Barwna i klimatyczna dzielnica Shinsekai w Osace


Nie cieszy się dobrą sławą ani nie szuka uznania. Nie zabiega o turystów, a ściąga ich tysiące. Shinsekai to oaza koloru w betonowej dżungli Osaki.



Okres prosperity i okres upadku



Choć rewolucja przemysłowa dotarła do Japonii z lekkim poślizgiem, to od razu ruszyła pełną parą. W tym czasie w Osace żyło się tak dobrze, jak nigdy wcześniej (i nigdy później). Handel międzynarodowy kwitł, maszyny fabryczne pracowały bez ustanku, rodzinne firmy przekształcały się w megakorporacje, zaczęły kursować tu pierwsze tramwaje. Wybrzeże Osaki stopniowo znikało pod nowymi stoczniami, rafineriami, portami przeładunkowymi. W 1903 roku odbyła się tu V Narodowa Wystawa Przemysłu, podczas której dopiero co otwarta na świat Japonia udowodniła, że nie odstaje od wielkich zachodnich potęg. Było tutaj wszystko, czego imperium potrzebuje - elektryczność, pieniądze, przemysł, świetna infrastruktura. 

Niespełna 10 lat później w południowej części miasta powstanie dzielnica o metaforycznej nazwie "Nowy Świat", czyli ShinsekaiZbudowano ją na wpół nowojorski, na wpół paryski wzór. Była dumą mieszkańców. Również za sprawą Tsutenkaku - osakańskiej wieży Eiffela i wesołego miasteczka, które nadawały miejscu rozrywkowego charakteru. Pikanterii i szalonych emocji dostarczała ogromna arena sumo mieszcząca aż dziesięć tysięcy fanów tego sportu! To nie wszystko. Nowy Świat stał się też domem Billikena - dosyć upiornej maskotki amerykańskiej, sakralizowanej w Japonii. Swoją świątynkę ma między innymi w wieży Tsutenkaku.

W czasie II wojny światowej Shinsekai nieźle oberwała. W 1943 Tsutenkaku strawił pożar... Zresztą po wojnie - już za amerykańskiej okupacji - też nie wiodło się tutaj najlepiej. Budynki wymagały gruntownych remontów, rozwijała się prostytucja, z innych rejonów miasta ściągali mafiozi, aby w spokoju i ciszy prowadzić swoje szemrane interesy poza zasięgiem ręki sprawiedliwości. 

Czy tak miał wyglądać japoński Nowy Świat? 

W latach 60. dystrykt Shinsekai osiągnął dno. Część mieszkańców była bezrobotna, a więc kradło się, niszczyło się, grzebało w śmietnikach... Najgorzej miała się sytuacja w Arinchiku, wycinku Shinsekai, która do dziś (mimo pozytywnych zmian - nosi miano japońskiego slumsu). Lata 90. to czas przełomu - po prostu gorzej już być nie mogło, więc (na logikę) musiało stopniowo stawać się lepiej. I rzeczywiście zaczęło. 

Nie oznacza to, że Shinsekai jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki burmistrza Osaki stała się nowoczesna, czysta i skrząca się od neonów. Wręcz przeciwnie...

W klimacie epoki Showa



Shinsekai dzisiaj to jedna z najbardziej wyjątkowych dzielnic Osaki. Miejsce, które trudno określić kilkoma niewyszukanymi epitetami (sama lubię ich używać) typu: "kolorowa", "klimatyczna", "nieprzystająca", "żyjąca własnym życiem". Choć każde z tych słów będzie pasować, wydaje mi się, że lepszym określeniem byłby 'skansen epoki Showa', bo wszystko, co się tutaj znajduje - od barów, przez salony gier, po budynki - zdaje się być takie jak niegdyś. 

Już od wejścia widać, że będzie ciekawie! A zwłaszcza pysznie, bo tu króluje świetna osakańska kuchnia i to z jej powodu tłumnie ściągają Japończycy z różnych zakątków kraju.



Nawet jeśli po słynnym ringu sumo nie ma śladu, to nadal mieszkańcy Shinsekai dają wyraz swojej miłości do tego sportu. Wszędzie widać wizerunki sumitów, a w restauracjach można spróbować prawdziwego przysmaku yokozunów (mistrzów japońskich zapasów).



Niemal w każdym rogu uśmiechnie się do Was Billiken. Ja do fanek tego stwora się nie zaliczam. Wyczytałam, że przyśnił się on pewnemu amerykańskiemu artyście i ten senny koszmar przelał na papier, a później upowszechnił w wersji 3D. Nie powiecie mi, że ten uśmieszek jest przyjazny! Nie wiem jak Wy, ale Billiken budzi we mnie niepokój...



