1400 schodów do szczęścia - chram Kompira


Żeby zwiedzić ten chram, trzeba mieć dobrą kondycję, bo na sam szczyt prowadzi niemal 1400 kamiennych schodów. 



Dawno, dawno temu w odległej 

nadmorskiej prowincji Sanuki, u stóp góry Zōzu (czyli Słoniowej Głowy) urodził się być może najważniejszy japoński duchowny - Kūkai zwany też Kōbō-Daishi. Ale nie o nim dzisiaj. Widoki w tym miejscu są tak zachwycające, że uwiecznił ją Hiroshige jako jeden z przystanków w cyklu Sześćdziesięciu Słynnych Widoków. Na tym barwnym drzeworycie z końca XIX wieku Zōzu bez wątpienia przypomina leżącego słonia. Trochę pozbawionego energii, ale mimo wszystko słonia. 


Jeśli pytać o moje prywatne zdanie, widok ze Słoniowej Głowy jest znacznie ciekawszy niż ona sama i chociażby z tego względu warto się tam wdrapać.
Utagawa Hiroshige, Sanuki, Zōzusan enbō, 1855,
źródło: Muzeum of Fine Arts w Bostonie
Wędrówkę "górską" na 521 metrów umili nam chram przez wszystkich znany jako Kompira (a oficjalnie nazywający się Kotohira-gū) zbudowany na jednym ze zboczy góry zu. Nie spodziewajcie się jednak dziczy, przedzierania się przez las, atmosfery tajemnicy i niedostępności (jak w przypadku Sanbutsuji w Tottori), bo na samą górę prowadzi dokładnie 1368 kamiennych schodów. 

Moc atrakcji w Kotohirze

Zanim podejmiemy wysiłek, możemy trochę rozleniwić się, przechodząc od sklepu do sklepu, od restauracji do baru, od ciastkarni do pijalni sake. Kiedy jednak postawimy pierwsze kroki w mieście Kotohira, przyjdzie Wam załamać ręce nad jego ogólną brzydotą, aby później dostać oczopląsu pod wpływem ferii kolorów, produktów i usług oferowanych pielgrzymom i turystom. 

Można wtrząchnąć tłuściutkiego pączka z dziurką, na dobry początek. Można zamówić sobie rybkowy pedicure, co by nam stópki błyszczały przed bóstwami. Można degustować sake, aby łatwiej znosić trudy wspinaczki. Można zjeść też sikokowską tempurę, aby węglowodany uzupełnić przed dalszą drogą. 



Gdy będziemy najedzeni i przez to ociężali, możemy wynająć dwóch panów, którzy po królewsku wniosą nas w lektyce. Trzeba tylko pamiętać, że tragarze japońscy się cenią, więc ta usługa uderzy w Wasz portfel. Warto więc dobrze rozważyć, czy wolimy napychać się przed wizytą w świętym miejscu, czy po niej.



Pomyślność dla żeglarzy

Mówi się, że Kompira powstała już w I wieku n.e., ale mam wrażenie, że trochę to palcem na wodzie pisane. Fakt jednak pozostanie faktem - Kotohira-gū figuruje na liście najważniejszych japońskich chramów shintoistycznych, a tłumy odwiedzające to miejsce każdego roku tylko podnoszą jego rangę. 

Co więcej, urzęduje tu jedno z ważniejszych bóstw. W jego jurysdykcji znajduje się morze oraz żeglarze, a - umówmy się - w czasach dawniejszych niemal każdy Japończyk, o ile sam nie żeglował, miał do czynienia z morzem. To wyjaśnia, dlaczego ściąga tu tyle ludzi - w końcu praca na morzu nie straciła w tym kraju na znaczeniu, jedynie sposób jej wykonywania uległ zmianie. 

Kompira z pewnością Was zaskoczy, bo ma trochę więcej do zaoferowania niż podstawowe chramowe atrakcje tj. drewniane pawilony, w których mieszkają bóstwa, bramy torii, składanie ofiar pieniężnych czy losowanie wróżb. Przykładowo natrafimy tu na posąg słonia i na wielką śrubę statku (z wiadomych już względów), które nijak nie pasują do otoczenia, a także żywe konie

Konie? Najprawdziwsze! 

