emocjonalny, czy chłodny, kamuflujący najgłębsze uczucia. To ważne, bo dzięki temu Katarzyna Boni uniknęła monotonii, która potrafi zepsuć nawet najbardziej interesujący temat. 

Do wygrania 2 egzemplarze Warsztatów umierania. Szczegóły tutaj: konkurs.

"Wrota" Natsume Sōsekiego - ku przestrodze


"Warto rozmawiać". Choć w teorii to takie oczywiste i od zarania dziejów człowiekowi znane, to nadal dla człowieka trudne. Przekonał się o tym Sōsuke - bohater świeżo przetłumaczonej powieści Natsume Sōsekiego Wrota. 


"Popchnął wrota i wszedł do środka. Brudną ścieżką szedł aż do budynku mieszkalnego, gdzie się zatrzymał. Zawołał głośno. Nikt jednak nie wyszedł, by go powitać".
Natsume Sōseki, Wrota


Oyone i Sōsuke to małżeństwo już w średnim wieku mieszkające na odludziu. On jest pracującym urzędnikiem, ona - jak to w onym czasie w Japonii - dbającą o domowe ognisko. Powinna się opiekować domem oraz gromadką roześmianych dzieci... Tak się jednak stało, że los poskąpił bohaterom potomków, choć początkowo nie to stanowi główny powód do zmartwień. Ich uporządkowany oraz scementowany przyjaźnią i wzajemną troską związek zaczyna zakłócać ciążąca na barkach odpowiedzialność za młodszego brata. Co gorsza, jak się później okazuje, to nie jedyne i wcale nie największe zmartwienie... W miarę jak rozwija się fabuła, stopniowo wypływa na światło dzienne mroczna przeszłość tych dwojga kochających się ludzi ze skandalem obyczajowym w tle. Nie trudno się domyślić, że chodzi o kogoś jeszcze... Cóż, zdarza się tak, że miłość wykiełkuje nie tam, gdzie wszyscy by tego pragnęli. O jej nieposkromionej sile tak twórczej jak i niszczącej przekonali się bohaterowie, których sędzią stała się sama natura - okrutna z całą pewnością, ale czy sprawiedliwa? To jest pytanie, na które sami musimy sobie odpowiedzieć.

Z tego opisu nie wynika, że "warto rozmawiać". O co więc może chodzić? Choć główny wątek dotyka problemu wielkiego i niezwykle pięknego uczucia pomiędzy kobietą i mężczyzną, to wątki poboczne dotyczą spraw zupełnie innych - przyziemnych, zdecydowanie nie metafizycznych, ale i nie mniej przez to ważnych. Dotyczą one podziału majątku, odpowiedzialności, pomocy i zaciągania długów - nie tylko tych finansowych, choć i o tych też jest mowa. Każda ze "spraw" wymagałaby jedynie wspólnej kolacji przy stole i zwykłej rozmowy. Sosuke przymierzał się do rozmowy z wujostwem, z bratem, z najbliższym przyjacielem... Gdy pojawiała się długo odwlekana sposobność, twierdził, że to nie jest najlepszy moment i rozmowa o sprawach istotnych zamienia się w nic nie warte pustosłowie. Dlaczego? Czy chodzi o wrodzoną skromność, obawę przed zaciągnięciem długu wiążącego nas niewidzialnymi rzemieniami, czy może chodzi o brak odwagi cywilnej? Czy może o coś jeszcze innego? 

"Po obu stronach drogi, już za wrotami świątyni rosły w rzędzie kryptomerie tak wysokie, że zasłaniały niebo i osnuwały wszystko pod spodem lekkim mrokiem. Kiedy tylko Sōsuke znalazł się pod ich konarami, poczuł jak bardzo różni się świat na zewnątrz od tego w środku. Stojąc tuż przy wrotach, poczuł przechodzący go dreszcz".
Natsume Sōseki, Wrota

Wrota to przejmująca powieść obyczajowa, głęboko zanurzona w realiach japońskich, która zdecydowanie nie jest lekką lekturą kobiecą na letnie wieczory, choć lekko się ją czyta. To książka dla wszystkich - ku przestrodze.


Japońskie wydanie Wrót Natsume Sōsekiego

Natsume Sōseki to jeden z dwojga moich ulubionych japońskich pisarzy (obok Abego Kōbo), więc na wieść o polskim tłumaczeniu kolejnej powieści byłam wniebowzięta i to nie przesada. Koczowałam pod skrzynką na listy, czekając na mój recenzencki egzemplarz. Przeczytałam ją szybko na dwa przejazdy tramwajem, choć na moją opinię przyszło Wam (jak zwykle zresztą) chwilę czekać. 



