W japońskiej Częstochowie - Ise Jingu vol. 1


Ise to malutkie miasto we wschodnim Kansai, jednak to nie wielkość ma znaczenie, bo ściągają tu rzesze turystów - głównie tubylców - o każdej porze roku. Miano japońskiej Częstochowy zobowiązuje!



W związku z tym, że w Ise są dwa najważniejsze i jedne z najstarszych chramów w całej Japonii poświęconych bóstwu słońca - Amaterasu, podczas planowania jednego z pobytów w Japonii uparłam się, że musimy odbyć pielgrzymkę do japońskiej Ziemi Świętej, bo po prostu wypada. Każdy szanujący się obywatel Kraju Kwitnącej Wiśni w tym miejscu powinien się pomodlić przynajmniej przez kilka sekund i nie jest to specjalnie istotne, czy przedmiotem modlitw będą wzniosłe prośby o pokój na świecie, czy mniej wzniosłe.

Amaterasu - Matka Boska Japońska 


Jadąc do Ise oddawać hołd bóstwu takiego formatu, przydałoby się coś niecoś o nim wiedzieć - kim jest, co robi, za co odpowiada.
 

A było to tak... Pewnego dnia Izanagi [zawodowo: bóg-demiurg, prywatnie: ojciec, o którym pisałam tutaj] złożył wizytę w japońskiej Krainie Ciemności. Jak sama nazwa wskazuje, jest to miejsce ukryte głęboko pod ziemią, gdzie o gości dba się w sposób nad wyraz szczególny, a sama wizyta nigdy nie jest zbyt nudna ani zbyt długa. Choć Izanagi czuł się już niezręcznie i z wielką przyjemnością wróciłby do żony i dzieci, to Gospodarz zdawał się na aluzje gościa nie reagować. W tej sytuacji uratować Izanagiego mogła tylko ucieczka. Po drodze nie było łatwo, bo w żadnej mitologii ucieczki do łatwych nie należą, więc pewnie popiołu się trochę najadł nasz demiurg, a już na pewno naleciał mu pył do oczu. Gdy w końcu wydostał się ze szponów śmierci, musiał te piekące oczy przemyć. I przecież oczywiste jest, że najlepsza do przemywania piekących oczu jest słona woda morska! Gdy energicznie je szorował oceanem, z lewego oka wyskoczyła Amaterasu tj. Świecąca na niebie


                                             "Gdy potem przemywał lewe oko swoje,
                                              powstał duch, którego imię brzmi
                                             Wielki i Święty duch Świecący na Niebie".
                                                                                           Kojiki, t. 1, tłum. W. Kotański, s. 60.



Boscy rodzice musieli kochać Świecącą najbardziej ze wszystkich swoich dzieci, bo powierzyli jej najważniejszą funkcję w rodzinnym biznesie - zarządzenie Wielką Równiną Niebios. Pod sobą miała trochę innych bóstw do pomocy, ale wyszła ponad przyjęte w korporacjach standardy, stawiając na sprawiedliwość i partnerstwo. Rozumiała wagę swojej misji, bo w końcu to od przyjętej przez nią strategii zależało m.in. życie na Ziemi. Jako monopolistka nie miała konkurencji, dlatego jedyni klienci tj. Japończycy musieli się do niej podlizywać, składając ofiary i zanosząc modły o lepsze jutro. 


Gdy Amaterasu zrobiła się trochę starsza i została babcią, zaczęły ją dochodzić niepokojące sygnały z Ziemi, którą rządził jej impulsywny i niezbyt rozgarnięty brat Susano [słynął z głupich żartów i okrucieństwa]. Ogarnięta wściekłością rzuciła focha i trzasnęła drzwiami od jaskini. Na Ziemi zaś zapadł zmrok, a ludzi i bogów ogarnęła wielka twroga. Siedziała tak zamknięta wiele dni i nocy za nic mając, że wierni padają jak muchy. W końcu bogowie ogłosili stan nadzwyczajny i podjęli obrady. Musieli wywabić nadąsaną Ameterasu podstępem. Wpadli na pomysł, że urządzą imprezę. Radosne okrzyki i śmiech, choć stłumione, doszły uszu bogini. Walczyła jeszcze chwilę z dumą, ale ciekawość wzięła górę. Wynurzyła nosa z jaskini i po pewnych tarciach z zarządem zdecydowała się podjąć mediacji pomiędzy boską i ludzką sferą. Jak każda babcia, i ona miała ukochanego wnuczka imieniem Ninigi, więc tę wielką odpowiedzialność powierzyła właśnie jemu. Wyposażyła go w cenne przedmioty, które miały chłopakowi w misji pomóc. Były to Ośmioboczne Zwierciadło, Krzywe Klejnoty i Miecz-Trawosiecz - dziś uznawane za trzy święte skarby będące symbolami cesarskiej władzy. Krążą plotki po całej Japonii, że owe relikwie trzymane są właśnie w Ise. Czy to prawda?


