Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia japońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia japońska. Pokaż wszystkie posty
Poradnik. Co kupić w Japonii? Sos sojowy lokalnej produkcji
Animal Kingdom w Kobe - dla dużych i małych dzieci!
Szmat czasu temu pisałam o Parku Ptaków w Kobe, gdzie można potrzymać na ręce prawdziwego tukana, pooglądać z bliska różne gatunki sów oraz innych śmiesznych ptaków. Było to w 2012 roku. Dwa lata później, gdy znowu zawitaliśmy u rodzinki w Akashi, chciałam koniecznie pójść tam jeszcze raz, mimo wielkich sprzeciwów i kręcenia nosem, że "to przecież dla dzieci!". Udało mi się dopiąć swego i bardzo dobrze, bo okazało się, że Parku Ptaków już nie ma, jest za to całe Animal Kingdom pełne ciekawych zwierząt, które - w przeciwieństwie do zoo - można głaskać i przytulać!
Nieformalna galeria naszych bentō - cz. 2
Ostatnie dwa tygodnie bentō dla nas obojga przygotowywał Pan Sól i czas je zaprezentować w kolejnej odsłonie Nieformalnej galerii naszych bentō.
Pan Sól przy przygotowywaniu bentō kieruje się trzema zasadami, które mogą odbiegać od standardów sztuki bentowania:
1. treściwość
Nie może to być jedzenie, które nie najada konsumującego.
2. praktyczność
Przygotowanie bentō nie może zajmować dużo czasu, bo fizycznie go po prostu nie ma.
Z tym punktem wiąże się brak jakichkolwiek kolorowych dodatków. Kolory jedzenia też go nie wzruszają. Pan Sól jest po prostu tym niezainteresowany. I co ja mogę na to poradzić?
3. łatwość przygotowania
Potrawy mają być do wykonania w polskich warunkach przy braku podstawowych japońskich składników.
Bentō 1
Pan Sól przy przygotowywaniu bentō kieruje się trzema zasadami, które mogą odbiegać od standardów sztuki bentowania:
1. treściwość
Nie może to być jedzenie, które nie najada konsumującego.
2. praktyczność
Przygotowanie bentō nie może zajmować dużo czasu, bo fizycznie go po prostu nie ma.
Z tym punktem wiąże się brak jakichkolwiek kolorowych dodatków. Kolory jedzenia też go nie wzruszają. Pan Sól jest po prostu tym niezainteresowany. I co ja mogę na to poradzić?
3. łatwość przygotowania
Potrawy mają być do wykonania w polskich warunkach przy braku podstawowych japońskich składników.
Bentō 1
Poradnik. Co zjeść w Japonii? Macie ochotę na hambaagu?
Gdy byliśmy z Panem Sól na Sikoku u Babci w odwiedzinach, teściowie zapytali: "Czy masz ochotę na hamburgera?" Tak przynajmniej usłyszałam. Odpowiedziałam, że "w sumie mam". I w ten sposób zetknęłam się po raz pierwszy, z czymś, co Japończycy określają hambaagu. Po co komu bułka? Po co komu kawałek warzywa? Po co w ogóle cokolwiek? Na pewno zauważa się tutaj zenistyczną filozofię pustki i typowy japoński minimalizm. Ma być konkret.
"Sushi i cała reszta. Wszystkie smaki Japonii" [recenzja]
Kto nie lubi jeść? A kto nie lubi jeść japońskiego jedzenia? No właśnie! Dlatego dzisiaj czas podsumować zeszłoroczne wydanie książki Michaela Bootha pt. Sushi i cała reszta. Wszystkie smaki Japonii. Ukazała się ona nakładem pewuenowskiej serii podróżniczej Bieguny. Przez cały ten czas cierpliwie czekała na półce mojej meblościanki, by w końcu doczekać się przeczytania. Moje wrażenia?
Nieformalna galeria naszych bentō wyczynów
Przyznam się szczerze, że nie chciałoby mi się robić bentō (ani tego nie robiłam wcześniej), gdyby nie zalecona (chwilowo) dieta bezglutenowa. A dokładniej - ja się umartwiam do towarzystwa, ponieważ to nie mnie tę dietę zalecono. Oznacza to rezygnację z normalnego chleba, a to z kolei wyklucza szybkie kanapki z szynką i keczupem (za którymi już zaczęłam tęsknić).
W Berlinie na pysznym japońskim jedzeniu
Między świętami wybraliśmy się zupełnie spontanicznie na wycieczkę do Berlina. Po przyjeździe od razu ruszyliśmy na zwiedzanie i już po pierwszej przejażdżce metrem podszedł do nas Azjata i zapytał się po angielsku, czy wiemy, jak dojść do miejsca upamiętniającego Mur Berliński. Zapytałam się go skąd jest i tak się okazało, że z Japonii, a konkretnie z Yokohamy, studiuje prawo na jednym z najlepszych uniwersytetów w Tokio, ma 23 lata i właśnie jest w podróży dookoła świata*.
