"Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima" - [recenzja]

Ostatnim czasem wpadła mi w ręce nowa pozycja wydawnictwa Bezdroża pt. Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima. Szczerze powiedziawszy, przeraziła mnie tematyka, ponieważ tak wiele zostało już powiedziane w kwestii 11 marca 2011 roku. Obawiałam się, że będzie to kolejna "Wielka Księga Martyrologii Narodu Japońskiego". Na szczęście Piotr Bernardyn w swojej propozycji wychodzi poza te ramy.

Nieformalna galeria naszych bentō wyczynów


Przyznam się szczerze, że nie chciałoby mi się robić 
bentō (ani tego nie robiłam wcześniej), gdyby nie zalecona (chwilowo) dieta bezglutenowa. A dokładniej - ja się umartwiam do towarzystwa, ponieważ to nie mnie tę dietę zalecono. Oznacza to rezygnację z normalnego chleba, a to z kolei wyklucza szybkie kanapki z szynką i keczupem (za którymi już zaczęłam tęsknić).

Chram Arikoyama Inari w mieście Izushi


Wielu przybyszom chramy Inari kojarzą się jedynie z wielkim i najsłynniejszym Fushimi Inari Taisha w Kioto, chociażby dlatego że to właśnie tam nakręcono kilka scen w filmie Wyznania gejszy. Ja osobiście miałam okazję przejść pod drewnianymi bramami torii w chramie Arikoyama Inari w mieście Izushi (do zamku Izushi -> klik). I byłam zachwycona!



W Berlinie na pysznym japońskim jedzeniu


Między świętami wybraliśmy się zupełnie spontanicznie na wycieczkę do Berlina. Po przyjeździe od razu ruszyliśmy na zwiedzanie i już po pierwszej przejażdżce metrem podszedł do nas Azjata i zapytał się po angielsku, czy wiemy, jak dojść do miejsca upamiętniającego Mur Berliński. Zapytałam się go skąd jest i tak się okazało, że z Japonii, a konkretnie z Yokohamy, studiuje prawo na jednym z najlepszych uniwersytetów w Tokio, ma 23 lata i właśnie jest w podróży dookoła świata*. 

Japoński Nowy Rok - czy śnił Ci się bakłażan?

Źródło: www.tetsu-o.com/archives/324
Jak Japończycy obchodzą Nowy Rok? Postaram się to opisać na przykładzie rodziny Pana Sól. Nowy Rok to wydarzenie, dzień szczególny, podczas którego cała rodzina się spotyka. Przywitanie Nowego Roku wymaga odpowiednich przygotowań. Oznacza to całodzienne stanie przy garach i gotowanie kilkunastu różnych potraw, które wchodzą w skład tzw. osechi ryōri おせち料理, czyli tradycyjnego japońskiego noworocznego jedzonka. 


Według tradycji 1 stycznia nie powinno się gotować. Je się to, co przygotowało się dnia poprzedniego w specjalnych przeznaczonych do tego celu pudełkach jūbako 重箱


Istnieje lista obowiązkowych potraw, które muszą się w takim pudełku znaleźć. Tak naprawdę oprócz obowiązkowych połączeń smakowych do osechi można przyrządzić, te potrawy, które się po prostu lubi. A jeżeli nie ma się najmniejszej ochoty i czasu na gotowanie można kupić gotowe osechi i mieć problem z głowy.



* Trochę więcej o osechi i kulinarnych zwyczajach noworocznych możemy dowiedzieć się z oficjalnego filmu przygotowanego przez UNESCO:




Przed wybiciem północy należy udać się do świątyni, aby się pomodlić o pomyślność na nadchodzący rok dla siebie i bliskich, a później można albo iść spać, albo rozmawiać, oglądać filmy, grać w gry, czytać, nic nie robić, czyli ogólnie - odpoczywać.


Jak to wyglądało u nas w Polsce? Najpierw Pan Sól przygotował listę tego, co będziemy gotować. Następnie 2 godziny jeździliśmy po Wrocławiu, aby znaleźć potrzebne składniki. W związku z brakiem części z nich lub kosmiczną ceną, musieliśmy trochę przerobić naszą listę potraw.  



