Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty

Kushimoto - życie na krawędzi ostrych klifów


Południowa prefektura Wakayama to moja kolejna wielka japońska miłość. Ten region kojarzy mi się z dzikością i żywiołowością, a tym samym pierwotną naturalnością. 

Dzieje się tak za sprawą ostrych, poszarpanych klifów i mocnego słońca odbijającego się od nieznacznie zmarszczonej tafli Pacyfiku. Woda tutaj nigdy nie jest gładka. I dobrze, bo ten lekki grymas oceanu przypomina mieszkańcom o nieustającym zagrożeniu, jakie niesie niszczycielskie tsunami. 

Z Kushimoto zetknęłam się po raz pierwszy kilka lat temu, gdy przerzucałam kartki jednego z przewodników po Japonii w poszukiwaniu pierwszych podróżniczych inspiracji. Długo nie było mi dane zobaczyć tego miejsca, ponieważ dojazd do skalnych formacji pożera naprawdę dużo czasu i nie można tam ot tak sobie pojechać. Szkoda, bo ten region warto wziąć pod uwagę. Wokół znajdziemy mnóstwo ciekawych atrakcji (np. Kashinosaki, Shionomisaki, Umikongo czy Hashiguiwę), a drogę możemy rozłożyć na raty.

Gniew oceanu

W Kushimoto natura fascynuje, choć z całą pewnością mieszkańców nie rozpieszcza. Chcieliśmy wiedzieć (jako obywatele tej części Japonii, która zagrożona jest jedynie sejsmiczną hiperaktywnością Matki Ziemi), czy te opowieści o częstych wakayamskich tsunami (od tych malutkich po nieco większe - nie mówimy tu oczywiście o tragediach w skali Fukushimy) nie są wyssane z palca. Popytaliśmy lokalsów i okazało się, że niestety nie. 
Źródło: www.matome.naver.jp
Starsze pokolenie zapewne pamięta, gdy Matka Ziemia, mając dosyć wojennych zabaw głupich ludzi, w 1944 roku zatrzęsła się, osiągając w swej irytacji 7.9-8.4 w skali Richtera. Pochłonęła ponad 1200 ofiar i zdemolowała 47 tys. domostw, z czego powyżej 3 tys. zabrała fala tsunami. Ludzie jednak tak szybko się nie opamiętali, a katastrofa ekologiczna po zrzuceniu bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki, spowodowała, że Matka Ziemia po raz kolejny dała upust furii. Dwa lata później miało miejsce kolejne potężne trzęsienie ziemi na Pacyfiku o sile 8.0. Wstrząsy zrównały z ziemią 36 tys. domów, a 2 tys. pochłonęło 6-metrowe tsunami. Ostatnie duże trzęsienie w okolicach Kushimoto miało miejsce w kwietniu tego roku i wynosiło 6.1. Szczęśliwie nie wygenerowało zabójczej fali. 

Obecnie system ostrzeżeń, sieć schronów i bezpiecznych miejsc do ratowania się ponoć działa tu bez zarzutu. Mówi się też, że jest ciągle udoskonalany. W mieście znajdziemy dużo znaków ostrzegawczych odnośnie wysokości fal tsunami, a brzegi zabezpieczone są grubym betonowym murem. 

Wyjątek stanowią wysokie i strome klify, które dzielnie znoszą i łagodzą uderzenia wzburzonego oceanu. Majestatyczne, dostojne i piękne. Przypominają starców o twarzach zniszczonych zmarszczkami i bruzdami. Macie wrażenie, że koloryzuję i przesadzam? Nic z tych rzeczy, po prostu żadne zdjęcia nie oddają prawdziwego uroku stalowoszarych klifów - nawet te profesjonalne. 