Schodząc na Ziemię, Ninigi musiał pokonać wiele przeszkód, ale to nie jest dla naszej historii najważniejsze. Istotne natomiast będzie to, że na Ziemi spotkał niezwykle uroczą córkę Ducha Gór - księżniczkę Konohanasakuyę. Chciał się z nią ożenić, ale to nigdy nie jest proste - musiał odbyć długą i bardzo trudną rozmowę z jej ojcem. Negocjacje zakończyły się sukcesem, ale tylko połowicznym... bowiem tatuś miał jeszcze jedną córcię, która niestety urodą nie grzeszyła. W trosce o jej przyszłość, zażądał, aby została ona drugą żoną Ninigiego. Ten jednak nie miał zamiaru żenić się z takim górskim pasztetem i odmówił. Co się stało potem - było do przewidzenia. Duch Gór wpadł w furię i dał nieokrzesanemu młokosowi następujący wybór: potomstwo z córką piękną będzie nietrwałe i kruche, a potomstwo z córką brzydką - twarde jak skały. Nawet postawienie sprawy na ostrzu noża nie zmieniło decyzji przybysza z Niebios i właśnie z tego powodu pierwszy cesarz Japonii, czyli prawnuczek Ninigiego i uroczej księżniczki, to człowiek śmiertelny... I choć tutaj historia się nie kończy, na dzisiaj wystarczy, bo czas przejść do tematów bardziej interesujących.


Miasto Ise - czy warto?


Ise ulokowane jest we wschodniej części regionu Kansai, w prefekturze Mie, która z kolei znajduje się na Półwyspie Kii wcinającym się w Pacyfik. W związku z tak niestrategicznym pod kątem zwiedzania położeniem turyści z zagranicy będący w Japonii po raz pierwszy rzadko traktują Ise w kategorii priorytetu. Kilka przesiadek i długi czas dojazdu - nawet z Osaki będą to dwie przesiadki i dwie godziny w podróży - powoduje, że święte chramy zostają odłożone na "kiedy indziej". Czy słusznie?


Jeśli pytać mnie o moje prywatne zdanie, odpowiem: to zależy. Zależy w dużej mierze od zainteresowań wybierającego/ej się. Jeżeli będzie to osoba, która kocha historię, a w szczególności fascynuje się dziejami i kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni, a podczas pobytu ma ochotę zgłębić temat shintoizmu, zdecydowanie powinna Ise na liście "must see" umieścić. W takim przypadku nie trzeba sugerować się informacjami, czy przedzieranie się przez góry i doliny Kansai zajmą dużo, czy mało czasu. W końcu skoro można wybrać się w podróż do Hiroszimy albo Sapporo, to niby dlaczego nie do Ise?

Jeżeli jest się fanem dobrego jedzenia, a w szczególności ubóstwia się krewetki - Ise również należy dopisać do "must see", bo krewetki to lokalna specjalność tego regionu. W innych przypadkach nie będę Wam wmawiać, że stanie się tragedia, gdy do Ise nie zajrzycie podczas swojej podróży. Przekonacie się sami, czy warto, oglądając zdjęcia i czytając moje wypociny.


Ise Jingu - najświętsze chramy Japonii


Według Nihon shoki, czyli wielkiej kroniki dziejów japońskich, Amaterasu około 4 r. p.n.e. w końcu zdecydowała się, gdzie ma powstać świątynia, w której śmiertelnicy mogli oddawać jej cześć. "W końcu", bo długo wahała się pomiędzy dzisiejszą Narą, a dzisiejszym Ise. Po 20 latach główkowania, analizowania i szacowania ryzyka, padło na Ise. Naiku powstał jako pierwszy chram, a Geku niedługo po nim. 


Współczesne badania wykazują jednak, że teoria o 4 r. p.n.e. nie jest zgodna ze stanem faktycznym, bo w rzeczywistości chram jest trochę młodszy. Mówi się, że powstał raczej w III-V wieku n.e., ale kto by się czepiał szczegółów, 300 czy 500 lat w tą, czy w tamtą to żadna różnica, prawda? Mimo koloryzowania faktów, które zdarzyło się zapewne każdemu kronikarzowi [wspomnijmy chociażby bohaterskie bajki na temat polskich królów w wykonaniu Galla Anonima], Naiku to nadal jeden z najstarszych zachowanych chramów w całej Japonii, plasując się obok Izumo Taisha w pref. Shimane. 



