Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miscellanea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miscellanea. Pokaż wszystkie posty
4. urodziny PodróżeJaponia! - słowo podsumowania
Mój blog doczekał się czwartych urodzin, a nie dawałam mu nawet dwóch... Pierwszy wpis ujrzał światło ekranu komputera dokładnie 10 stycznia 2011 roku, 5 minut po godzinie 1 w nocy polskiego czasu i był to poradnik, jak wyjechać do Japonii. Nie miałam wtedy zbyt wielkiej wiedzy, ani zbyt dużego doświadczenia, ale zebrałam garść informacji w jedną całość i kliknęłam "opublikuj".
Kilka słów nadawanych prosto z Japonii

Odpowiedź na pewien anonimowy komentarz
"Japonia to miejsce gdzie rasizm, nietolerancja są na porządku dziennym.
W tak gloryfikowanym przez Panią kraju nierzadkim widokiem są restauracje zakazujące wstępu obcokrajowcom. W japońskim metrze podróżujący brzydzą się usiąść koło Gaijina, zostawiając wolne miejsca.
Dzieci cudzoziemców są często bite i upokarzane w japońskich szkołach i to zarówno ze strony równieśników jak i nauczycieli. Niekótrzy są już tak bezczelni, że sugerują zmianę kolorów włosów, “bo przecież to nienaturlane być blondynem”.
Podczas prostestów czy manifestacji w Japonii, zupełnie otwarcie wzywa się do wyrzucenia cudzoziemców z kraju a nawet nawołuje się do ich eksterminacji (jak Pani nie wierzy to proszę poszperać w sieci, materiały są powszechnie dostępne), a rząd konsekwentnie zaprzecza zbrodniom wojennym jakim dopuścili się Japończycy w czasie II WŚ.
Może Pani odniesie się jakoś do tych kwestii w swoim wpisie, a nie zajmuje się wyłącznie tworzeniem obrazu Polski jako centrum ksenofobii i światowego rasizmu. Polski "rasizm" jest niczym w porównaniu z tym, z czym musi się zmierzyć cudzoziemiec w Japonii".
Taki oto komentarz znalazł się niedawno pod postem na temat rasizmu w Polsce, który jest dostępny tutaj: www.podrozejaponia.blogspot.com/2012/08/troche-o-rasizmie-w-polsce.html
Zamierzam teraz odpowiedzieć na ten komentarz, żeby nie mówiono później, że nie reaguję.
Dwa słowa nadawane prosto z Japonii
Niestety to sie zdarza, ze wszystko ma swoj koniec - wakacje tez. Jutro o godz. 10.55 japonskiego czasu wylatujemy z powrotem do Polski, z przesiadka we Frankfurcie, gdzie bedziemy koczowac 5 godzin. Mamy tylko 5 euro, wiec nie zaszalejemy za bardzo, ale na butelke soku czy kawe wystarczy. Musimy zapakowac jakies jedzenie, bo umrzemy z glodu.
Dwa słowa nadawane prosto z Japonii
Niestety nie mam tutaj polskich znakow, co bardzo mnie irytuje, ale musze to jakos przezyc. Pierwszy raz lecielismy Lufthansa i jestem bardzo rozczarowana. Po pierwsze jedzenia bylo jak kot naplakal, nie dawali w ogole zadnych slodyczy - co dla mnie bylo nie do przejscia. Poza tym wybor filmow byl tak ograniczony, ze zadnego filmu nie obejrzalam, bo albo je widzialam, albo nie byly interesujace. Ponadto nie bylo zadnych gier... Nuda, wszechobecna nuda. Lampy tez byly zrobione w ten sposob, ze zapalajac sobie nad glowa, zapalalo sie nad calym rzedem, wiec nie chcialam swiecic sasiadowi w oczy, bo akurat spal. Sam lot byl w porzadku, bez problemu.
Trochę o rasizmie wobec Azjatów w Polsce
Na różnych blogach, w różnych książkach można sobie poczytać, jak to są lub nie są traktowani białasi w Japonii. Z reguły przyjęło się, że "z dystansem, ale uprzejmie", czasami można napotkać się na "utrudnienia", ale o przemocy raczej się nie wspomina. Ja się z nietolerancją nie spotkałam. Ale owszem sensację wzbudzałam nie raz. Wszystko jednak - w moim przypadku - innych nie znam - miało bardzo pozytywny wymiar. Może poza jedną panią w sklepie, która udawała, że po japońsku nie rozumie. Pecha miała, bo byłam z obstawą. Natomiast jak jest z tolerancją wobec Azjatów w Polsce?