Tureckie zderzenie z klifami

O tym, że z klifami Kushimoto nie ma żartów i lekce ich ważyć nie wolno, przekonali się Turkowie na własnej skórze. Historia ta zaczyna się tysiące kilometrów na zachód od Edo (od niedawna Tokio) w gwarnym Konstantynopolu z roku 1876. 
Sułtan Abdülhamid II, źródło: www.islamveihsan.com
Przy akompaniamencie wiwatów rozentuzjazmowanego tłumu sułtan Abdülhamid II zasiadł na tronie Imperium Osmańskiego. Entuzjazm jednak szybko tracił na sile, albowiem nowy władca okazał się tyranem i despotą. Obywatele Imperium nie raz i nie dwa uciekali się do sprawdzonej metody zamachów, intryg i wszelakich sposobów, by sułtana obalić. Jednakże Abdülhamid II nic sobie z tego nie robił i postanowił dalej realizować swoje zamierzenia, a w szczególności zająć się sprawami zagranicznymi. Jednym z celów na mapie świata stała się Wielka Cesarska Japonia, zaczął więc sułtan przygotowywać się do zamorskiej wyprawy. 

Ziarnko turecko-japońskiej miłości zostało zasiane. Władcy wymienili się najwyższymi orderami (notabene które sami wymyślili), co by na piersi dumnie błyszczały - Cesarz Meiji (imieniem Mutsuhito) przypiął Abdülhamidowi Order Chryzantemy, ten zaś odwdzięczył się Orderem Osmana I klasy. 

Dekadę później sułtan postanowił w ramach podtrzymania tych przemiłych relacji wysłać statek do Japonii. Długo zastanawiano się, która fregata się nada, aby w końcu wybór padł na wysłużoną jednostkę imieniem Ertuğrul.
Osmański statek Ertuğrul. Źródło: Wikipedia
Stary, ale jary Ertuğrul zacumował w Jokohamie, a jego ponad 600-osobowa załoga mogła zabawić w egzotycznym kraju prawie trzy miesiące. 15 września 1890 roku trójmasztowiec pożegnawszy się z Japonią, opuścił bezpieczne przybrzeżne wody i wypłynął na Pacyfik. Japończycy ostrzegali zarówno kapitana statku, ostrzegali i samego Abdülhamida II, że piękna wrześniowa pogoda to tylko ułuda. Duma okazała się jednak silniejsza. 

Pech chciał, że drogi tajfunu i Ertuğrula się zbiegły... Tajfun jak zwykle bezlitosny, wykorzystał moment i zagrał w swoją ulubioną grę, która przypomina kocie zabawy ze zdobyczą. Żeglarze chcieli zawrócić do najbliższego portu oddalonego o zaledwie kilkanaście kilometrów. Niestety tajfun przez trzy dni rzucał Ertuğrulem, rzucał, aż rozbił o ostre wakayamskie klify w Kushimoto. Game Over. 

Przed samym zderzeniem załoga dzielnie zaczęła wskakiwać do wody, wiedząc, że to jedyna szansa. Wprawieni w bojach z morzem japońscy rybacy z okolicznych wiosek ruszyli Turkom na ratunek. Z kilkuset osób uratowało się 69. Przyjęli ich w domach, ogrzali, odziali i nakarmili - słodkimi ziemniakami satsumaimo, jajami oraz kurzym mięsem. Gdy huragan ustał wyłowiono 150 ciał i pochowano z należytym szacunkiem.



Od ok. 2007 roku rozpoczęły się prace nad wydobyciem wraku Ertuğrula. Turecko-japońscy nurkowie wyłowili ponad sześć tysięcy obiektów - monet, naczyń, nabojów. Statek trafił do renowacji i ma być prezentowany jako obiekt muzealny. Zdjęcia z archiwum Turkish Airlines.


O hojności i bezwarunkowej chęci Japończyków i Turków do niesienia wzajemnej pomocy mówią książki, film Kainan 1890 (z 2015 roku, nominowany do japońskiego Oskara), a nawet manga zatytułowana po turecku "Dziękuję" autorstwa Masayukiego Ishikawy.