Japoński Nowy Rok - czy śnił Ci się bakłażan?
![]() |
| Źródło: www.tetsu-o.com/archives/324 |
Według tradycji 1 stycznia nie powinno się gotować. Je się to, co przygotowało się dnia poprzedniego w specjalnych przeznaczonych do tego celu pudełkach jūbako 重箱.
Istnieje lista obowiązkowych potraw, które muszą się w takim pudełku znaleźć. Tak naprawdę oprócz obowiązkowych połączeń smakowych do osechi można przyrządzić, te potrawy, które się po prostu lubi. A jeżeli nie ma się najmniejszej ochoty i czasu na gotowanie można kupić gotowe osechi i mieć problem z głowy.
* Trochę więcej o osechi i kulinarnych zwyczajach noworocznych możemy dowiedzieć się z oficjalnego filmu przygotowanego przez UNESCO:
Przed wybiciem północy należy udać się do świątyni, aby się pomodlić o pomyślność na nadchodzący rok dla siebie i bliskich, a później można albo iść spać, albo rozmawiać, oglądać filmy, grać w gry, czytać, nic nie robić, czyli ogólnie - odpoczywać.
Jak to wyglądało u nas w Polsce? Najpierw Pan Sól przygotował listę tego, co będziemy gotować. Następnie 2 godziny jeździliśmy po Wrocławiu, aby znaleźć potrzebne składniki. W związku z brakiem części z nich lub kosmiczną ceną, musieliśmy trochę przerobić naszą listę potraw.
Następnie Pan Sól stał 4,5 godziny w kuchni, pichcąc 8 różnych potraw na nasze osechi. Mogę spokojnie stwierdzić, że jest beznadziejnym szefem kuchni, ponieważ nie wydaje żadnych poleceń, więc oprócz zmywania naczyń na bieżąco, nie za bardzo mogłam pomóc. Nawet nie chciał mi powiedzieć, jak to się wszystko gotuje! Było też trochę nerwów i przeklinania całego świata np. podczas obierania kasztanów. Samo obieranie było męczące, a w niektórych czekała na nas niespodzianka w postaci ruszających się larw jakichś podejrzanych robaków! Ohyda...
Ja ugotowałam jedynie ryż, zalałam wodą wakame, obrałam daikon i upiekłam matcha mini-babeczki z mąki ryżowej, bo jesteśmy na diecie bezglutenowej (nie, nie odchudzamy się).
Z braku jūbako, musieliśmy posłużyć się zwyczajnym pudełkiem do bentō. Pan Sól stwierdził, że nasze osechi jest nieapetyczne. Ale ma to raczej związek z tym, że on nie potrafi się cieszyć tym, co sam ugotuje. A to tylko naciągana skromność, ponieważ wszystkie potrawy były naprawdę wyśmienite!
Skoro Nowy Rok to ważne święto, otworzyliśmy sobie stół z naszej meblościanki. Nakryliśmy ten kawałek lakierowanej płyty paździerzowej pięknym białym obrusem, dodatkowo zadbałam o elegancki bieżnik i j uprawialiśmy elegancki "dziading".
Od lewego górnego rogu:
1. (tradycyjne) krewetki ugotowane w sake, sosie sojowym, mirin i dashi,
2. grzybki shiitake,
3. (tradycyjne) kurikinton - kasztany jadalne z batatem - bo nie było satsumaimo w sklepie (trochę jest za dużo tego batata, ale i tak pycha!),
4. sunomono - ogórki, tuńczyk i wakame w zalewie octowej (ocet, cukier, sos sojowy).
1. smażone kawałki piersi z kurczaka w sosie musztardowo-imbirowym, w sosie sojowym i sake,
2. smażona na głębokim tłuszczu makrela z białą rzodkwią (daikon),
3. ryż mochi z sosem miodowo-limetkowym z dodatkiem sosu sojowego,
4. łosoś teriyaki.
Na deser były mojego autorskiego przepisu matcha mini-babeczki na mące ryżowej.
Najważniejsze dopiero przed nami. W nocy z 1 na 2 stycznia musimy mieć sen tzw. hatsuyume. To, o czym będziemy śnić akurat tej nocy, to wróżba na cały rok. Najszczęśliwsi będą Ci, którzy ujrzą górę Fuji, ale wyczytałam też, że również szczęśliwe są sny o bakłażanach, czy o eleganckich ptakach drapieżnych jak sokoły, jastrzębie itp.