Styl, w jakim został zbudowany, nazywa się shinmei i ma odzwierciedlać najbardziej tradycyjny styl japońskiego budownictwa sakralnego. Charakteryzuje się lekko zaokrąglonym kształtem dachu, konstrukcja jest prosta, a sama budowla - wykonana w całości z drewna, nie ma zbyt wielu kolorów - im surowsze i bardziej naturalne, tym bardziej japońskie, ponieważ kolory i czerwona laka, jakie możecie podziwiać na Miyajimie, to wpływy z buddyjskiego kontynentu. 

Oba chramy [Geku i Naiku] są najważniejsze pod każdym względem - są najstarsze, rdzennie japońskie, ich działalność jest ściśle związana z rodziną cesarską, w każdej książce poświęconej Japonii lub shintoizmowi historia zacznie się właśnie na dziedzińcu Ise.


Co mnie trochę zdziwiło, to fakt, że oba kompleksy świątyń pod wspólną nazwą Ise Jingu teoretycznie znajdują się w mieście Ise, jednakże w praktyce ulokowane są w dwóch różnych miastach: Geku w mieście Yamada, Naiku - w Uji, a dystans dzielący jeden od drugiego - będący przy okazji szlakiem pielgrzymkowym - wynosi zaledwie 6 km... Oczywiście, my podróżni nie musimy się martwić - Ise jest świetnie skomunikowane autobusowo. A jeśli lubimy dłuższe spacery, to tym lepiej.


Do Ise wybraliśmy się pod koniec października. Dostaliśmy się na dworzec w Akashi bardzo wcześnie. Na dworze było chłodnawo, więc kupiliśmy sobie gorące kawy z automatu. Na wpół śpiący wsiedliśmy do pociągu i w sennej ciszy pomknęliśmy w kierunku Ise. Gdy dojechaliśmy do stacji Osaka byliśmy już całkowicie rześcy, wokół panował spory gwar, wszędzie był tłok, w tle słuchać było komunikaty płynące z głośników. Jak to na dużych stacjach. Mieliśmy bardzo mało czasu na przesiadkę, więc biegiem udaliśmy się na sąsiedni peron i gdy tylko znowu usiedliśmy w pociągu, równomierne kołysanie się na szynach znowu wywołało senny nastrój. Gdy dojechaliśmy do Ise, spodziewałam się dzikich tłumów już od wyjścia na peron, a co najmniej wokół samej stacji. Okazało się, że o tej porze roku 10:00 rano zarezerwowana jest jedynie dla tak zdeterminowanych jak my. Najważniejsze, że na dworze zrobiło się cieplej.




Wyszliśmy z dworca w kierunku chramu Geku, który znajduje się dosyć blisko stacji, dlatego ten dystans warto przejść piechotą. Przyjrzałam się miasteczku z bliska podczas tego spaceru. Myślałam, że skoro turyści tłumnie ściągają, by pomodlić się do Matki Boskiej Japońskiej, Ise będzie trochę sztuczne, zbyt czyste, z przytłaczającą kiczowatą komercyjnością. Jak się okazuję, ani trochę. Ise to typowe małe, prowincjonalne miasteczko. Cechuje go niska zabudowa, dużo blachy falistej, trochę rdzy oraz czarnych smug na elewacjach, po ulicach porusza się niewiele samochodów, choć może była to tylko kwestia godziny?






 





Poniżej luksusowa baza hotelowa Ise... Przytulnie, co?




Niewiele więcej ludzi widać było w sąsiedztwie samego chramu... Obawiałam się, że pocałujemy klamkę. 




Ise Jingu - Geku


Sytuacja poprawiła się, jak znaleźliśmy już na terenie Geku. Prowadzi do niego drewniany most Kitamikadoguchi, który jest podzielony na dwie cześci - dla wychodzących i dla wychodzących. Oznacza to oczywiście, że miejsce nawiedzają tłumy. Co bardzo mi się spodobało to to, że teren chramu otocza las oddzielający świętą sferę chramu od codzienności okalającego go miasta.



   
Przekraczając próg świątyni, będziemy szli kawałek w cieniu i przy okazji miniemy różne święte miejsca. Być może na moich zdjęciach nie wygląda to specjalnie interesująco, ale wbrew pozorom, spacer był przyjemny. Można się zrelaksować, chociaż latem pewnie ten szlak wygląda jak droga na Morskie Oko w Tatrach...