Wrota zostały wydane nakładem stosunkowo młodego wydawnictwa Psychoskok, a tłumaczona została z języka angielskiego. Jeśli pytać mnie o moje osobiste i całkiem nieobiektywne zdanie, spodziewałam się tego, że - skoro powieść przeszła już jedną "operację na otwartym tekście", a następnie drugą - tłumaczenie wyda mi się płaskie i nieoddające klimatu. No cóż, "wychowana" zostałam na profesorze Melanowiczu, którego przekłady Sōsekiego są doskonałe. 

Ale! 

Jest bardzo ważne "ale". Obiektywnie rzecz biorąc, tłumaczenie daje nowe możliwości i otwiera się na wielu różnych czytelników, dla których ozdobny, erudycyjny tekst stanowi potworne nudziarstwo. I to mnie bardzo cieszy!

Za rozszerzenie wyboru powieści Sōsekiego po polsku o Wrota z 1910 roku jestem całemu zespołowi Psychoskoku bardzo wdzięczna. Zdecydowanie polecam ją tym, którzy przygodę z Natsume Sōsekim dopiero rozpoczynają niezależnie od wieku. 

PS. Czy okładka nie jest świetna? 


Sprzątanie po japońsku według Marie Kondo


Kiedy wybrałam się ostatnio do księgarni, wpadła mi w ręce dziwna pozycja. Gdy zajrzałam na tył okładki, przeczytałam takie zdanie: "Dzięki rewolucyjnej metodzie KonMari możesz pozbyć się raz na zawsze bałaganu i natłoku rzeczy". Hmm... Czy to w ogóle możliwe w moim przypadku? Jestem znana z niepoprawnego bałaganiarstwa, klamociarni praktycznej i chomikarstwa stosowanego od dzieciństwa. Stwierdziłam - dam jej szansę. Mówi, że rozprawi się z moim bałaganem raz a dobrze, proszę uprzejmie, niech się rozprawia. Efekty? Zaskakujące.



Piotra Milewskiego "Dzienniki japońskie"


Bałam się tej książki. I to bardzo. Bałam się tej książki, jak każdej książki podróżniczej na temat Japonii. Przeczytałam kilkanaście pierwszych zdań i styl wydawał mi się dobry. Podejrzanie za dobry. Szkoda tylko, że nie udało się go utrzymać do końca.



Eleganckie frazy Higuchi Ichiyō [recenzja]



Niedawno miałam okazję zapoznać się z wycinkiem prozy Higuchi Ichiyō, jednej z najbardziej cenionych pisarek japońskich okresu Meiji. Cieszę się, że Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego zaproponowało polskim czytelnikom wybór opowiadań, w tym dwóch najsłynniejszych: Nigorie (Mętna woda) i Takekurabe (Zabawa w dorosłych).

Przed przystąpieniem do lektury warto rzucić okiem na komentarz tłumaczki - dr Katarzyny Sonnenberg, badaczki japońskiej literatury epoki Edo i Meiji. Nie będzie to nudna faktografia, która przeznaczona jest dla otaku historii! Na tych kilku stronach zostanie przybliżona nam postać kobiety, znanej większości Japończykom z podręczników szkolnych do japońskiego, a nam turystom z banknotu o nominale 5 tys. jenów.


Kim była Higuchi Ichiyō? Już jako młoda dziewczyna postanowiła publikować swoje teksty i dopięła swego, a nawet udawało się jej na tym zarobić. Niedługo jednak trwała dobra passa, miała zaledwie 24 lata, gdy odebrała ją światu gruźlica...

Pozostawiła po sobie jedynie dwadzieścia opowiadań, ale to wystarczyło, aby określić ją jako pisarkę wybitną.

"Nawet poezja ubiera prawdziwe uczucia w eleganckie frazy"


Mimo młodego wieku, Ichiyō wyróżniała dojrzała zdolność do obserwacji - zarówno własnych emocji, jak i płynących z otaczającego ją świata. Przelewała te spostrzeżenia na papier w formie krótkich i dłuższych opowiadań, które wbrew pozorom nie są oderwane od naszej współczesnej rzeczywistości. Istnieje jednak ryzyko, że
niewyrobionemu czytelnikowi - na pierwszy rzut oka - może być trudno czerpać przyjemność z pełnego patosu opisów. Aby być usatysfakcjonowanym, do lektury trzeba odpowiednio się do niej przygotować. Oczywiście, nie chodzi o przestudiowanie podręczników do historii obyczajowości Meiji, raczej mam na myśli wczucie się w klimat epoki i w język.