Podczas spaceru na pewno dotrzecie do nowej, odbudowanej wieży Tsutenkaku, która - jak wspomniałam - powstała na wzór Wieży Eiffela (przed odbudową było to dość absurdalne combo Wieży Eiffela z Łukiem Triumfalnym). Nie powiedziałabym, żeby stanowiła szczególną piękność. Mam do japońskiego poczucia zachodniej estetyki dosyć mieszane uczucia... No ale symbol, to symbol - zdjęcie pod tą stalową konstrukcją trzeba sobie cyknąć. Wjechać na taras widokowy i z 91 metrów pooglądać panoramę też nie zawadzi.



Najciekawsze dla mnie były miejsca spotkań - jak kluby shogi (japońskich szachów) czy mahjonga (chińskiego remibrydża). Tutaj toczą się różne dyskusje, przerywane od czasu do czasu stukaniem klocków. Tutaj padają wielkie wygrane i wielkie przegrane. Dla wielu zmęczonych pracą fizyczną serc, to zdecydowanie za wiele emocji. Średnia wieku? 70 lat.

To zdjęcie z 2012 roku.



A to, ten sam klub, ale dwa lata później...



Podobny nastrój znajdzie się w salonach gier, które rzeczywiście robią wrażenie. To raj dla zachodnich geeków rozkochanych w starych, pikselowych grach wideo na konsolę. Zagrać na nie stylizowanym, ale oryginalnym automacie i to na dodatek w Japonii? Bezcenne. Niezależnie od wieku. Zresztą lokalni bywalcy też młodością nie grzeszą.



Jeśli chcecie przysięgnąć wieczną miłość swojej partnerce lub swojemu partnerowi, nie ma lepszego miejsca niż Shinsekai. W obskurnym, wyłożonym falistą blachą tunelu w jednej z alei handlowych znajdziecie urocze serduszka, do których możecie przypiąć swoją kłódkę. Serduszka podświetlają czerwone ledy - Francja-elegancja w końcu!



Zgłodnieliście? 

Co zjeść w Shinsekai?



Pyszną osakańską kuchnię regionalną! Co to znaczy? Tak naprawdę wiele. Przede wszystkim okonomiyaki, wszelkie rodzaje smażonego ryżu, makaronu, 




zostawiając sobie miejsce na gwoździa kulinarnego programu - kushikatsuDanie narodziło się właśnie tu na Shinsekai i dopiero z czasem przyjechało do innych regionów Japonii. Co ciekawe, mówi się, kushikatsu to tradycyjna przekąska jadana przez yokozunę, czyli mistrza sumo. Podczas gdy pierwsza informacja jest zdecydowanie prawdziwa, druga - budzi wiele zastrzeżeń. Ale czy to ważne? Lepiej przegryzać panierowane i smażone na głębokim oleju warzywa sezonowe, grzyby czy mięso, wierząc, że testuje się przysmaki sumitów (przynajmniej tych osakańskich). 



Niech Was nie odstraszają obskurne szyldy i równie obskurne wnętrza. Wystrój - nostalgiczny - nie ma wpływu na jakość jedzenia (przynajmniej nie w tych barach, gdzie miałam okazję jeść), a na pewno nie ma wpływu na cenę. Raczej nie znajdziecie tutaj tanich lokalnych specjałów. Trzeba się przygotować na wydatek ok. 40-50 zł za posiłek od osoby. 



Jeśli tanio, to standardowo - zupka ramen i pierożki gyoza. Oczywiście nigdy nie nadążam "wsysnąć" całego makaronu na czas, bo zajmuję się chlipaniem ciepłego i słonego wywaru z dodatkiem pasty miso (zamawiam zwykle miso ramen). Wiecie, co to oznacza? Jeśli je się ramen zbyt wolno, kluski zaczynają puchnąć i nasiąkać. W konsekwencji - przestają już być takie smaczne, jak na początku. Dlatego nie bójcie się siorbać makaronu! 



Shinsekai serwuje też dania dla odważnych. Możecie zakosztować suppona, czyli potrafiącego boleśnie ugryźć żółwiaka chińskiego. W różnych źródłach na temat tego zwierzaka znajdziecie informację, że jest on zagrożony wyginięciem. W Japonii również gatunek tego żółwia należy do gatunków chronionych, ale jedynie w przypadku osobników występujących w naturze. Smakoszy ta informacja nie dotyczy, ponieważ gady przeznaczone do celów spożywczych pochodzącą wyłącznie z hodowli, a one mnożą się w niewoli chętnie. Za szczególnie intrygujące danie na bazie żółwiaka chińskiego uznaje się te, które przygotowuje się z jego krwi. Ponoć to wspaniały afrodyzjak i naturalny lek na potencję zarówno u mężczyzn jak i u kobiet. Jeśli Wy sami nie odczujecie zmian, to na pewno odczuje je Wasz portfel, ponieważ takie specjały trochę kosztują.



