Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasta. Pokaż wszystkie posty

Multikulti po japońsku - wszystkie religie na jednej ulicy


Co można robić w Kobe? Na przykład pooddychać "jednym z najczystszych powietrzy" w Japonii, wściubić nos do świątyni niemal każdej religii, wmieszać w tłum chińskich imigrantów czy poczuć luksusową atmosferę japońskiego Hollywood. Brzmi zachęcająco?

Jeans Street Okayama - jeśli dżinsy, to tylko z Japonii



Czy wiecie, że takie marki jak włoski Diesel czy amerykański Lee [specjalizujące się w sprzedaży droższych ubrań] importują materiały na swoje spodnie właśnie z Japonii? Może wielu z Was się zdziwi, ale jeden z najlepszych materiałów dżinsowych produkuje się nie gdzie indziej, a na Kansai...

Spacer po japońskich slumsach... w Osace


Każdy, kto lubi podróżować inaczej, zbaczać z typowego szlaku turystycznego, zapuszczać się w dziwne, nieznane i nieczęsto opisywane zakątki świata, zauważy w Kraju Kwitnącej Wiśni wiele takich zakamarków, które odbiegają od stereotypowej wizji nowoczesnej lub tradycyjnej Japonii. Pewnie dla samych Japończyków są one całkiem zwyczajne, ponieważ stanowią część ich codziennej rzeczywistości. Mowa tu o japońskich slumsach, a konkretnie o dzielnicy Nishinari w Osace.


Iriomote - wyspa świętych kotów i świętego spokoju...


Zwykle rzadko mówi się o tym, jak niesamowicie piękny jest tropikalny las mangrowy na wyspie Iriomote, jak fascynujące wodospady ogłuszają podróżnych, albo jak pysznie smakuje sok ze świeżego ananasa. Dlaczego? Bo całą uwagę zgarniają dzikie iriomockie koty...

Dziwna architektura mieszkalna - Tadao Ando


Zdarzyło mi się zrobić zdjęcie w 2012 roku, które tak naprawdę jest już zdjęciem historycznym... Na owym zdjęciu widnieją, zaprojektowane przez chyba najbardziej znanego na świecie japońskiego architekta Tadao Ando, dwa nietypowe domy mieszkalne - będące doskonałym przykładem japońskiego minimalizmu. W tym roku został tylko jeden... 

Osaka nocą i kolorowa dzienica Kitashinchi


Osaka ma bardzo specyficzną atmosferę, trudną do opisania. Jak każde duże miasto - jest zakorkowane, ludzie się spieszą, z każdej strony jest się otoczonym przytłaczającymi wieżowcami, ale mimo wszystko - podobało mi się.

Market rybny Uontana w mieście Akashi


Bazar rybny w Akashi to tak zwana Ulica Ośmiornic. Znajduje się w samym centrum miasta, w niedalekim sąsiedztwie od parku Akashi. Zwykle takie markety nie wyróżniają się niczym specjalnym. Ryby, ryby, ryby i ryby, niektóre się ruszają, niektóre już się nie ruszają, niektóre mogą też patrzeć na nas. Wszędobylski rybny zapach, do którego ja się średnio mogę przyzwyczaić itp. itd. Jak to na bazarach.


Wioseczka Mitachi - tu chyba nigdy nie było gaijinów



Gdzieś na wybrzeżu prefektury Kagawa na Sikoku znajduje się miejsce, które nie jest dostępne turystom. Malusieńki obszar wiejski, o którym piszę, pokazał mi Japonię z zupełnie innej strony - tej zwyczajnej, spokojnej, wiejskiej. Niewiele tu technologii, droga w znacznej mierze nie została wybetonowana, unoszący się kurz, mewy i morze.


Kanonji - tu żyje się długo i szczęśliwie

Kan'onji położone jest w prefekturze Kagawa, w północno-wschodniej części wyspy Sikoku. Miasto, a może z japońskiego punktu widzenia miasteczko, liczy jedynie 66,000 mieszkańców, a gęstość zaludnienia wynosi niecałe 600 os/km2. Pod tą nazwą funkcjonuje od niedawna, bo od 2005 roku. 

Zdziwiła mnie jedna rzecz. To miejsce, w którym byłam, to zupełna wieś, ale nadal nazywa się to Kan'onji. O ile dobrze zrozumiałam: wsie jako osobne jednostki administracyjne nie istnieją, a przynależą do większego okręgu. Czyli np. Smolec to nadal byłby Wrocław, a Sulejówek - Warszawa itp.