 
Następnie Pan Sól stał 4,5 godziny w kuchni, pichcąc 8 różnych potraw na nasze osechi. Mogę spokojnie stwierdzić, że jest beznadziejnym szefem kuchni, ponieważ nie wydaje żadnych poleceń, więc oprócz zmywania naczyń na bieżąco, nie za bardzo mogłam pomóc. Nawet nie chciał mi powiedzieć, jak to się wszystko gotuje! Było też trochę nerwów i przeklinania całego świata np. podczas obierania kasztanów. Samo obieranie było męczące, a w niektórych czekała na nas niespodzianka w postaci ruszających się larw jakichś podejrzanych robaków! Ohyda...

Ja ugotowałam jedynie ryż, zalałam wodą wakame, obrałam daikon i upiekłam matcha mini-babeczki z mąki ryżowej, bo jesteśmy na diecie bezglutenowej (nie, nie odchudzamy się).


Z braku jūbako, musieliśmy posłużyć się zwyczajnym pudełkiem do bentō. Pan Sól stwierdził, że nasze osechi jest nieapetyczne. Ale ma to raczej związek z tym, że on nie potrafi się cieszyć tym, co sam ugotuje. A to tylko naciągana skromność, ponieważ wszystkie potrawy były naprawdę wyśmienite! 


Skoro Nowy Rok to ważne święto, otworzyliśmy sobie stół z naszej meblościanki. Nakryliśmy ten kawałek lakierowanej płyty paździerzowej pięknym białym obrusem, dodatkowo zadbałam o elegancki bieżnik i j uprawialiśmy elegancki "dziading". 




Od lewego górnego rogu:
1. (tradycyjne) krewetki ugotowane w sake, sosie sojowym, mirin i dashi,
2. grzybki shiitake,
3. (tradycyjne) kurikinton - kasztany jadalne z batatem - bo nie było satsumaimo w sklepie (trochę jest za dużo tego batata, ale i tak pycha!),
4. sunomono - ogórki, tuńczyk i wakame w zalewie octowej (ocet, cukier, sos sojowy).


1. smażone kawałki piersi z kurczaka w sosie musztardowo-imbirowym, w sosie sojowym i sake,

2. smażona na głębokim tłuszczu makrela z białą rzodkwią (daikon),
3. ryż mochi z sosem miodowo-limetkowym z dodatkiem sosu sojowego,
4. łosoś teriyaki.

Na deser były mojego autorskiego przepisu matcha mini-babeczki na mące ryżowej.




Najważniejsze dopiero przed nami. W nocy z 1 na 2 stycznia musimy mieć sen tzw. hatsuyume. To, o czym będziemy śnić akurat tej nocy, to wróżba na cały rok. Najszczęśliwsi będą Ci, którzy ujrzą górę Fuji, ale wyczytałam też, że również szczęśliwe są sny o bakłażanach, czy o eleganckich ptakach drapieżnych jak sokoły, jastrzębie itp. 


W tym miejscu powinnam zrobić sondę:


1. O czym chciałbyś/chciałabyś śnić w Nowy Rok:

a) o Fuji.
b) o jastrzębiach.
c) o bakłażanach.

Mam nadzieję, że w moich snach zagości purpurowa oberżyna (może powinnam położyć sobie ją pod poduszkę? Akurat mam w lodówce).    




Kolejną ważną tradycją są kartki noworoczne, czyli nengajō 年賀状. W kawałek kartonika z nadrukiem zaangażowane są wszelakie gałęzie japońskiej gospodarki. Od wydawnictw, które przygotowują specjalnie książki z płytą CD do robienia i projektowania własnych kartek, przez artystów prześcigających się w pomysłach na kartkę, po pocztę, która ma obowiązek dostarczyć nengajō dokładnie 1 stycznia do naszej skrzynki pocztowej. Biorąc pod uwagę ponad 130 mln Japończyków - to pewnie pracownicy poczty mają roboty po uszy! Z tego powodu na tydzień, dwa przed Nowym Rokiem zatrudnia się dodatkowych ludzi do sortowania. 