Przyjaźń, która przetrwała stulecia

Ani Turcy, ani Japończycy nie zapomnieli o tym tragicznym wydarzeniu w historii tureckiej floty. W 1929 roku nowy Cesarz Japonii - Hirohito - postanowił upamiętnić je i kazał wznieść pomnik w miejscu zderzenia - tuż przed klifami Kashinosaki. 


Turcy też mieli okazję odwdzięczyć się. Gdy wybuchła wojna iracko-irańska, Japończycy przebywający na terenie Iranu nie byli w stanie opuścić kraju ze względu na zamknięte granice i wstrzymany ruch powietrzny. Turcja bez zbędnej zwłoki wysłała samoloty, aby zabrać uwięzionych obywateli Japonii. 



W latach 70. w Kushimoto otworzono muzeum poświęcone wspólnej japońsko-tureckiej historii. Tutaj obejrzymy m.in. niektóre przedmioty wyłowione z wraku statku. W okolicy muzeum znajduje się sklep oferujący tureckie dobra - lampy ze szkła, oczy Fatimy, dywaniki, czajniczki, chałwę, baklawę, rachatłukum i wiele, wiele innych. W jednym z nich porozmawialiśmy ze sprzedawcą, który powiedział, że jest przodkiem jednego z uratowanych tureckich rozbitków z Kushimoto i do dziś odczuwa wdzięczność. 

Aby dotrzeć do klifów Kashinosaki trzeba przedrzeć się jeszcze przez plac z kolejnym pomnikiem Ataturka i małą latarnią morską ostrzegającą w nocy przed niebezpieczeństwem czyhającym ze strony zdradzieckich skał. 



Gdy dotrzemy do końca, Waszym oczom ukaże się mniej więcej taki widok:


Fascynujące Umikongo

Około dwóch kilometrów od miejsca upamiętniającego turecko-japońską przyjaźń znajdują się klify Umikongo, z powodu których odbyła się cała wyprawa do Wakayamy. Są wspaniałe, ale dla wielu z Was podróż na południowy kraniec Honsiu tylko po to, by zobaczyć kilka skałek może nieść pewną dozę rozczarowania, zwłaszcza gdy widzieliście inne - bardziej dramatyczne - krajobrazy np. w Południowo-Wschodniej Azji. Mnie natomiast Umikongo całkowicie zadowala.



Przylądek Dobrego Przypływu - Shionomisaki

Będąc w Kushimoto, za cel wycieczki obiera się w pierwszej kolejności 
Shionomisaki - najbardziej wysunięty na południe kraniec głównej wyspy Honsiu.

My trafiliśmy tam już po zachodzie słońca, więc wszytko oprócz malutkiego muzeum było zamknięte, włączając upiornie wyglądającą restaurację, i jeszcze bardziej przygnębiający sklep z pamiątkami.

W muzeum można zapoznać się z historią japońskiego nurkowania. Obejrzeć dawny skafander i dowiedzieć się, do jakiej głębokości w takim wynalazku można było zejść. Od samego patrzenia odczuwam lekką klaustrofobię, a przed oczami stają mi pierwsze sceny z filmu Wielki Błękit.



Niezbyt ciekawe otoczenie Shionomisaki w zupełności rekompensują widoki z poszarpanego klifowego cypelka.

informacje o mieście Kushimoto (jęz. angielski): www.kankou-kushimoto.jp

Jak dojechać?

Dojazd do najłatwiejszych nie należy, ale jeżeli planujemy pogłębioną wizytę w Wakayamie, na pewno warto się tutaj wybrać. Przykładowo osoby lądujące na Kansai International Airport mają ułatwione zadanie, ponieważ miasto Wakayama znajduje się równie blisko, co centrum Osaki. Można więc zaplanować tę wycieczkę tuż po przylocie. 