Wjazd na Sikoku od strony Hiroszimy:



Wiszące mosty, piękna woda, morska bryza i te klimaty...



Widok na miasto z chramu Kotohiki-hachiman-gu.



Zenigata sunae to chińska moneta z piasku przygotowana w 1633 roku, by powitać Ikomę Takatoshiego, ówczesnego władcę Takamatsu. Ma 90 m średnicy i 345 m obwodu. Kiedyś dozwolone było chodzenie po tym terenie, ale z oczywistych względów "budowla" ulegała niszczeniu, więc teraz można tylko podziwiać ją z góry. Według tutejszych wierzeń - jeśli się patrzy na Zenigatę, to będzie się żyło długo i nigdy nie pozostanie się bez pieniędzy - a co najważniejsze, wróci się tam na pewno.



Sikoku to kolebka udonu, czyli grubego i długiego makaronu, który może być podawany na różne sposoby - z bulionem, z sosem sojowym, z tempurą, surimi itp. Tutaj w lokalnych barach, takich jak ten, można zjeść lokalny "domowy" udon, gdzie pani przygotowuje makaron na naszych oczach.



"Bądź mądry i zamów sobie danie"

Na całe szczęście nazwy są pisane hiraganą (w większości) - wszystkie rodzaje udonu lub zwykły udon (ta tabliczka w prawym górnym rogu), dają tutaj też domowy ramen i inne potrawy. Cena: ok. 9-12 zł.

Niech nikt nie mówi, że jedzenie w Japonii zawsze jest drogie!



A oto i lokalny udon. Pamiętajmy, by zachować kulturę osobistą i siorbać najgłośniej jak tylko się da. W przeciwnym razie inni pomyślą, że wybrzydzamy.


A to jest wieś, o której pisałam wyżej, to miejsce nadal nazywa się Kan'onji.


Tak rośnie ryż. Na Sikoku są też piękne tarasy ryżowe, ale nie dane mi było ich zobaczyć.


Trafiliśmy akurat na lokalne matsuri, w tym wypadku matsuri oznacza wiejski festyn.


Dziewczynki ubrane są w kolorowe yukaty, cała rodzinka siedzi na kocyku i je przygotowane obentō (czyli "drugie śniadanie").


Słodziaki wybierające się na matsuri.

Tutaj jest strona miasta Kan'onji - www.city.kanonji.kagawa.jp Istnieje też wersja angielska.

Kioto - łączy tradycję z nowoczesnością



Kioto, prefektura Kioto, region Kansai. Do Kioto jest blisko i z Tokio i z Osaki. Populacja miasta: 1,4 mln mieszkańców. Kioto to z pewnością raj dla miłośników archeologii, historii, wszystkiego co stare i tradycyjne. Znajdziemy tu tyle zabytków, świątyni, muzeów i innych atrakcji, że z pewnością potrzeba nam tygodnia, żeby to wszystko zobaczyć, a i tak to może być mało. Kioto mieści około 1800 różnych świątyń, chramów, zabytkowych budynków, ogrodów i innych. W przewodnikach informacje na temat Kioto zajmują kilka, kilkanaście stron. Także mamy w czym wybierać.

Niestety w trakcie mojego pobytu w Japonii było potwornie gorąco i przyznam szczerze, że w ogóle nie chciałam tam jechać. Ale Pan Sól stwierdził, że skoro już jestem w Japonii i mam nie zobaczyć Kioto, to prawie tak, jakby zwiedzać Londyn i nie zobaczyć Big Bena. Niestety nie było za wiele czasu na zwiedzanie, bo tak jak pisałam wyżej na Kioto potrzeba kilku dni.

