Złoto, laka i XIX-wieczna japońska gra "memory"


Zastanawialiście się czasem nad posiadaniem prawdziwej japońskiej sztuki w domu? Żeby ją mieć, nie trzeba extra jechać do Japonii, można ją kupić w naprawdę sensownych, a nie raz i okazyjnych cenach.


Na obejrzenie wystawy "Arcydzieła sztuki japońskiej" w Muzeum Narodowym we Wrocławiu potrzebujemy 20-35 minut, ponieważ jest ona bardzo skromna - to zaledwie 250 obiektów reprezentujących podstawowe kategorie rzemiosła artystycznego. Zobaczymy więc drzeworyty zwane ukiyo-e, przedmioty z metalu czy laki, tkaniny czy ceramikę. Każdy z "działów" opatrzony jest osobną informacją, co pozwala na szybkie zorientowanie się, czym jest tradycyjna sztuka japońska w ogólnym tego słowa znaczeniu.  



Oczywiście obędzie się bez szaleństw, ponieważ wystawa to kropla w morzu tego, co rzeczywiście artystyczne rzemiosło Kraju Kwitnącej Wiśni oferuje. Ogrom i bogactwo w tej dziedzinie z jednej strony przytłacza, a z drugiej - fascynuje, bo jeśli ktoś się interesuje sztuką, to w Japonii może kopać w studni niemal bez dna i co rusz odkrywać nowe zjawiska.  

Na wrocławskiej wystawie każdy znajdzie coś dla siebie - jeśli ktoś jest fanem ukiyo-e, z bliska obejrzy prace tych najwybitniejszych - Hokusaia, Hiroshigiego czy Sharaku, jeśli świecą mu się oczy na widok złoconych przedmiotów z laki - ma okazję przyjrzeć się bogato zdobionym jubako, czyli pudełkom na bento w wersji gourmet, tudzież wymyślnym przyborom do kaligrafii, a jeśli marzy się komuś w katana, to i japońskie miecze, i zbroje sobie poogląda. 

Osobiście należę do tej grupy, których dekoracje na lace zachwycają, więc mogę patrzeć na nie godzinami, podobnie jak na drzeworyty Hiroshigiego, w których przeważa głęboki niebieski kolor [zapewne nosi on jakąś mądrą nazwę - błękit pruski? ultramaryna?].  




Swoją drogą - zastanawialiście się czasem nad posiadaniem prawdziwej japońskiej sztuki w domu? Żeby ją mieć, nie trzeba extra jechać do Japonii, można ją kupić w naprawdę sensownych, a nie raz i okazyjnych, cenach na różnych aukcjach online organizowanych przez największe domy aukcyjne na świecie Christie's, Sotheby's czy Bonhams. Sztuka japońska wbrew pozorom do najdroższych i najbardziej pożądanych nie należy, dlatego każdy, kto jest w stanie uzbierać chociażby 2-4 tysiące złotych, może mieć barwny drzeworyt na ścianie czy wazę z motywem kwiatowym. Natomiast jeśli wybieramy się na łowy w Japonii, musimy być przygotowani, że tamtejsze renomowane antykwariaty mające w ofercie np. ukiyo-e już nie będą tak przystępne cenowo. Wynika to głównie z zainteresowania samych Japończyków i dostosowywania do nich cen rynkowych - Japończycy podobnie jak Chińczycy chętniej inwestują pieniądze w sztukę europejską lub amerykańską, a jeśli już decydują się na rodzimą, to w przeważającej większości tę tradycyjną - i raczej będzie to średniowieczna kaligrafia o wartości historycznej. Dlatego antykwariaty czy sklepy z antykami, żeby przetrwać, muszą dodawać odpowiednią marżę. Oczywiście nie wszystko kupimy online, nie wszystko będzie reprezentować najwyższy poziom i unikatowość, ale sztukę warto kupować, gdy nam się po prostu podoba i gdy nas to cieszy, a kwestię inwestycyjną polecam odłożyć na inną okazję wraz z grubą gotówką.

Będąc w Japonii, dobrze jest poczytać o regionalnych stylach rzemiosła artystycznego np. ceramiki, bo [oprócz tych najsłynniejszych jak kutaniyaki czy hagiyaki] wiele - nawet malutkich i znanych tylko wśród ludności tubylczej - miejscowości może pochwalić się własnymi, unikalnymi wyrobami jak np. miasteczko Izushi w prefekturze Hyogo [do pooglądania i poczytania o mojej wycieczce tutaj, a o izushiyaki, czyli ceramice już niedługo na blogu]. 

Jeśli do Wrocławia czy do samej Japonii macie nie po drodze [polecam sprawdzać aktualne promocje LOT-u Warszawa-Tokio!], to wystarczy pooglądać arcydzieła sztuki japońskiej na moim blogu bez wynurzania się spod ciepłego kocyka. Może te kilka zdjęć z Muzuem Narodowego we Wrocławiu zainspiruje Was i rozbudzi Waszą wyobraźnię?




