Spowita we gęstej mgle świątynia Engyōji


Dwa tygodnie temu po raz tysięczny leciał w telewizji Ostatni samuraj. Jako że, odkąd pamiętam, nie przepadam za głównym odtwórcą roli, nigdy nie obejrzałam filmu do końca, a jedynie we fragmentach. W tym roku natomiast te fragmenty przykuły moją szczególną uwagę. Dlaczego? Bo sceny kręcono w świątyni Engyōji w pref. Hyōgo, którą 3 miesiące temu odwiedziłam.



Stali Czytelnicy i Czytelniczki mojego facebooka prawdopodobnie pamiętają zdjęcie ukrytej we mgle świątyni, która klimatem przypomina animacje Miyazakiego i magiczne przejścia do innego wymiaru. To właśnie Engyōji. Zbudowano ją wtedy, gdy Polska przyjęła chrzest, czyli w 966 roku. Jest to miejsce licznych pielgrzymek, ponieważ świątynia ta figuruje na liście 33 świątyń Pielgrzymki Saigoku Kannon. Wydaje mi się, że warto zdać sobie sprawę, że nie tylko Sikoku i 88 świątyń to droga pielgrzymów w Japonii, ale równie ważny szlak prowadzi przez cały region Kansai.


Świątynię na świętej górze Shoshazan (miasto Himeji) o zabójczej wysokości 371 m wzniósł niejaki Shōkū, którego rzeźba z XI wieku znajduje się na terenie kompleksu. Engyōji to siedziba sekty buddyjskiej Tendai - zakorzenionej w buddyzmie Wielkiego Wozu. 


Przeżywała wiele wzlotów i upadków (jak wszystkie drewniane konstrukcje w Japonii). W 1331 roku piorun bezczelnie zniszczył jeden z pawilonów, w XVI wieku Toyotomi Hideyoshi stwierdził, że będzie to jego "plac zabaw" i oprócz tego, że przywłaszczył sobie terytorium, to jeszcze na dodatek rozkradł większość cennych skarbów, głównie rzeźb sakralnych. Podczas Restauracji Meiji w XIX wieku urzędnicy doszli do wniosku, że Engyōji nie będzie trzymana w rękach prywaciarzy i została upaństwowiona. Niedługo jednak cieszono się względnym spokojem, bo chwilę później wybuchła wojna na Pacyfiku, która świątyni nie oszczędziła...


Dopiero w latach 50. ubiegłego stulecia zabrano się za jej odbudowę i dziś swoim majestatem potrafi powalić niejednego na kolana. Jest ulubionym miejscem nie tylko lokalsów i pielgrzymów, ale też i reżyserów. Niejednokrotnie pojawiała się jako plan historycznych dram telewizyjnych w Japonii, choć prawdziwą sławę zdobyła jednak dopiero, gdy reżyser Edward Zwick wybrał Engyōji jako plan wszystkim znanego filmu Ostatni samuraj z Tomem Cruisem w roli głównej. Mówi się, że Zwick zakochał się w tej lokalizacji, ponieważ jako jedyna nie wyglądała jako "sztuczna", a gęsty las, spowity we mgle tworzył niepowtarzalną atmosferę. 


Atmosfera jest naprawdę niesamowita i to trzeba poczuć na własnej skórze. Żadne z moich zdjęć nie oddaje gęstości mgły, ponieważ aparat widział nieco lepiej niż moje własne oko, niemniej jednak wydaje mi się, że przynajmniej poglądowo udało mi się klimat na fotografii zamknąć.


Aby wdrapać się na górę można wybrać dwa sposoby - trudny, bo pieszy (ok. 30-45 minut marszu) lub łatwy, bo kolejką górską (ok. 4 minuty). Nienawidzę zawieszonych nad ziemią gondolowych kolejek, ale wizja podchodzenia pod górę była dla mnie znacznie gorsza. Kolejką mogą wjechać również osoby niepełnosprawne na wózkach. 