Przyjechaliśmy na główną stację w Kioto - powitał nas gigantyczny dworzec i grupka śmiesznych sióstr zakonnych w podkolanówkach. Stare dzielnice są odseparowane od nowoczesnych. Nie pojawiły się żadne zgrzyty architektoniczne, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Podjechaliśmy autobusikiem w okolice świątyni Kinkakuji, o której pisałam we wcześniejszym poście. Stamtąd wybraliśmy do Kiyomizudery, gdzie spacerowaliśmy uliczkami dzielnicy Higashiyama. Później skorzystaliśmy z rikszy, gdzie przez całą drogę miałam wyrzuty sumienia, że ten biedny człowiek ciągnie nas w taki upał. Swoją drogą, pan rikszasz był święcie przekonany, że znam biegle japoński, więc mówił do mnie w dialekcie kiotowskim, który nie odbiega specjalnie od osakańskiego, z imponującą prędkością. Oczywiście rozumiałam niewiele. Pokazał nam za pół ceny (tak to pewnie te moje niebieskie oczy :P) najciekawsze miejsca, wiele o nich opowiadał, na szczęście miałam tłumaczenie symultaniczne, więc udało mi się coś dowiedzieć, a na końcu podwiózł nas do Gion. Dostaliśmy naklejki - zgodne z porą roku - i kupon zniżkowy. Wieczorem udaliśmy się do słynnej dzielnicy Gion, gdzie teoretycznie królują gejsze. I tutaj mała dygresja. Gejszy nigdy nie zobaczymy na własne oczy, a właściwie prawdopodobieństwo jest bardzo niewielkie. Gejsze raczej nie wychodzą na zewnątrz. Te kobiety, które my określamy gejszami, tak naprawdę nazywają się Maiko. Stoją znacznie niżej w hierarchii i dopiero uczą się jak być gejszą.

Udało nam się zobaczyć tylko jedną. Maiko-san miała bardzo kwaśną minę, bo tłum od razu ją obległ. Turyści robili jej zdjęcia, popychali się, żeby zdobyć lepszą pozycję. Niestety i ja się do tej grupy zaliczałam. Warunki też nie sprzyjały - na dworze już dawno zapadł zmrok, a Maiko-san praktycznie biegła na tych swoich kilkunastocentymetrowych koturnach, dlatego zdjęcie wyszło mi nieostre. To, które zamieszczam poniżej, to jedno z dwóch, jakie udało mi się zrobić. Niestety czekanie na kolejną przez 1,5 godziny nie dało nic. W drodze powrotnej taksówkarz wyjaśnił nam, że "w dzisiejszych czasach, nie spotkamy Maiko-san, a i tak mieliśmy ogromne szczęście, że udało nam się spotkać chociaż jedną". Zapytaliśmy dlaczego, a on odpowiedział krótko "kryzys finansowy". No tak, utrzymanie takiej Maiko stanowi nie lada wyzwanie.


Jeśli spaceruje się w dzień po dzielnicy Gion, możemy nie wiedzieć, że ta kobieta czy dziewczyna to tak naprawdę Maiko, ponieważ ma na sobie zwyczajne ubranie, a twarz pokrywa zwykły puder.

Informacja bardzo ważna:




Potwornie obraźliwe, już nie tylko wobec samych kobiet, ale wobec Japończyków, jest stwierdzenie, że Gejsza to luksusowa prostytutka. Ten stereotyp powstał w trakcie okupacji Japonii przez Amerykanów, którzy nie specjalnie pojmowali kulturę Kraju Kwitnącej Wiśni. Japonia to kraj buddyjski i sprawy cielesności stoją na zupełnie innym poziomie niż w krajach chrześcijańskich. Gejsza (芸者)to, patrząc po symbolach, człowiek sztuki, co oznacza, że nie każda kobieta może stać się Gejszą. Wymaga to wiele lat pracy, ćwiczeń, dyscypliny i wyrzeczeń, no i trzeba mieć do tego talent. Wg danych z 2009 roku zarejestrowanych Gejsz jest ok. 1500 (110 mln mieszkańców). Nie można też się dać nabrać - kimono, biały makijaż i wykwintnie ufryzowane włosy nie czynią kobietę Gejszą. Tak ubrane i pomalowane kobiety można spotkać nawet w centrum handlowym Daimaru w Kobe.

Do Kioto trzeba pojechać!



Słynny Teatr Kabuki




Salon wróżenia z ręki.




Sklep bez właściciela.




Wachlarze.



Z rikszy.



Bardzo ciekawa sprawa. Przyczepia się do tego "białego" karteczkę z nałogiem, z którym chce się skończyć. Przechodzi się przez dziurę i jest się wolnym i czystym. I po co klub AA? Jak można pojechać do Japonii i bez wysiłku rzucić nałóg?



Hagashiyama

Według pana z rikszy to najstarsza pagoda w całej Japonii.





Gion. Maiko-san. Kobieta, która idzie za nią, trzymając niewielki pakunek, to "pani od noszenia rzeczy". Maiko-san nie wysila się, żeby samemu osić swój grzebień i komórkę.