Jak wyglądają przygotowania do ślubu w Japonii?


W każdym kraju ceremonia zaślubin jest mniej lub bardziej tradycyjna. W przypadku naszej rodziny większość matek i ojców nie narzuca swojej woli, lecz wybór pozostawia Młodej Parze. Japońskie "mamusie" nie mają najwięcej do powiedzenia i nie próbują forsować swojej wizji ceremonii, co bardzo mi się podoba. Z tego powodu już na wstępie unika się konfliktów typu: "A dlaczego tylko cywilny? A dlaczego tutaj? A czemu nie ma cioci Krysi na liście? A dlaczego nie ma schabowego?" itp. itd. 



W Japonii ślub to wielkie wydarzenie. Z tego względu biznes ślubny kwitnie, a kolorowych magazynów dla pań prezentujących najważniejsze trendy ślubne jest mnóstwo. Na okładkach większości z nich widnieje uśmiechnięta Japonka w białej sukni w stylu zachodnim.
 

Tak się akurat złożyło, że niedawno odbył się ślub kuzyna mojego Japończyka. Podjęto decyzję, że nie będzie ceremonii w obrządku shintō, ale by tradycji stało się "w miarę zadość" i wszyscy byli "w miarę zadowoleni" została zorganizowana sesja zdjęciowa w kimonach i pełnym ślubnym rynsztunku. Niestety na część w kimonach spóźniliśmy się, ponieważ na autostradzie były korki (nie polecam podróżowania po Japonii w trakcie Golden Week). Co ciekawe, sesja zdjęciowa miała miejsce na trzy miesiące przed faktycznym ślubem. W Polsce jest raczej odwrotnie - o ile mi wiadomo.

Można powiedzieć, że taka sesja to wydarzenie rodzinne, ponieważ cała najbliższa rodzina przyglądała się, jak przyszli Państwo Młodzi ciężko pracują na ładny ślubny album. Scenerię też mieli dosyć nietypową - opuszczona zapora wodna, wysoka na 30-40 metrów. Z tego co się dowiedzieliśmy, miejsce to ma szczególną wartość dla Panny Młodej. Szkoda tylko, że pogoda nie była najlepsza. Mżyło i było pochmurno. Biedna przyszła Panna Młoda zaczęła w końcu trząść się z zimna i kichać. Wtedy rozpoczęło się zbiorowe zamartwianie o jej zdrowie porównywalne do lamentów polskich babć.


A tak mniej więcej wyglądali Przyszli Państwo Młodzi moim nieprofesjonalnym okiem. 


To tyle z nowoczesnych akcentów, choć już nie tak nowoczesnych, ani tak zaskakujących, bo przecież znaczna część Japonek obowiązkowo w budżet weselny wpisuje białą suknię. Z tradycyjnych elementów wesela - dla mnie znacznie ciekawszych - pojawił się element podejmowania rodziców Panny Młodej, która stanie się członkiem rodziny. Otóż zaprasza się ich na specjalny poczęstunek, na którym serwuje się specjalną herbatę i raczy się specjalnymi pudrowymi cukierkami. W ogóle cała sytuacja jest bardzo specjalna. Tutaj podaję tylko małą informację dla tzw. sceptyków - tak, tę herbatę i te cukierki można podawać gościom w innych sytuacjach. Herbatka ta nazywa się sakurayu 桜湯. Składniki owej herbatki to suszony i osolony kwiat wiśni. Woda z solą brzmi wyjątkowo apetycznie...

Kwiat wiśni, gdy zostanie zalany gorącą wodą, wygląda jak gdyby zaczynał kwitnąć i z tego względu jest to symbol dobrej pomyślności, czyli 花開く hanahiraku.


Na moim zdjęciu pojawia się nieco inna wersja  - kwiat wiśni oraz kombu (wodorosty). Owe wodorosty pojawiają się z powodu znaczenia 'yorokobu', co oznacza radość. Ma to związek z inną herbatą zwaną kobucha lub kombucha, która symbolizuje właśnie ową radość. 


I choć pięknie wygląda, jest po prostu wstrętna! Niestety smaku nie potrafię określić. Czy zdarzyło się komuś posolić herbatę zamiast posłodzić? Mnie tak, bo do tej pory mam takie same słoiki na sól i cukier. Ale to tylko moje odczucie - zwykłego białasa, który się po prostu "nie zna" i ma porażenie kubków smakowych oraz paraliż języka.


 

Za to pudrowe cukierki były dobre! Bo słodkie! 
Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
5 Komentarzy
avatar

Bardzo mi się podoba opcja nienarzucania swojej woli młodym. Takie to... niepolskie :))) I, faktycznie, z tego co się orientuję, u nas nie robi się sesji zdjęciowych przed imprezą ślubną. Jak już, to po - i to nawet sporo miesięcy po :)))

Pozdrawiam!

Odpowiedz
avatar

Tak właśnie! To narzucanie swojej woli w sprawach małżenstwa w Polsce bylo przyczyną kulturowego szoku dla mojego Japończyka...
Ale myślę, że w Japonii też i takich rodziców się znajdzie. ;)

Odpowiedz
avatar

Może trzeba ciuciać te cukierki i dopiero wtedy popijać herbatę, żeby nei bło tak czuć tej słonej herbaty :)
wszystko takie inne niż u nas... ale jak sobie przypomnę co się działo po ślubie (jak przed ślubem teściowa była m ibardzo przyjazna), to aż mi zęby cierpną jak tak można być dwulicowym... No cóż, co nas nie zabija to nas wzmocni ;)

Odpowiedz
avatar

Teoretycznie dokładnie tak trzeba robić, ale wiesz woda z solą? No nie da się! Ja nie wiem jak oni to robią i skąd się to wzięło.

A teściowie - cóż... się nie wybiera. Mam nadzieję, że nie zgrzytasz zębami zbyt często przynajmniej.

Odpowiedz
avatar

Już nie zgrzytam spływa jak po kaczce uodporniłam się na tego "Wirusa" ;)
Nie wiem czy się nie da (wierzę w Twoje odczucia) bo zależy jak jest posolona ta woda? Jak na szklankę łyżkę stołową to masakra ;) Zależy ile solnięte... Ale przyznam, że dziwne.

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.