Natomiast obecnie na pierwszych pięciu pozycjach książkowych bestsellerów są książki o przygotowywaniu nengajō. Co możecie sprawdzić tutaj: www.oricon.co.jp/rank/ob/w/2013-12-30/more/1/. Sekai ichi kantan teiban nengajō jest najpopularniejsza!




Fachowa kartka musi zawierać motyw znaku zodiaku, który będzie patronować danemu rokowi. W 2014 r. po Wężu rządy obejmuje Koń. I jego wizerunek powinien figurować na kartce. Ja postanowiłam przygotować nasze nengajō samodzielnie. Jako że jestem ogólnie nieutalentowana artystycznie, a koń nie jest łatwy do namalowania, musiałam namalować "dziecięce" kartki, bo poważnych nie potrafię. 


Pochwalę się efektem. 




Co należy napisać na takiej kartce? Zwykle tylko jedno, dwa zdania. Najczęściej jest to fraza: 新年明けましておめでとうございます! [czyt. shinnen akemashite omedetō gozaimasu], czyli w polskim tłumaczeniu "Szczęśliwego Nowego Roku", a dosłownie: "Nowy Rok się otworzył, więc Ci gratuluję". 


I tu mała uwaga językowa: nie powinno się mówić shinnen akemashite... jeszcze w starym roku, ale dopiero po tym, gdy "otworzy się", gdy "nastanie" nowy. Nie jest to dowolne, tak jak w przypadku polskiego "Szczęśliwego Nowego Roku".




A skoro Nowy Rok już "się otworzył", życzę wszystkim uczącym się japońskiego, aby język ten był im w tym roku wyjątkowo łatwy i przyjemny. 
A tak poza tym podróży jeszcze dalszych i jeszcze szerszych uśmiechów na twarzach, zdrowia - bo bez tego się nie da - i dużo małych i dużych przyjemności przez cały rok!

"Bezbarwny Tsukuru Tazaki..." i apel do wydawców

Pewnego dnia, a było to już dawno temu, postanowiłam przeczytać wszystkie wydane w Polsce książki Harukiego Murakamiego. Jak pomyślałam, tak też uczyniłam...

Wypożyczałam kolejne pozycje jedna po drugiej i tak w bardzo krótkim czasie przeczytałam dokładnie wszystkie książki z wyjątkiem Kroniki Ptaka Nakręcacza, bo mnie znudził w połowie, oraz z wyjątkiem tomu opowiadań Zniknięcie słonia

Biorąc pod uwagę fakt, że prawie wszystko z listy mam odhaczone, mogę spokojnie i z czystym sumieniem zająć się oceną pana Murakamiego jako literata. 




Zamek Izushi - klimatycznie, tradycyjnie i swojsko


Dzisiaj zabieram Was na Zamek Izushi, który znajduje się w północnej części prefektury Hyōgo, w regionie Tajima. Miasto Izushi jest ważnym punktem na turystycznej mapie Hyōgo, ale raczej omijanym przez zagranicznych podróżnych. Bezpośrednio dojeżdża tam tylko autobus, który jedzie z Toyooki do Izushi. Do Toyooki można dotrzeć pociągiem, samolotem lub... helikopterem.

Konferencja "Odkrywając Japonię" - relacja


Na moim blogu musi być porządek, więc - korzystając z chwili wolnej pomiędzy jedną pracą, a drugą - jest i miejsce na relację z konferencji organizowanej przez Wydawnictwo Kirin i magazyn "Torii". Konferencja pt. Odkrywając Japonię dotyczyła szeroko rozumianej turystyki w Japonii. Odbyła się w Hotelu Brda w Bydgoszczy dnia 23 listopada 2013 r. Do udziału namówiła mnie Agata Dobija (przypominam o zaglądaniu na stronę sklepu Zanshin!). Wstępnie założyłam, że opowiem o Kansai. W między czasie urodziło się też i Shikoku. Gdy termin nieubłagalnie nadchodził - zaczął się lekki stresik. W końcu to miała być konferencja naukowa! To oznaczało, że oprócz pasjonatów, byli też i zawodowcy...