To że nie było przedpołudniową porą zbyt wielu zwiedzających, to nie oznacza, że w ogóle nikt się tam nie znajdował. Jak się okazało, w jednym z pawilonów odbywała się jakaś bliżej mi nieznana ceremonia - albo był to pogrzeb, albo jakaś "msza" na zamówienie. Wszyscy mieli na sobie tradycyjne japońskie garnitury - innymi słowy - czarne. Udało mi się złapać ekipę, gdy wychodziła, a kapłan żegnał swoich wiernych, stojąc przy bramie wejściowej.




Święta dla Japończyków część chramu jest ogrodzona sporych rozmiarów drewnianym płotem. W tym pawilonie nie wolno robić zdjęć.




Gdy nacieszyliśmy oczy, wracaliśmy okrężną trasą, na której napotkaliśmy różne święte kamienie, święte drzewa, święte miejsca oraz kolejne pawilony, gdzie możecie się pomodlić do Matki Boskiej Japońskiej.


 
Następnie wraca się do głównego chramu, gdzie powoli zaczynało się zaludniać, aby w końcu zrobił się mały tłumik złożony w dużej mierze z wycieczkowiczów szkolnych w mundurkach. 



Na uboczu - przy drugim wejściu do Geku - znajdowała się temizuya, czyli źródło z czystą wodą do obmycia sobie rąk i przepłukania ust przed wejściem na święty teren. My niestety weszliśmy jak dwa profany.  



  
O drugim chramie Naiku napiszę w kolejnym poście, bo ten i tak już jest za długi. Jestem ciekawa, ilu z Was rzeczywiście przeczytało ten post do końca ;-)

Ise - jak dojechać?





Dojazd nie jest aż tak skomplikowany, aby był niemożliwy nawet podczas krótkiej wycieczki. Warto to wtedy połączyć z wypadem na Meoto Iwę, aby obejrzeć poślubione głazy, o których pisałam tutaj.


Z Tokio:


Zajmie nam to ok. 3 godziny z kawałkiem. Musimy na stacji Tokyo wsiąść do shinkansena Hikari, który odjeżdża o 8:33 rano. Ok. 10:00 powinniśmy znaleźć na stacji Nagoya, gdzie mamy ok. 20 minut na przesiadkę, więc spokojnie przejdzie się z peronu na peron. Tam musimy znaleźć się na pokładzie JR Rapid Mie i jeszcze 1,5 godzinki podziwiać krajobraz. Wysiądziemy dokładnie w sercu miasta na stacji Iseshi, a stamtąd już w linii prostej do pierwszego chramu Geku.


Z Osaki:


Jeżeli mamy JR Pass, to niestety nasza podróż będzie dłuższa [3 godziny z kawałkiem], ponieważ musimy najpierw dojechać ze stacji Osaka do Shin-Osaki, stamtąd szybko do stacji Nagoya, a stamtąd analogicznie. Jeżeli natomiast nic nam się nie stanie i dokupimy sobie bilet na linię Kintetsu, zoszczędzimy w ten sposób aż jedną godzinę. W tym przypadku wsiadamy w pociąg ze stacji Osaka i wysiadamy na stacji Tsuruhashi [co potrwa kilkanaście minut], następnie musimy wsiąść w linię Kintetsu Limited Express i dojechać spokojnie do stacji Iseshi.  


Z Kyoto:


Tak samo jak w przypadku stacji Tokyo - wsiadamy do shinkansena hikari ze stacji Kyoto i mkniemy do stacji Nagoya, a tam czeka na nas JR Rapid Mie. Podróż będzie trwać nieco krócej niż 3 godziny. 


Warto też ściągnąć sobie mapki miejsca i wydrukować:

www.ise-kanko.jp/english/html/map/index.html 
 
Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
23 Komentarzy
avatar

Powiem szczerze, ze uczyłam się o tym miejscu do egzaminu z japońskiej architektury sakralnej, ale w realu jakoś mnie tam nigdy nie ciągnęło. Ale (tak wiem, to głupie, ale co tam - przyznam się) mam poczucie, że jestem to winna Amaterasu, zatem może kolejnym razem... :P

Odpowiedz
avatar

Melduję, że przeczytałam od początku do końca z ogromnym zainteresowaniem i częstymi wybuchami śmiechu - szczególnie przy "górskim pasztecie".
Poza tym czułam się, jakbym tam była - to pewnie dzięki nielegalnym zdjęciom.

Odpowiedz
avatar

Ten miecz znajduje sie w chramie Atsuta w Nagoi. To takie Ise light.