Misa z motywem ryb, I połowa XVIII wieku, porcelana, malatury podszkliwne kobaltem, naszkliwne czerwienią żelazową i złotem z kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu.




Ceramika pochodząca z Arity z kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu.


  Misa z herbem rodu Tokugawa z ok. II połowy XIX wieku pochodząca z Satsumy. Wykonana jest z kamionki szkliwionej pokrytej emaliami i złotem. Misa należy do kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie.



Piękne ceramiczne wazy.



Ceramika japońska. 


    Dekoracyjny wachlarz wykonany z laki.



Jest to tak zwane ryoshibako, czyli drewniane pudełko pokryte laką, w którym przechowywane były dokumenty. Powstało w końcu XIX wieku. Dekorację przedstawiającą górę Fuji wykonano ze złota i srebra. Skarb należy do kolekcji Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Na zagranicznych aukcjach m.in. w domu aukcyjnym Bonhams [tutaj polecam zaopatrywać się w przedmioty kolekcjonerskie] taka ozdoba wyceniana jest na ok. 120-150 tys. złotych, choć trudno tutaj porównywać - każde pudełko ma inną historię, innego twórcę i innego właściciela - a zatem inaczej kształtowana jest cena dzieła.



A tak w dawnej Japonii przechowywano lekarstwa, czyli w wykonanych z drewnach, pokrytych laką, bogato zdobionych pudełeczkach.



Te przedziwne przedmioty to muszle do gry w kai awase, którą można nazwać japońskim "memory". Oczywiście, tym rodzajem rozrywki raczyły się warstwy arystokratyczne. Każda z bogato zdobionych z dbałością o najdrobniejszy detal muszli miała swoją parę, a zadaniem gracza było jej odnalezienie spośród 180 rodzajów, bowiem prawdziwy zestaw do kai awase zawierał łącznie 360 muszli. Z zewnątrz każda z nich zachowywała wygląd naturalny, w środku natomiast była dokładnie czyszczona, pokrywana podkładem i malowana. Najczęściej inspirowano się poezją, literaturą, naturą, ale też i historią czy z pewnością niezwykle pasjonującym życiem samego właściciela zestawu. Do kai awase nie wykorzystywano jedynie obrazów, mogły to być gry poetyckie, gdzie kaligrafowano fragmenty wierszy. Muszla na zdjęciu należy do wrocławskiego Muzeum Narodowego, pochodzi z XIX wieku, a obrazek wewnątrz muszli wykonano farbami mineralnymi.



Tutaj mamy kolejne piękne zdobione złotem lakowane pudełko. Tym razem, o ile mnie pamięć nie zawodzi, bo zdjęcia wykonałam dosyć dawno, pudełko to jest jednym z elementów zestawu do kaligrafii japońskiej.


 
Tutaj mamy miniaturowe mebelki, które nie służą do zabawy w domek dla lalek, choć w pewnym sensie tak... Co to znaczy? Takie miniaturowe mebelki wykorzystuje się podczas święta Hina matsuri obchodzonego 3 marca. Jest to święto dziewczynek i... lalek! W tym czasie przygotowuje się wystawę lalek, które na pewno dla nas gaijinów są ciekawe, bo tradycyjnie powinny być ubrane w stroje z epoki Heian.  



Tak wygląda japońska "puszka" na herbatę, która zwyczajowo wchodzi w zestaw do ceremonii herbacianej, i nazywa się chaki. Są różnych rozmiarów i wielkości, tutaj mamy chaki dekoracyjne z motywem kwiatowym. Tradycyjnie chaki może też być wykonane z jednolicie ciemnej, połyskującej laki. Taką niezdobioną wersję posiada Mama Pana Sól - jej zestaw można obejrzeć tutaj.



Szczerze się przyznam, że nie pamiętam przeznaczenia tego przedmiotu. Wygląda na szkatułkę, w której można było przechowywać kosztowne drobiazgi, ale pewności niestety nie mam.



Wykonane z metalu czajniczki do herbaty. 


Zdjęcia powyżej prezentują wybrane obiekty z wystawy Arcydzieła sztuki japońskiej w kolekcjach polskich w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, którą można oglądać do 31 stycznia 2016 roku. 
Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
3 Komentarzy
avatar

Talerz z irysem i czaplą <3
Mogli by zrobić replikę na sprzedaż. Kupiłabym cały komplet!

Odpowiedz
avatar

Ja tak samo! Nie mogłam się nacieszyć tym talerzykiem! :-)

Odpowiedz
avatar

Ludzie do tej pory mają słabość do stylu, jaki panuje w Japonii. Posiadać jakieś dzieło sztuki z tego regionu to dopiero nie byle co. Kto pasjonuje się tym krajem, miał okazję lepiej się z nim zapoznać "od środka".

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.