Choć mam na co dzień do czynienia z przemowami, wystąpieniami z racji mojej pracy, to i tak zawsze się denerwuję, bo zależy mi na moich odbiorcach. Boję się zawsze, że coś poprzekręcam i wyjdzie klops. Przygotowałam sobie elegancko moją prezentację, która miała bagatela 240 slajdów... Zrobiłam sobie równie eleganckie notatki, żeby o ważnych szczegółach nie zapomnieć.


Nadszedł 23 listopada. Pan Sól wyrwał mnie z głębokiego snu o 6:00, że to już czas. Z Bydgoszczy do Wrocławia przy dobrych warunkach jest 4-4,5h jazdy. Jednak warunki nie były dobre. Na krajowej 5 pod Rogowem droga była zablokowana, stały 4 wozy strażackie. Okazało się, że musieliśmy jechać objazdami, straciliśmy przez to prawie godzinę. Na jezdni była 20-kilometrowa plama oleju, która spowodowała dwa wypadki. Niezły początek... Następnie złapała nas straszna mgła. Na szczęście dojechaliśmy na czas. Poznaliśmy przesympatyczne szefostwo Kirin i Torii - Państwa Adriannę i Krzysztofa Wosińskich. Dziękuję za ciepłe przyjęcie i publikację mojego tekstu w ostatnim numerze "Torii"! Podziękowania kieruję również dla Marty Szyler, która pomogła mi się odnaleźć :-)





Zdążyliśmy na końcówkę prezentacji o malarstwie Hiroshige, po którym był zaplanowany obiad, a zaraz po nim przewidziane było moje wystąpienie.
Tematem mojej prezentacji były Znane i nieznane miejsca Kansai i Shikoku. Zdjęcia stanowiące kompilację z 3 lat uszeregowałam prefekturami. Celowo pominęłam wizytę w Narze i Kioto, ponieważ jest to zbyt popularny kierunek wycieczek. Omówiłam miejsca takie jak Akashi, Kobe, Arima, Osaka (tylko trzy mniej popularne dzielnice), Izushi, Ise, Meoto Iwa, Himeji (bardzo krótko), Góra Rokko, Zamek Takeda, Harima. Natomiast Shikoku nie miało wyraźnego podziału, ale były to wybrane miejsca z prefektur Kagawa, Tokushima i Ehime.
Główny nacisk położyłam na lokalność, gdzie turyści zagraniczni nie docierają ze względu na brak sensownych połączeń komunikacyjnych i zbyt długi czas dojazdu. Część z tych rejonów już opisywałam na blogu, a część dopiero przede mną. Zdjęcia nie grzeszą jakością, ale coś tam na nich widać...



Starałam się bardzo, żeby wykład nie był nudny. Mam nadzieję, że nie był. I tak na moim gadaniu zleciało półtorej godziny, choć mój czas ograniczał się do 45 minut. W tym miejscu chciałabym podziękować moim słuchaczom, którzy byli tak mili i wytrwali do końca.

Po moim wystąpieniu nastąpiło szybkie przebudowanie sali, która zamieniła się w scenę dla zespołu Sakuramai Yosakoi Poland z Krakowa. Grupa składająca się z tancerzy i tancerek japońsko-polskich zaprezentowała kilka układów tradycyjnego tańca z Shikoku. Yosakoi to - jak się dowiedziałam - nowsza odmiana tańca Awa Odori. Cechuje go niezwykła żywiołowość i rytmika, a tak naprawdę to po prostu energia sama w sobie. Zespół był kolorowy, uśmiechnięty, ładnie ubrany - super! Dla mnie ten występ miał szczególne znaczenie, bo moja ulubiona kuzynka Pana Sól z Shikoku tańczy ten taniec profesjonalnie i ma nawet na swoim koncie osiągnięcia.




Czemu nie ma takiej grupy we Wrocławiu? Zapisałabym się od razu, mimo tego że jestem kawałkiem drewna.


Organizacja konferencji była naprawdę na poziomie. Wszystko było przyszykowane, zgodnie z planem, bez żadnych wpadek, więc ja jestem bardzo zadowolona, że dane mi było wziąć w niej udział.