Pan Sól mieszka tu już 4 rok. Wyprowadzać się nie chce i nie zamierza. Zaznaczam, że nie żyje nam się tu źle, bo inaczej dawno by nas tu nie było. Są jednak pewne kwestie, których przemilczać nie można.
Garść naszych doświadczeń:
Scena 1
Po pierwszym spotkaniu z Panem Sól wracałam do domu tramwajem o godz. 19:00 w biały dzień spod Galerii Dominikańskiej - przecież to wrocławski Times Square! Środek miasta, tłumy ludzi. Sól czekał aż mój tramwaj odjedzie. Kiedy drzwi się zamknęły i tramwaj zaczął odjeżdżać, zobaczyłam, że podchodzi do niego ekipa w szalikach i dostaje łomot. Myślałam, że zejdę na zawał. Nie dość, że ledwo poznałam człowieka, a zaraz go zabiją! Na szczęście na fioletowym oku, zadrapaniach i innych się skończyło.
Scena 2
Stoimy na Dworcu w kolejce. Podchodzi człowiek i wrzeszczy: "Żółta kurwo! Wypierdalaj do Wietnamu!"
Scena 3
Kupujemy rzeczy do domu w Ikei. W kolejce obok stoją bachory z rodzicami. Bachory zaczynają komentować, szeptać i paluchem pokazywać. Zapytałam się, czy mają jakiś problem. Cisza. Rodzice nie reagują.
Scena 4
Siedzimy kulturalnie w K2 we Wrocławiu. Stolik obok siedzi ekipa, która co minutę się obraca w naszą stronę i śmieje się tak, że o mało z krzeseł nie pospadają. Też się zapytałam, czy mają jakiś problem. Więcej się nie obrócili.
Scena 5
Idziemy sobie deptakiem w Zakopanem. Co chwilę słychać "czing czang czong".
Scena 6
Stoimy w sklepie. Sprzedawca się pyta: "Wietnam? Korea?". Odpowiedź: "Niestety Japonia". "Aha, to jak Japonia, to obsługujemy".
Scena 7
W ubezpieczalni PZU. "Ubezpieczymy pana samochód na 14 tys. zł". Wart był 2. Od tego momentu wszystko związane z samochodem załatwia mój ojciec.
Scena 8
Bank Pekao S.A. Sól zapytał się, gdzie jest strefa VIP, bo miał spotkanie. Przemiła pracownica banku zdecydowała się go popchnąć w odpowiednim kierunku. Była afera.
Scena 9
Bank Pekao S.A. Zapytanie o wyciąg z konta. Po polsku. Na kartce też było na wszelki wypadek napisane. "Nie rozumiem. Następny proszę!" - pada odpowiedź. W innym oddziale bez problemu.
Scena 10
Siedzimy w Sushakach, jemy sushi. Za szybą stoją kolesie, którzy mają ogolone głowy, glany i wytatuowane napisy na rękach "White Power". Wtedy już nie było do śmiechu.
Scena 11
Idziemy sobie po rynku wrocławskim: "Chinolu! Do domu won!"
Scena 12
Wynajmujemy mieszkanie. "Nie, nie, żadne psojady u mnie mieszkać nie będą!" Rozłącza się.
Scena 13
"Witam serdecznie. Jestem zainteresowana tym mieszkaniem. Mam tylko takie pytanie. Jestem z cudzoziemcem i on będzie potrzebował zameldowania na pobyt czasowy, bo to jest potrzebne do wizy..." "Nie ma mowy". Rozłącza się.
Scena 14
Urząd Miejski. "Pan nie ma wszystkich dokumentów". Idę z tym samym kompletem dzień później. Wszystko się zgadza.
Scena 15
Na ulicy. Kontrola straży granicznej we Wrocławiu. "Proszę pana dokumenty. Gdzie pan pracuje? Aha, nie jest pan nielegalnym imigrantem z Wietnamu? Aha. No to dobrze."
Z doświadczeń innych, których znamy i którzy tu mieszkają to wyliczyć można: rzucanie kamieniami w śnieżkach zimą, groźba nożem, wyłudzanie pieniędzy, pobicie. Niby jednostkowe akcje, ale jak je się zbierze razem, to wychodzi tego całkiem sporo. Kolega z Ghany miał nawet sprawę sądową. O pobicie i rasistowskie wyzwiska. Mądrusie dostali 2 lata w zawieszeniu. A Jose Torres dostał naklejkę ze swoim zdjęciem, na którym jest martwy.