W tym czasie kobiety, choć powoli stawały się coraz bardziej świadome samych siebie i swojego istnienia, nadal funkcjonowały w zamkniętej sferze domu i - jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać - raczej marzyły o miłości, o kochającym mężu i życiu w szczęściu. A co jeśli, zamiast happy endu, otrzymujemy wyrok śmierci, na który na dodatek trzeba czekać? Choroba pisarki zdecydowanie uwidacznia się w symbolice i metaforyce opowiadań, w których poznajemy historie japońskich kobiet. 


Ponadto poprzez lekturę przyjrzymy się z bliska japońskiemu mieszczaństwu, zajrzymy do biednych dzielnic spychanych na margines, podglądniemy, co dzieje się na ulicach słynnej Yoshiwary, przeanalizujemy psychologiczne portrety bohaterów i zastanowimy się, dlaczego dokonali takich wyborów. Czy odpowiedź będzie jednoznaczna? Nie zawsze, bo w Japonii nie zawsze białe jest białe, a czarne - czarne.

"Gdyby człowiek również znał swój kres, nie błąkałby się bez celu, nie traciłby życia na zbędne żale."

Miejscami nie do końca odpowiada mi tłumaczenie - staje się czasami kanciaste, a zdania zdają się być pojedynczymi, urwanymi kawałkami. To stwierdzenie może być jednak bezpodstawne, ponieważ nie porównam oryginału z polską wersją. Język Higuchi niejednemu Japończykowi przysparza problemów, dlatego niezależnie od moich prywatnych odczuć odnośnie stylu tłumaczenia, mam wielki szacunek do p. Katarzyny Sonnenberg - w końcu Higuchi Ichiyō lubowała się w bardzo poetyckiej i nacechowanej emocjonalnie wypowiedzi artystycznej, a nie każdy tłumacz musi być Mickiewiczem. Na pewno tłumaczka musiała dokonywać wielu trudnych wyborów ze względu na wysoki kontekst japońskiego i jestem przekonana, że dokonała ich właściwie.

Uważam, że - aby choć trochę przybliżyć się do kultury jakiegoś kraju - należy studiować m.in. jego literaturę, nawet jeśli czytanie niektórych tekstów, zwłaszcza tych dawnych, często trudnych w odbiorze, nie należy do naszej ulubionej formy spędzania wolnego czasu. Trzeba sięgać dalej, głębiej, szerzej. Według mnie proza kobieca XIX wieku pozwala nam spojrzeć na Japonię z zupełnie innej perspektywy, dzięki czemu uzupełnimy kolejny klocek w naszej układance. Chociażby z tego względu warto sięgnąć po wybór opowiadań Na rozstaju i zanurzyć się w niekoniecznie odrealnionych, baśniowych historyjkach o szczęśliwych kobietach.

Pojawienie się tej pozycji w języku polskim to bardzo dobry znak, który pokazuje, że my - czytelnicy - jesteśmy zainteresowani pogłębieniem wiedzy oraz że wydawcy zwrócili na ten fakt uwagę. Oby więcej i oby częściej.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego i mam nadzieję, że w planach są już kolejne, równie mądrze opracowane, publikacje.

Japońskie sposoby na trudne problemy


Jakiś czas temu w ręce wpadła mi ciekawa książeczka Problem - rozwiązanie. Proste metody na trudne problemy napisana przez Kensuke Watanabe - światowego eksperta w dziedzinie doradztwa biznesowego. Choć pozycja ta przygotowana jest z myślą o dzieciach, jak się okazuje jest rozchwytywana przez pracowników korporacji nie tylko w Japonii. Piszę o niej dopiero teraz, choć polskiego tłumaczenia doczekała się cztery lata temu.

Odkrywając Japonię - książka do wygrania!

PodróżeJaponia ma zaszczyt ogłosić kolejny blogowy konkurs, który odbywa się dzięki wydawnictwu Kirin.

W listopadzie 2013 roku w Bydgoszczy "Torii" i wydawnictwo Kirin miała miejsce konferencja naukowa "Odkrywając Japonię" w całości poświęcona podróżowaniu po Japonii. Tematyka sprzyjała wymianie doświadczeń na gruncie profesjonalnym i hobbystycznym. Ja akurat poprowadziłam raczej rozluźniający wykład na temat mniej znanych miejsc w regionie Kansai. Pełną relację (choć z beznadziejnymi zdjęciami z komórki) można podejrzeć tutaj: www.podrozejaponia.blogspot.com/2013/11/relacja-z-pobytu-w-bydgoszczy.html. 


W dalszej części tekstu konkursowe wyzwanie i szczegóły!


Poradnik. Przewodnik po Japonii - który wybrać?


Pytanie o najlepszy przewodnik to jedno z najczęściej zadawanych pytań. Podobnie jak ze smakiem, ubiorem czy muzyką - przewodnik to kwestia gustu, potrzeb i zainteresowań, dlatego trudno określić, który z nich będzie przewodnikiem idealnym. 

