Poradnik. Uwaga na japońskiego szerszenia zabójca


W związku z tym, że staram się w miarę kompleksowo prezentować informację na temat podróży do Japonii, powinnam dwa słowa napisać o zagrożeniach, które mogą - choć są rzadkie - wystąpić w tym kraju. Oprócz trzęsień ziemi, tajfunów i wulkanów w Kraju Kwitnącej Wiśni możemy natknąć się na niedźwiedzie (z reguły buszujące w północnych rejonach) oraz na niebezpieczne szerszenie zwane Vespa mandarinia japonica czy オオスズメバチ.




Zwierzyna ta występuje raczej w lesie i górach, na terenach podmiejskich, a w szczególnościach w okolicach pasiek pszczół. Spotkanie z największym żądlącym owadem na świecie może być bardzo groźne, przede wszystkim ze względu na jad, który wywołuje bardzo silną reakcję alergiczną mogącą skończyć się szokiem anafilaktycznym, dlatego w przypadku użądlenia, zaleca się jak najszybsze udanie się do szpitala. Co roku 30 na 40 osób w Japonii umiera właśnie z powodu ugryzienia przez tę ohydną "osę". Czasami pokazują takie informacje w japońskich wiadomościach. Jednak to nie człowiek jest jego głównym wrogiem do eliminacji - jak wyczytałam w mądrych raportach dostępnych w Internecie - a pszczoły produkujące miód.

Japońscy rolnicy do produkcji miodu wykorzystują gatunek pszczół nienatywnych dla Japonii, najczęściej są to pszczoły z Europy. Mogą one wytworzyć więcej lepkiego przysmaku w krótszym czasie niż pszczoły japońskie. Jednak nie mając takiego wroga w naturze, europejskie pszczoły nie potrafią bronić się przed atakiem wielkoluda (liczy on prawie 5 cm długości!). W ciągu minuty jeden szerszeń jest w stanie zabić nawet do 30 pszczół. Jeżeli atak jest zmasowany nawet i kilkadziesiąt tysięcy... Pszczoły japońskie, toczące odwieczną walkę, wytworzyły ciekawy mechanizm obronny: chowają się do ula, po czym czekają aż taki szerszeń wejdzie do środka. Wtedy znienacka rzuca się na niego cała zgraja licząca nawet kilkaset osobników, które podgrzewają temperaturę tak bardzo, że szerszeń eksploduje jak jajko w mikrofalówce (według jednych przekazów) lub gotuje się żywcem (według innych). Europejskie pszczoły nie wiedzą, że mogą bronić się przed tymi kolosami.


Pan Sól opowiadał mi, że gdy był w liceum szerszenie zalęgły się na jednym drzewie w przydomowym ogrodzie. Gniazdo miało kolor szary i wydobywało się z niego basowe buczenie. Aby usunąć takie gniazdo należy rozpalić pod nim ogień, a te paskudztwa same uciekają od dymu, którego nie są w stanie znieść.


Ja osobiście strasznie boję się wszelkiego robactwa, które gryzie. W Japonii szerszenia widziałam tylko raz i raczej w formie jeszcze nie unicestwionej, ale już nie groźnej. W okolicach góry Rokko w Kobe, gdy spacerowaliśmy, zauważyliśmy butelkę, w której "coś" się ruszało. Butelka była profesjonalną pułapką na szerszenie, które wchodziły do środka, a nie mogły się już wydostać. Na "klapce" widnieje przyjazdy napis "hello", choć prawdopodobnie powinno tam być napisane "hell"...  




Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
6 Komentarzy
avatar

Znam, widziałem. Usiadł mi taki szerszeń na ramieniu podczas jazdy na rowerze w Kansai. Mało się nie wywróciłem ;)

Odpowiedz
avatar

To musiałeś być bardzo opanowany. Ja nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie swojej reakcji :P Mam odwieczną panikę na widok takich stworów. Węże i inne takie są ok, ale żądlące paskudztwa - w życiu!

Odpowiedz
avatar

Szykując się do kwietniowej podróży do Japonii, natknęłam się na niepokojącą mnie informację, jakoby występował tam nadurodzaj stworzeń, na które ja reaguję panicznie - karaluchów. Czy możesz to potwierdzić? Historie o wytrząsaniu ich z butów mrożą mi krew w żyłach :-o

Odpowiedz
avatar

Tak, karaluchy są w Japonii powszechne, ale raczej trudno o nie w centrum miasta. Są bardzo duże i latają. Natomiast nie jest ich tak dużo, żeby wytrząsać je z butów. W ciągu 5 lat widziałam je tylko dwa razy - raz był w domu, a raz chciał wejść do domu. Myślę, że może być tak, że boję się ich bardziej od Ciebie, także wiem, o czym mowa. W hotelach praktycznie się to nie zdarza, ale może. Najlepszym rozwiązaniem według mnie będzie zakup specjalnego sprayu na karaluchy, który jak już się pojawi, to żeby od razu go zamordować. Lepiej nie zgniatać! Będzie dobrze!

Odpowiedz
avatar

Nie eksploduje. Gotuje się żywcem.
https://www.youtube.com/watch?v=K6m40W1s0Wc

Odpowiedz
avatar

Dzięki za filmik :-) wyczytałam w jakichś materiałach naukowych, że zdarza mu się eksplodować, ale też mi się wersja z gotowaniem żywcem wydaje bardziej prawdopodobna.

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.