W kolejce jadącej dokładnie 781 metrów możemy posłuchać bardzo ciekawego wykładu pani pilnującej porządku, która jest tak perfekcyjna, że wykład kończy się w momencie dojechania do stacji. Spod stacji może zabrać nas autobus (to jest opcja do osób starszych, niemających zbyt wiele sił lub dla niepełnosprawnych), natomiast my zdecydowaliśmy się iść na piechotę i był to dobry wybór, mimo że pierwszy widok był dokładnie taki jak na zdjęciu:




Po drodze mijaliśmy małe świątynki, boddisatwów, a nawet szintoistycznych bogów Jizo.




Droga prowadziła przez nieco upiorny las. Mgła powodowała, że nie widziało się zbyt wiele...




Ale za to spotykało się takie miejsca jak to:




Na całej trasie można spotkać czerwone drzewa. Tak naprawdę są to nagie drzewa, pozbawione kory, której używa się do budowy dachu świątyń. 




Pierwsza część świątyni ukryta jest pomiędzy gęstymi drzewami, na wzniesieniu. Trudno więc zrobić jej jakieś w miarę sensowne zdjęcie. Trafiliśmy akurat na pielgrzymów, którzy recytowali mantry, a po skończeniu znikli dosłownie w kilka chwil.




Kilka chwil później teren był czysty.




Na terenie świątyni są kamienne latarnie, na które trzeba położyć kamyk. Jeżeli się utrzyma, zapewni to nam szczęście i ogólną pomyślność.




To nie wszystko, Engyōji ma o wiele więcej do zaoferowania. Idąc dalej, możemy oddychać zapachem wilgotnego drewna i słuchać echem niosących się odgłosów lasu. Mija się wiele świętych drzew, które koniecznie należy dotknąć w celu przekazania sobie dobrej energii płynącej prosto z natury.




Szlak prowadzi do głównego kompleksu pawilonów.




No dobra, wszystko pięknie, ale gdzie jest Tom Cruise? Ano siedzi i kształci się u Kena Watanabe w głównym pawilonie.




Jak tam dojechać?


Po pierwsze warto zaplanować sobie wypad na Shoshazan, kiedy będziemy zwiedzać Zamek Białej Czapli w Himeji. Po drugie trzeba wsiąść w JR-Sanyo-Shinkansen z Tokio (jadący 3,5 godziny) lub z Osaki (1 godzinę). Następnie trzeba wsiąść w autobus ze stacji Himeji z napisem Shosha Ropeway (書写山ロープウェイ) i wysiadamy na ostatnim przystanku po ok. 30 minutach. Stamtąd wsiadamy w kolejkę i jesteśmy na miejscu. Dostanie się tam jest tak naprawdę bardzo proste, więc warto. Można dogadać się po angielsku.





Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
12 Komentarzy
avatar

Twój blog jest wspaniały. Czytam od niedawna, ale urzekł mnie całkowicie. TEN WPIS CHYBA JEST MOIM ULUBIONYM!!!!

Odpowiedz
avatar

Przepiękne miejsce! Muszę się tam kiedyś wybrać. :)

Odpowiedz
avatar

Jak będziesz znowu jechać do Himeji, a pewnie w końcu będziesz :-) to koniecznie, bo to jest bardzo blisko i w linii prostej. Autobus jedzie pod samą kolejkę. Miejsce jest naprawdę wyjątkowe :D

Odpowiedz
avatar

Piękne miejsce <33 i świetny blog
http://jestemolkaa.blogspot.com/

Odpowiedz
avatar

Te zdjęcia hipnotyzują, poważnie :) Zapewne nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak to wygląda na żywo. Fascynują mnie obce kultury, a Japonia naprawdę ma w sobie to coś.

Odpowiedz
avatar

To jeden z najlepszych blogów o Japonii jaki kiedykolwiek czytałam. Dziękuję za przepiękne zdjęcia, konkretne i szczegółowe opisy zaprawione delikatną nutą humoru i proszę... rób to dalej!

Odpowiedz
avatar

Niesamowite i urzekające! (brakuje tylko Totoro majaczącego we mgle gdzieś na końcu ścieżki ;) )

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.