"Kot do wynajęcia" - czarny humor i sporo mruczków


Kot do wynajęcia レンタネコ [2012] to typowo japoński film. Czego się zatem można spodziewać? Na pewno dużej dawki czarnego humoru, trochę szaleństwa i kilkunastu gwiazdorskich ról obsadzonych przez najrozmaitsze japońskie mruczki. 


Co roku gdy zaczyna się Festiwal Pięciu Smaków, ja obchodzę się tylko jego... smakiem. Tym razem postanowiłam, że po 8 latach planowania, na 9. edycję dotrę, choćbym nie wiem, jakiego tasiemca miała oglądać. Gdy tylko ruszyła sprzedaż internetowa jako pierwsza kupiłam dwa bilety na film [i byłam z tego niezwykle dumna]. Pomyślałam sobie: „Ha! Nie dałam się!”. Refleksja i analiza tematu przyszły dopiero, gdy wielkie emocje związane z kupnem biletów opadły. „Zaraz, zaraz, a na co my właściwie idziemy?”

No właśnie, co myśmy właściwie obejrzeli? Kolorowy i śmieszny film o dziwacznej singielce-kociarze – właścicielki wypożyczalni kotów – oraz jej dziwacznych klientach wypożyczających koty? Czy może kolorowy film pełny wisielczego – typowo japońskiego – humoru, pełny celowo przerysowanych postaci – raczej przypominających japońskich komików niż aktorów filmowych, i w końcu pełny absurdalnych sytuacji – raczej przypominających mangę niżeli film.

Tak naprawdę obie odpowiedzi są poprawne.



Sayoko – główną bohaterkę - poznajemy pewnego gorącego lata, kiedy – na oko – jest już po 30-stce. Mieszka nie całkiem sama w dużym, staromodnym drewnianym domu z ogródkiem. Nie całkiem, bo oprócz niej samej niemal w każdym kącie zobaczymy koty – małe, duże, grube, chude, we wszystkich kolorach. 

Chciałaby wyjść za mąż, ale wszystko wskazuje na to, że nie nastąpi to zbyt prędko. Dlaczego? 

Bo jej życie „zawodowe” i prywatne prawdopodobnie są zbyt ekscentryczne, aby wpisać się w typowy japoński system wartości dzielący wszystko na „klasy” i „kategorie”. Większość dnia poświęca na prowadzenie lokalnego "biznesu", jakim jest obwoźna kocia wypożyczalnia. Na swojej drodze codziennie napotyka ludzi w różnym wieku, którym z różnych powodów doskwiera samotność, a najlepszym lekarstwem na taką samotność jest kot. To na pewno prostsze i szybsze rozwiązanie niż leczenie samotności człowieka drugim człowiekiem...




Jest więc starsza pani, która po śmierci męża wiedzie samotne życie, bo jej syn to stereotypowy salaryman, który niespecjalnie interesuje się tym, co słychać u starej matki, jest i młoda kobieta pracująca w wypożyczalni samochodów, w której od kilkunastu lat nikt nie wypożyczył samochodu, a ona, pracując od rana do wieczora, nie ma czasu na randki, jest w końcu biznesmen z ustatkowanym życiem rodzinnym, ale przebywający w innym mieście z powodu delegacji. Każdy z nich cierpi na samotność z innego powodu, inaczej na nią reaguje. 

I choć śmiałam się przez cały film, po wyjściu z kina, zaczęłam się zastanawiać, czy to nie był śmiech przez łzy...?




Biorąc pod uwagę zarówno jaskrawe postaci, ich komiczną grę aktorską, absurd sytuacyjny oraz powtarzalny układ scen filmu, oczywiste się staje, że takie było założenie reżyserki od samego początku. 

Nie można zarzucić aktorom drewnianej ekspresji, bo tym razem o to chodziło. Idealnie swoją rolę zagrała podejrzanej płci "sąsiadka" [rodem z Downtown*], która wyskakuje znikąd, aby przekazać głównej bohaterce równie podejrzane jak ona sama "mądrości życiowe".

* [dla niewtajemniczonych w Downtown: lekturą obowiązkową jest strona www.batsugame.pl, gdzie genialne skecze najśmieszniejszych japońskich komików obejrzycie po polsku].   



Naoko Ogigami - rocznik 72', specjalizacja: komedie spotykające się z międzynarodowym uznaniem - w bardzo konsekwentny sposób realizuje swoją wizję w filmie Kot do wynajęcia. Jak dla mnie – mimo cukierkowych kolorów i wielkich wybuchów śmiechu na całej sali kinowej z moim na czele – mało optymistyczną.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że reżyserka próbowała w ten zabawny sposób ukazać dosyć dramatyczne położenie, w którym znalazło się społeczeństwo japońskie u progu XXI wieku. Mowa tu o coraz większym odsetku singli związanym z coraz mniejszą zdolnością Japończyków do nawiązywania normalnych relacji z innymi ludźmi, mowa też o stresie wywołanym przez presję społeczną czy przez życie w dużym mieście. Zdecydowanie mniej problemowy od drugiego człowieka jest kot - łagodzi stres, daje szczęście i wypełnia brak kontaktów towarzyskich.


Jestem bardzo ciekawa innych filmów Ogigami, bo z opisów wynika, że utrzymane są w podobnej konwencji, a ta zastosowana w Rentaneko bardzo mi odpowiada. Nie sądzę jednak, aby odpowiadała każdemu, ale mimo to polecam filmową bazę danych o tę pozycję poszerzyć.
Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
6 Komentarzy
avatar

bardzo, bardzo chciałabym obejrzeć ten film...może kiedyś mi się uda.. .świetna recenzja :) Brawo

Odpowiedz
avatar

nie jest to niemożliwe :-) wydaje mi się, że w końcu zaprezentują go na canal+ albo czymś takim :-)
dziękuję za miłe słowa!

Odpowiedz
avatar

Ogigami robi świetne filmy. Na "Kota..." dzisiaj wybiera się Kondi, ja niestety w tym czasie pracuję (kto wymyślił studia zaoczne?!) i bardzo, bardzo żałuję, że nie zobaczę.

Jakie jeszcze japońskie filmy polecasz? Ja najbardziej lubię dzieła Nakashimy i Takeshiego Kitano. :)

Odpowiedz
avatar

Ja oczywiście jestem fanką Koreedy, ale też widziałam ostatnio bardzo głośny w Japonii film o kwestii chikanów w pociągach, którzy jeśli zostaną przyłapani, choć niesłusznie, już nie mają prawa się bronić. Zrobił na mnie duże wrażenie. Tylko nie pamiętam tytułu - muszę podpytać w domu i dam Ci znać!

Odpowiedz
avatar

Już wiem ! Sore demo wa yattenai - taki był tytuł. Polecam! :D

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.