W tym miejscu powinnam zrobić sondę:
1. O czym chciałbyś/chciałabyś śnić w Nowy Rok:
a) o Fuji.
b) o jastrzębiach.
c) o bakłażanach.
Mam nadzieję, że w moich snach zagości purpurowa oberżyna (może powinnam położyć sobie ją pod poduszkę? Akurat mam w lodówce).
Kolejną ważną tradycją są kartki noworoczne, czyli nengajō 年賀状. W kawałek kartonika z nadrukiem zaangażowane są wszelakie gałęzie japońskiej gospodarki. Od wydawnictw, które przygotowują specjalnie książki z płytą CD do robienia i projektowania własnych kartek, przez artystów prześcigających się w pomysłach na kartkę, po pocztę, która ma obowiązek dostarczyć nengajō dokładnie 1 stycznia do naszej skrzynki pocztowej. Biorąc pod uwagę ponad 130 mln Japończyków - to pewnie pracownicy poczty mają roboty po uszy! Z tego powodu na tydzień, dwa przed Nowym Rokiem zatrudnia się dodatkowych ludzi do sortowania.
Natomiast obecnie na pierwszych pięciu pozycjach książkowych bestsellerów są książki o przygotowywaniu nengajō. Co możecie sprawdzić tutaj: www.oricon.co.jp/rank/ob/w/2013-12-30/more/1/. Sekai ichi kantan teiban nengajō jest najpopularniejsza!
Fachowa kartka musi zawierać motyw znaku zodiaku, który będzie patronować danemu rokowi. W 2014 r. po Wężu rządy obejmuje Koń. I jego wizerunek powinien figurować na kartce. Ja postanowiłam przygotować nasze nengajō samodzielnie. Jako że jestem ogólnie nieutalentowana artystycznie, a koń nie jest łatwy do namalowania, musiałam namalować "dziecięce" kartki, bo poważnych nie potrafię.
Pochwalę się efektem.
Co należy napisać na takiej kartce? Zwykle tylko jedno, dwa zdania. Najczęściej jest to fraza: 新年明けましておめでとうございます! [czyt. shinnen akemashite omedetō gozaimasu], czyli w polskim tłumaczeniu "Szczęśliwego Nowego Roku", a dosłownie: "Nowy Rok się otworzył, więc Ci gratuluję".
I tu mała uwaga językowa: nie powinno się mówić shinnen akemashite... jeszcze w starym roku, ale dopiero po tym, gdy "otworzy się", gdy "nastanie" nowy. Nie jest to dowolne, tak jak w przypadku polskiego "Szczęśliwego Nowego Roku".
A skoro Nowy Rok już "się otworzył", życzę wszystkim uczącym się japońskiego, aby język ten był im w tym roku wyjątkowo łatwy i przyjemny.
A tak poza tym podróży jeszcze dalszych i jeszcze szerszych uśmiechów na twarzach, zdrowia - bo bez tego się nie da - i dużo małych i dużych przyjemności przez cały rok!
Pan Sól gotuje: tajny przepis na maabōdōfu
Przepis na gyozę (tutaj: klik) okazał się być strzałem w dziesiątkę i oprócz miłych komentarzy, dostałam też kilka e-maili z podziękowaniem dla Pana Sól. W związku z tym rzeczony Pan Sól postanowił się poświecić i przygotować specjalnie dla Was przepis na maabōdōfu (uwaga: zdjęcia z komórki).
Trudne powroty z podróży, bento i tygodnie kulinarne
Mamy nowy system zarządzania w naszym gospodarstwie domowym tj. tygodnie kulinarne pod hasłem np. "kuchnia japońska", "kuchnia arabska", "kuchnia włoska" itp. Obstawiamy tygodnie na zmianę. Obecnie skończył się tydzień japoński, który prowadził Pan Sól. Przygotował listę 5 dań od poniedziałku do piątku - bo w sobotę jemy na mieście, a w niedzielę mamy obiad u Babci. Następnie zostały zakupione konkretne składniki. I tak Pan Sól od poniedziałku do piątku stał po pracy przy garach i pichcił, a ja mogłam pogłębiać swoje lenistwo.
Najstarsze gorące źródła w Japonii - Arima Onsen
Miejsce, w którym człowiek może się poczuć młodszym o kilka lat i w pełni zrelaksowanym, to z pewnością japońskie gorące źródła. Jako że Japonia to kraj utkany z wulkanów, onsen – czyli właśnie gorące źródła – są niemal wszędzie. Arima znajduje się w północnej części Kobe i jest jednym z trzech najstarszych onsenów w całej Japonii. Jedno mogę potwierdzić – każdy, kto pojedzie do Japonii, powinien sprawić sobie odrobinę luksusu i wykąpać się w gorącej wulkanicznej wodzie.