"Sushi i cała reszta. Wszystkie smaki Japonii" [recenzja]

Kto nie lubi jeść? A kto nie lubi jeść japońskiego jedzenia? No właśnie! Dlatego dzisiaj czas podsumować zeszłoroczne wydanie książki Michaela Bootha pt. Sushi i cała reszta. Wszystkie smaki Japonii. Ukazała się ona nakładem pewuenowskiej serii podróżniczej Bieguny. Przez cały ten czas cierpliwie czekała na półce mojej meblościanki, by w końcu doczekać się przeczytania. Moje wrażenia?


"Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima" - [recenzja]

Ostatnim czasem wpadła mi w ręce nowa pozycja wydawnictwa Bezdroża pt. Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima. Szczerze powiedziawszy, przeraziła mnie tematyka, ponieważ tak wiele zostało już powiedziane w kwestii 11 marca 2011 roku. Obawiałam się, że będzie to kolejna "Wielka Księga Martyrologii Narodu Japońskiego". Na szczęście Piotr Bernardyn w swojej propozycji wychodzi poza te ramy.

"Bezbarwny Tsukuru Tazaki..." i apel do wydawców

Pewnego dnia, a było to już dawno temu, postanowiłam przeczytać wszystkie wydane w Polsce książki Harukiego Murakamiego. Jak pomyślałam, tak też uczyniłam...

Wypożyczałam kolejne pozycje jedna po drugiej i tak w bardzo krótkim czasie przeczytałam dokładnie wszystkie książki z wyjątkiem Kroniki Ptaka Nakręcacza, bo mnie znudził w połowie, oraz z wyjątkiem tomu opowiadań Zniknięcie słonia. 

Biorąc pod uwagę fakt, że prawie wszystko z listy mam odhaczone, mogę spokojnie i z czystym sumieniem zająć się oceną pana Murakamiego jako literata. 




Łupieżcza wyprawa po książki Pie Books


Nowa dostawa książek do Taniej Książki w Feniksie we Wrocławiu! I co najdziwniejsze - były cztery książki dotyczące Japonii w tym dwie z nich japońskojęzyczne! Mimo deficytu i wyliczaniu co do grosza, musiałam je kupić niezależnie od sytuacji, przede wszystkim dlatego że dotyczyły mojej ulubionej dziedziny, czyli grafiki i designu.

W cieniu kwitnących wiśni - Miki Sakamoto


Ostatnim czasem czytałam nową powieść autorstwa Miki Sakamoto - Japonki mieszkającej od dłuższego czasu za naszą zachodnią granicą - w Niemczech. Zdecydowała się ona opisać historię swojej babci i w ten sposób ją upamiętnić. Książka powstawała w ostatnich latach 2009-2010 i doczekała się pierwszego - niemieckiego- wydania w 2011 roku, a całkiem niedawno i wydania polskiego w wydawnictwie PWN.


Niedźwiadek Uufu. O japońskich książkach dla dzieci


Każdy ma swoje ulubione bajki z dzieciństwa. W wielu kulturach jedną z ciekawszych kreacji bajkowych jest postać misia. U nas Miś Uszatek, u Brytyjczyków Winnie the Pooh. Japończycy też mają swoje misie, a moim ulubionym, już 43-letnim misiem, jest くまの子ウーフ [czyt. kuma no ko uufu], czyli Niedźwiadek Ufu. 


Antologia "Dziesięć Tysięcy Liści" - nowe wydanie

 

Muszę podzielić się niezwykłą informacją (dla kogo niezwykłą, dla tego niezwykłą). Otóż PWN zlitowało się nad wszystkimi tymi, którzy interesują się literaturą i wznowiło coś, co można było tylko obejrzeć w formacie .jpg. Mowa tu o jednej z najsłynniejszych antologii poezji japońskiej z czasów dawnych, a konkretnie z epoki Nara Dziesięć tysięcy liści po japońsku 万葉集 czyt. man'yōshū.   

"Za różową kurtyną. Historia japońskiego kina erotycznego"


Nakładem Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Era Nowe Horyzonty wraz z korporacją ha!art została wydana książka poświęcona japońskiemu kinu erotycznemu pt. Za różową kurtyną. Historia japońskiego kina erotycznego autorstwa Brytyjczyka Jaspera Sharpa. Jak dla mnie jest to jedyna książka tego rodzaju, która ujmuje całość tego zjawiska. Została napisana dzięki wieloletniej i dogłębnej analizie jaką przeprowadził autor podczas pobytu w Tokio. Przeprowadził badania przy udziale słynnych reżyserów pinku eiga (wszystkich, których filmy pokazywane były na festiwalu oraz wielu innych).