Z Wakayamy


ok. 2h
stacja Wakayama [
Limited Express Kuroshio] -> stacja Kushimoto
 


Z Tokio


ok. 6 h
stacja Tokyo [shinkansen Hikari, rezerwacja miejsc] -> stacja Shin-Osaka [Limited Express Kuroshio] -> stacja Kushimoto

Z Osaki


ok. 3,5 h
stacja Osaka [do dyspozycji kilka pociągów] -> stacja Tennoji lub Hineno [Limited Express Kuroshio] -> stacja Kushimoto

Autobus z Kushimoto do Umikongo - ok. 35 min.

ze stacji Kushimoto w kierunku Kashino tōdaiguchi (latarni morskiej Kashino) - linią Oshima Izumo. Wysiadamy na przystanku Kashino. Stamtąd dodatkowo ok. 15 minut piechotą.
Jeżeli chcemy dostać się do miejsca upamiętniającego rozbicie tureckiego statku - możecie po klifach Umikongo wsiąść w ten sam autobus i dojechać do końca, do Kashino tōdaiguchi.

Autobus z Kushimoto do Shionomisaki - ok. 20 min.

ze stacji Kushimoto linią Shionomisaki w kierunku Shionomisaki Kankō Tāwā i wysiadamy na ostatnim przystanku.

informacje na temat rozkładu autobusów (jęz. japoński): www.town.kushimoto.wakayama.jp

Multikulti po japońsku - wszystkie religie na jednej ulicy


Co można robić w Kobe? Na przykład pooddychać "jednym z najczystszych powietrzy" w Japonii, wściubić nos do świątyni niemal każdej religii, wmieszać w tłum chińskich imigrantów czy poczuć luksusową atmosferę japońskiego Hollywood. Brzmi zachęcająco?

Poradnik. Co kupić w Japonii? Sos sojowy lokalnej produkcji


Który wybrać? Gdzie kupować? Jak używać? Zrobiłam research, pojechałam, zobaczyłam, spróbowałam, zapytałam ekspertkę i na tej podstawie przygotowałam mini-poradnik. Może przydać się nie tylko tym, którzy wyjeżdżają i szukają pamiątkarskich inspiracji, ale i tym, którzy już teraz planują iść do sklepu i kupić sos sojowy na sushi-party czy do gotowania. 


Magia ogrodów japońskich i wiosennego wiatru


Strumyki, szumiące kaskady, przestronne pawilony herbaciane, kamienne stopnie, latarnie, wypielęgnowane drzewa, rośliny i kwiaty, a w końcu wszechogarniająca aura duchowego ukojenia. Znany obrazek? Przekonajcie się sami, a być może coś wygracie.

Jeans Street Okayama - jeśli dżinsy, to tylko z Japonii



Czy wiecie, że takie marki jak włoski Diesel czy amerykański Lee [specjalizujące się w sprzedaży droższych ubrań] importują materiały na swoje spodnie właśnie z Japonii? Może wielu z Was się zdziwi, ale jeden z najlepszych materiałów dżinsowych produkuje się nie gdzie indziej, a na Kansai...

Spacer po japońskich slumsach... w Osace


Każdy, kto lubi podróżować inaczej, zbaczać z typowego szlaku turystycznego, zapuszczać się w dziwne, nieznane i nieczęsto opisywane zakątki świata, zauważy w Kraju Kwitnącej Wiśni wiele takich zakamarków, które odbiegają od stereotypowej wizji nowoczesnej lub tradycyjnej Japonii. Pewnie dla samych Japończyków są one całkiem zwyczajne, ponieważ stanowią część ich codziennej rzeczywistości. Mowa tu o japońskich slumsach, a konkretnie o dzielnicy Nishinari w Osace.


Iriomote - wyspa świętych kotów i świętego spokoju...


Zwykle rzadko mówi się o tym, jak niesamowicie piękny jest tropikalny las mangrowy na wyspie Iriomote, jak fascynujące wodospady ogłuszają podróżnych, albo jak pysznie smakuje sok ze świeżego ananasa. Dlaczego? Bo całą uwagę zgarniają dzikie iriomockie koty...

Animal Kingdom w Kobe - dla dużych i małych dzieci!