Jeśli natomiast zupa z żółwiaka chińskiego wywołuje w Was dreszcze, przysparza o gęsią skórkę i wszystko co najgorsze, proponuję spróbować równie tradycyjne w tym regionie takoyaki. Mówi się, że każdy mieszkaniec Kansai posiada w domu maszynkę do kręcenia tych ośmiornicowych kulek w cieście. Czy to prawda? "Wszyscy" to za dużo powiedziane, ale rzeczywiście wiele gospodarstw domowych inwestuje w ten sprzęt. Od razu nasuwa mi się pytanie: "Jak często je wyciągają z pudła?". A Wy? Ile razy usmażyliście gofry na gofrownicy? To jasne, że i tak nie będą smakować tak jak przy plaży w Mrzeżynie czy Darłówku. Ja osobiście uważam, że nie ma sensu cudować, a jeszcze na sam koniec przysporzyć sobie (lub innym) roboty w postaci skrobania i szorowania przypalonych fragmentów. Nie lepiej po prostu kupić sobie kulkę "u Łysego"? Mowa o barze z uroczym szyldem prezentującym łysą jak kolano ośmiornicę (takobozu).





Niestety Shinsekai się zmienia i traci na specyficznym charakterze. Dzieje się tak głównie za sprawą turystów, którzy od niedawna zaczęli tłumnie nawiedzać tę część Osaki. Nawet i kilka lat temu można było spotkać tu dziwnych ludzi np. mężczyzn poubieranych w sukienki lub spódniczki, co wynikało nie z określonych upodobań modowych, ale zwyczajnie z braku środków na ubranie. Dzisiaj coraz częściej widzi się spieszące się "białe kołnierzyki". Jedno jest pewne, im szybciej odwiedzicie Shinsekai, tym lepiej.


Jak dojechać?




Z dużymi japońskimi miastami nigdy nie ma problemu, dlatego - niezależnie od tego, gdzie będziecie się znajdować - do Shinsekai również traficie bez przeszkód, choć z przesiadkami. 

Z Tokio zajmie nam to trochę czasu, ale Osakę pewnie i tak mamy w planach podróżniczych. Wsiądziemy do shinkansena Hikari ze stacji Tokyo i przez 3 godziny będziemy podziwiać krajobraz zza okna. Dojedziecie do wielkiej stacji przesiadkowej Shin-Osaka i przejdziecie do pociągu Limited Express Kuroshio. Po 15 minutach znajdziecie się na stacji Tennoji. Tutaj możecie wysiąść i przespacerować się przez park lub możecie pojechać dalej do stacji Shin-Imamiya.

Jeśli będziecie jechać z Kioto, to ze stacji Kyoto również wsiądziecie w pociąg Hikari. Nie polecam jednak za bardzo się rozsiadać i przygotowywać do wygodnej podróży japońskich super-pociągiem, bo podróż zajmie tylko 12 minut. Od Shin-Osaki analogicznie jak wyżej. 


Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
11 Komentarzy
avatar

Chyba bym tam zwariowała ze szczęścia. :P

Odpowiedz
avatar

Jest to bardzo prawdopodobne! :D Zwłaszcza jak lubisz jeść :D

Odpowiedz
avatar

Witam. Mam pytanie odnośnie plaż z koralowców jak plaża Kansai. Czy mogę znaleźć taką w innym miejscu Japonii, a jeśli tak, to gdzie? I czy mogę zabrać ich trochę i wwieść do Polski?

Odpowiedz
avatar

Ciekawy post :) Chętnie bym się tam wybrała.

Odpowiedz
avatar

Osobiście bardziej mnie ciągnie do takiej Osaki, niż np. do Tokio :D 'tak jak kiedyś' to ja najbardziej lubię, także jak sobie pojadę do Japonii, to Nowy Świat będę musiała zaliczyć do miejsc 'trzeba zobaczyć'

Odpowiedz
avatar

Jeju jak ja marzę o tym żeby pojechać kiedyś do Japonii! Ale nie mam tyle pieniędzy na razie żeby zrealizować swoje marzenie :( Świetny blog i wpis, czekam na kolejne :)

Odpowiedz
avatar

Super sprawa :) Słyszałem o Shinsekai, ale nigdy nie miałem okazji tam być. Może jak następnym razem odwiedzę Japonię, to pojadę tam na kilka godzin :)

Odpowiedz
avatar

Świetny post!
Czy wiecie jakie miejsca w Polsce zapierają dech w piersiach?
Zerknijcie do mnie i zobaczcie najnowsze zestawienie :)

Odpowiedz
avatar

Zdjęcia tak do końca tego nie ukazują, ale jest tam niesamowity klimat.

Tanie hotele

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.