Szkoda tylko, że ci, którzy tak się zachowują to ludzie, których nawet trudno sklasyfikować. Fanatycy, którym się nudzi. Ale co zrobić? W każdym kraju jest tak samo. Tylko jednej rzeczy zdzierżyć nie mogę - rodziców, którzy wpajają dzieciom nienawiść lub nie reagują na rasistowskie zachowania. Bo takie rzeczy wynosi się z domu...
Japoński obiad z okazji kolejnej japońskiej rocznicy

Żyjemy sobie przyjemnie w Polsce i na chwilę obecną nie sądzę, byśmy się gdzieś stąd ruszali. Czasami tylko panu Sól brakuje japońskiego jedzenia, a i marzy mu się, żeby polecieć na dzień do Dusseldorfu tylko po to, żeby w japońskiej dzielnicy zjeść ramen. Jeszcze nie dorobiłam się takiego majątku, by sobie "latać na ramen". W związku z tym chciałam odpowiedzieć na te potrzeby i wymyśliłam, że z okazji naszej rocznicy, ugotuję japoński obiad w miarę możliwości i zaopatrzenia wrocławskich sklepów. Podstawą diety Pana Sól jest oczywiście ryba i owoc morza w każdej postaci.
Japonia 2011 - pomysły na prezenty dla Japończyków
Pakowanie zakończone! Walizka, choć ledwo się zamyka, spełnia wymogi. Bagażu teoretycznie mogliśmy mieć 34 kg, jednak okazało się, że małym druczkiem na pięciu podstronach dodana została informacja, iż te 34 kg można mieć za dodatkową opłatą. Było to do przewidzenia, chociaż, kiedy lecieliśmy do Egiptu, limit wynosił 100 kg bez dalszych konsekwencji, więc wydawało mi się to możliwe.
Dla Japończyków wieziemy z 10 kg ceramiki z Bolesławca, bowiem takie było ich życzenie. Poprzednim razem kupiliśmy tylko jeden duży talerz, który służy jako dekoracja w salonie. Jednak talerz ten stał się tak popularny, że oprócz poszczególnych członków rodziny, miłością do wzorów bolesławieckich zapałały również Pani Sąsiadka i Mistrzyni Ceremonii Herbacianej.
Dla przyjaciół mamy polską żubrówkę.
W ramach "pracy u podstaw" najmłodszym członkom rodziny kupiliśmy książeczki po angielsku z owocami morza w rolach głównych (po polsku już mają), puzzle i gry typu "memo" z angielskimi nazwami. Może któreś zechce doskonalić swój angielski w przyszłości.
Do tego trochę papierniczych dupereli w stylu: "słitaśne" notesiki z pieseczkami, koteczkami itp. Tego nigdy w Japonii nie jest za wiele.
No i podstawowa rzecz - krówki. 2 kg krówek to najważniejszy punkt programu. Japończycy (przynajmniej moi) kochają krówki, a im słodsze, tym lepsze. Chcieliśmy też kupić iryski-maczki, ale nigdzie nie można było ich dostać.
Wieziemy ze sobą sól z Wieliczki dla kuzyna-kucharza oraz na spróbowanie przyprawy polskich marek typu: "marynata staropolska", "złocisty kurczak", "grill" itp. W tym roku zdecydowaliśmy, że można spróbować zapoznać Japończyków ze smakiem prawdziwego miodu z pasieki. Kupiliśmy cały słoik miodu wielokwiatowego na kiermaszu wielkanocnym. Był pyszny, więc i im też będzie musiał smakować.
Mam nadzieję, że będą zadowoleni.
Gdyby ktoś nie miał pomysłu na prezent dla Japończyków to, im bardziej tradycyjną rzecz im się podaruje, tym większa szansa na sukces. A z doświadczenia wiem, że w każdym domu wisi półka z pamiątkami, na którym stoją przeróżne przedmioty kupione podczas grupowych wycieczek.
Także życzę sobie sama szerokiej i bezpiecznej drogi, mam nadzieję, że mnie nie napromieniuje. Otrzymałam informację od znajomych przebywających w Tokio, że panika w Europie jest bardzo przesadzona, dlatego postanowiłam nie przejmować się tym. Różni inżynierowie zapewniali mnie, że promieniowanie wygląda trochę inaczej niż nam się wydaje. Poza tym będę ponad 1000 km od miejsca skażenia. Niestety jestem tylko zwykłą humanistką i niewiele z tego rozumiem.
WSZYSTKIM ŻYCZĘ WESOŁYCH I UŚMIECHNIĘTYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH I WIELU PODRÓŻY NA WIOSNĘ!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