Szmat czasu temu pisałam o Parku Ptaków w Kobe, gdzie można potrzymać na ręce prawdziwego tukana, pooglądać z bliska różne gatunki sów oraz innych śmiesznych ptaków. Było to w 2012 roku. Dwa lata później, gdy znowu zawitaliśmy u rodzinki w Akashi, chciałam koniecznie pójść tam jeszcze raz, mimo wielkich sprzeciwów i kręcenia nosem, że "to przecież dla dzieci!". Udało mi się dopiąć swego i bardzo dobrze, bo okazało się, że Parku Ptaków już nie ma, jest za to całe Animal Kingdom pełne ciekawych zwierząt, które - w przeciwieństwie do zoo - można głaskać i przytulać! 

Spowita we gęstej mgle świątynia Engyōji


Dwa tygodnie temu po raz tysięczny leciał w telewizji Ostatni samuraj. Jako że, odkąd pamiętam, nie przepadam za głównym odtwórcą roli, nigdy nie obejrzałam filmu do końca, a jedynie we fragmentach. W tym roku natomiast te fragmenty przykuły moją szczególną uwagę. Dlaczego? Bo sceny kręcono w świątyni Engyōji w pref. Hyōgo, którą 3 miesiące temu odwiedziłam.

Gdzieś w Tottori są magiczne miejsca... Świątynia Sanbutsuji


Dzisiaj jest dobry dzień na to, aby wrócić na chwilę do Tottori. Jest to dosyć tajemnicza prefektura mieszcząca się na wschodzie regionu Chūgoku. W tym miejscu wszystko zdaje się być odmienne i nieco dziwne, tak jakby kłóciło się z ogólnym obrazem Japonii - najpierw wydmy, które wyglądają jak pustynia (klik), a teraz świątynia zawieszona na skale, gdzieś wysoko. Z dołu wygląda to tak, jakby dotarcie do niej nie było możliwe...

Wydmy japońskie w Tottori - Tottori Sakyū 鳥取砂丘


Niektórzy z pewnością czytali mój artykuł w 18. numerze magazynu "Torii" pt. Japońskie wydmy. Piaskowe inspiracje. Ze względu na ograniczoną ilość miejsca, nie mogłam się specjalnie rozpisywać, tym bardziej pokazać dużo zdjęć. Poza tym głównym tematem byli artyści inspirujący się tym "księżycowym" krajobrazem. Z tego względu chciałabym sama sobie przypomnieć tę przedziwną pustynię, a Wam pokazać trochę więcej. 



Chram Arikoyama Inari w mieście Izushi


Wielu przybyszom chramy Inari kojarzą się jedynie z wielkim i najsłynniejszym Fushimi Inari Taisha w Kioto, chociażby dlatego że to właśnie tam nakręcono kilka scen w filmie Wyznania gejszy. Ja osobiście miałam okazję przejść pod drewnianymi bramami torii w chramie Arikoyama Inari w mieście Izushi (do zamku Izushi -> klik). I byłam zachwycona!



Zamek Izushi - klimatycznie, tradycyjnie i swojsko


Dzisiaj zabieram Was na Zamek Izushi, który znajduje się w północnej części prefektury Hyōgo, w regionie Tajima. Miasto Izushi jest ważnym punktem na turystycznej mapie Hyōgo, ale raczej omijanym przez zagranicznych podróżnych. Bezpośrednio dojeżdża tam tylko autobus, który jedzie z Toyooki do Izushi. Do Toyooki można dotrzeć pociągiem, samolotem lub... helikopterem.

Arima - dzielnica gorących źródeł w Kobe


Dzisiaj pospacerujemy po Arimie - dzielnicy Kobe, które uznaje się za jedno z najstarszych i najbardziej luksusowych gorących źródeł w całej Japonii. Ostatnim czasem zamieściłam obszerną relację z moich kąpieli w słynnym arimskim ryōkanie, ale nie pokazałam Wam okolicy, która jest równie czarująca (dla niewtajemniczonych post o onsen: www.podrozejaponia.blogspot.com/2013/07/gorace-zroda-w-arimie-arima-onsen.html).