I przykro mi, ale stracilam dla Ciebie jakikolwiek szacunek przez te nielegalne zdjecia.
Niestety potwierdzilas stereotyp chamskiego gaijina, ktory ma zero poszanowania dla japonskiej kultury i swietego miejsca. A szkoda.

Odpowiedz
avatar

Myślę, że w tej sytuacji generalnie nie masz wyboru :P bo inaczej zemsta Amaterasu będzie sroga ;-) tak ładnie zdałaś pewnie, a obejrzeć to już łaskę robisz :P

Odpowiedz
avatar

Na Ciebie zawsze można liczyć :-) bałam się, że nikt nie wytrwa do końca :D
Zdjęcia nielegalne muszą zniknąć, więc miałaś wyjątkową szansę obejrzenia, jak to wygląda póki były na stronie :D

Odpowiedz
avatar

Tym razem przyznaję rację. Zdjęcia usunęłam, bo nie powinnam ich publikować na blogu. W każdym razie znalazły się na nim, bo z opisów nie wynika, jak to w środku wygląda, a na pewno ci, którzy tam nie pojadą, chcieliby zobaczyć.

Zresztą, jak ktoś rzeczywiście będzie chciał, to obejrzy sobie w internecie, bo na bardzo wielu stronach Geku jest zaprezentowany :-)

pozdrowienia

Odpowiedz
avatar

Ani jedno słówko mi nie umknęło! :P
...a z każdym kolejnym tylko utwierdzałam się w przekonaniu, że oddałabym prawie wszystko, by móc tam być chociaż parę chwil.

Odpowiedz
avatar

:D to bardzo miłe :D !
w każdym razie marzenia są po to, aby je realizować - wystarczy przygotować dobry plan, no i w koszty trzeba wliczyć trochę wyrzeczeń!

Odpowiedz
avatar

Bardzo ciekawe miejsce i bardzo dobry wpis, dzięki! ;) Czuję się jakbym tam była ;)

Odpowiedz
avatar

Przeczytane od początku do końca, byłam w Osace ale tutaj nie dotarłam, chociaż Kioto zaliczyłam mimo wielu trudów, warto było, szkoda, bo na drugi raz jakoś się nie zanosi
j

Odpowiedz
avatar

Świetna relacja, kiedyś na pewno się tam wybiorę ;)

Odpowiedz
avatar

Dziękuję Ci bardzo ! :-)
Bardzo to dla mnie miłe!

Odpowiedz
avatar

Nigdy nie wiadomo, co życie przyniesie! :-) Drugi raz zawsze można zaplanować, zwłaszcza teraz, gdy są połączenia bezpośrednio z Warszawy :-) Pozdrowienia!

Odpowiedz
avatar

To znaczy, że mój wysiłek się opłacił! :-)
I ja też mam nadzieję, że odwiedzisz Ise już niedługo!

Odpowiedz
avatar

Taka ciekawostka, Amaterasu to jeden z czarów w kilku anime mangowych. Najczęściej sieje zniszczenie. Poza tym bardzo ciekawy artykuł!

Odpowiedz
avatar

Nie wiedziałam :D tutaj raczej Amaterasu to siła twórcza ;-)
Dzięki za miłe słowa!

Odpowiedz
avatar

Bardzo ciekawy wpis. Dla mnie Kansai to właściwie ziemia nieznana, poza Kioto czy Narą, które odwiedzałam kilka razy, ale raczej nie schodziłam z utartych szlaków. Ale może kiedyś będzie okazja zobaczyć więcej, a tymczasem popodglądam u Ciebie :)

Odpowiedz
avatar

Podglądaj do woli! I mam nadzieję, że nadarzy się taka okazja w niedługim czasie :-) Na Narę i Kioto trzeba pewnie miesiąca lub więcej, aby odkryć wszystkie zakamarki.
Cieszę się niezmiernie, że tekścik Ci się podobał! :-)

Odpowiedz
avatar

A nie ma problemu, jak się wkłada pracę w coś co wygląda i przyjemnie się czyta to się chwali, proste jak drut :)

Odpowiedz
avatar

Ale taki miesiąc aktywny, że codziennie po 5-8h chodzenia i jeżdżenia?

Odpowiedz
avatar

Może nie aż tak dramatycznie, ale wydaje mi się, że miasto poznaje się w lokalnych miejscach, knajpkach, gdzie nawet na tej samej ulicy widzi się różne sytuacje i obserwuje zachowania. W Kioto jest cała masa atrakcji, na które też trzeba poświęcić dużo godzin :-)

Odpowiedz
avatar

Japonia zawsze mnie zadziwiała! Dobry wpis, pozdrawiam serdecznie c:

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.