Pan Sól gotuje: przepis na gyozę. Krok po kroku
W związku z tym, że postanowiłam zmobilizować Pana Sól, aby usmażył gyozę,
czyli japońskie pierożki (które tak naprawdę pochodzą z Chin), przedstawiam nasz przepis na wersję domową. Najważniejsze jest to, że gyozę można przygotować w Polsce i nie trzeba przepłacać w restauracjach. Przepis jest prosty, a składniki niedrogie!
Na dwie osoby potrzebujemy mniej więcej:
- 300-400 g mielonej łopatki wieprzowej (najlepiej niech zmielą mięso na Waszych oczach),
- 6 ząbków czosnku,
- 5 dużych liści kapusty pekińskiej,
- szczypiorek *
- jedną kostkę rosołową (lub świeży dobrze doprawiony bulion),
- imbir w korzeniu (trochę mniej niż główka czosnku),
- 3-4 łyżki stołowe sosu sojowego,
- 1 łyżkę oleju sezamowego,
- 1 opakowanie ciasta do gyozy (to na zdjęciu pochodzi ze sklepu koreańskiego, cena ok. 12 zł/szt.).
Na sos potrzebujemy:
- możemy kupić gotowy sos słodko-pikantny Thai (pycha!),
- możemy sami zrobić w ilościach i proporcjach, jakie lubimy:
- kilka kropel octu ryżowego,
- można też pomieszać z sosem słodko-pikantnym (lub z cukrem).
Sposób przygotowania krok po kroku (choć Pan Sól słabo współpracował, to jednak udało mi się parę zdjęć w naszej wieczornej i ciemnej kuchni):
1. Przygotowanie farszu:
W blenderze siekamy czosnek z imbirem. Kroimy drobno szczypiorek oraz siekamy kapustę pekińską. Mięso wkładamy do miski i dodajemy do niego składniki. W niewielkiej ilości gorącej wody rozpuszczamy kostkę rosołową. Dolewamy bulion do mięsa, a następnie sos sojowy i olej sezamowy. Całość doprawiamy pieprzem i mieszamy.
2. Lepienie gyozy
Jeśli mamy mrożone ciasto do gyozy, to po rozmrożeniu, należy je wyjąć z opakowania i przełożyć do suchej miski. Jeśli pozostawimy je w pudełku, zawilgotnieje i nie będzie można rozdzielić krążków.
Do lepienia potrzebny jest nam duży płaski talerz posypany mąką oraz kubek wody.
Jedną dłoń musimy mieć całkiem suchą, więc najlepiej oprószyć ją sobie mąką. Na suchą dłoń kładziemy krążek, nakładamy ok. jednej łyżeczki farszu. Następnie zwilżamy obwód krążka wodą i zalepiamy. Nie robi się tego tak jak przy polskich pierogach. Ważne jest robienie zakładek, aby ciasto się nie rozleciało podczas smażenia. Zalepionego pierożka kładziemy pionowo, a nie na boku (jak polskie pierogi) tak, aby nie dotykały się wzajemnie, bo mogą się skleić.
3. Smażenie gyozy
Smażenie jest według mnie najtrudniejszą operacją przy przygotowywaniu japońskich pierożków. I choć nie smaży się ich na głębokim oleju czy dużym ogniu, to w trakcie - po usmażeniu na lekko brązowo - należy dolać ok. 50 ml wody. Woda w połączeniu z gorącym olejem może być niebezpieczna, więc po pierwsze trzeba bardzo uważać, po drugie całość należy szybko przykryć pokrywką i poczekać. Kiedy woda i olej się uspokoją, podnosimy pokrywkę i smażymy, aż wyparuje. Jeśli wlejemy za dużo wody, gyoza nie będzie chrupka lub się przypali... Usmażone kładziemy na talerzu.
4. Podawanie
Najlepiej smakują takie lekko przestudzone. Maczamy w sosie i do buzi! Pycha!
Gdy nam zostanie, możemy je zapakować do lodówki i zabrać do pracy na drugie śniadanie. Na zimno też są dobre.
Czy ktoś ma ochotę spróbować?
Gdzie na Międzynarodowy Dzień Sushi? Do Kofuku!
We Wrocławiu znajduje się wiele różnych restauracji, gdzie można zjeść sushi. Ostatnim czasem opisywałam I love sushi przy ul. Grabiszyńskiej, możecie na ten temat przeczytać tutaj: www.podrozejaponia.blogspot.com/2013/05/i-love-sushi-we-wrocawiu.html. Jednak moją ulubioną wrocławską sushiyą od samego jej powstania jest Kofuku. Wydaje mi się, że Międzynarodowy Dzień Sushi to idealna okazja, żeby ją dokładnie opisać, zwłaszcza że byłam tam chyba z 10 razy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