Co robią konie w chramach shinto?

Konie to w tradycji shintoistycznej zwierzęta uświęcone. Pełnią niemałą rolę łączników pomiędzy nami, a światem bóstw. W VIII wieku, czyli głębokim japońskim średniowieczu, konie ofiarowywano chramom (już nie jako zwykłe szkapiny, a wywyższone shinme), aby zanosiły one prośby. Powód był prosty - robiły to lepiej niż sami proszący, bo miały większą wprawę w pertraktowaniu z nieustępliwymi kami. Posiadając czterokopytnego, nasze szanse na wysłuchanie zdecydowanie rosło



Rzecz jednak musiała się trochę wymknąć spod kontroli, ponieważ koń - jak to koń - jeść musi, biegać musi, załatwiać się musi. Paskudziły zatem pięknie zagrabione tereny święte, obgryzały drzewa, wyjadały trawkę. Przez X lat kapłani znosili te niedogodności - sprzątali, zamiatali, kompostowali. 

Jednak pewnego dnia miarka się przebrała i skończyło się rumakowanie

Zamiast żywych koni, wprowadzono ema, czyli drewniane tabliczki, na których wierni mogli zapisywać wszelkie prośby i zachcianki, a następnie zawieszali w specjalnych miejscach. Swoją drogą, przyjrzyjcie się, jakimi znakami zapisuje się słowo ema - 絵馬. Pierwszy znak znaczy tyle, co 'obraz', a drugi - 'koń'. I tak zostało do dziś. Ema wiszą w każdym chramie i kto był w Japonii z pewnością je widział. 

Święte shinme na pewno spotkamy w Kompirze*. Pierwszy to ciemny gniadosz, a drugi - ciekawski siwek. Co prawda - nie wolno ich dotykać, nie wolno ich też dokarmiać, ale czy te zakazy są respektowane? Trudno stwierdzić. Zresztą tłumy ludzi odwiedzające chram przelewają się i przez otwarte boksy. Pewnie zapytacie, co ta parka robi oprócz stania i patrzenia się na nieuświadomioną gawiedź? Jest i na to odpowiedź - pomagają kapłanom przy obrzędach i festiwalach organizowanych przez chram. 

Można je obejrzeć w akcji 10 października podczas święta Reitaisai, kiedy bóstwo morza w glorii i chwale schodzi z góry, aby popatrzeć na swoich wyznawców. Wtedy na koniach jadą nieskażone złem dzieci - dwaj chłopcy, natomiast w lektykach - dwie dziewczynki. Prowadzą pochód, który maszeruje ok. 2 kilometrów.

* Oprócz Kompiry tego jeszcze jedenaście chramów trzyma żywe konie m.in. ten w Ise.



Na terenie Kotohira-gū znajduje się też mały pawilon, w którym nie wolno robić zdjęć. To specjalne miejsce z dwóch powodów. Po pierwsze służy ono do spotkań osób wierzących i do małych ceremonii, po drugie - malowidła na przesuwanych drzwiach zwanych fusuma wykonał jeden z ważniejszych japońskich artystów - Maruyama Ōkyo. W XVIII wieku uchodził za wielkiego nowatora, ponieważ jak nikt inny łączył naturalistyczną stylistykę zachodu z tradycyjnym wschodnim malarstwem. Najsłynniejsze i najbardziej wartościowe są drzwi przedstawiające dwa walczące tygrysy.


źródło: www.konpira.or.jp
W innych pawilonach prezentowane są stare i cenne buddyjskie rzeźby, m.in. Kannon Bosatsu (o tym bodhisattwie wspomniałam przy okazji Kiyomizudery w Kioto) oraz wystawa malarstwa. Wszystkie te miejsca są dodatkowo płatne, więc zajrzeliśmy tylko do malowanych tygrysów i nie żałowaliśmy.

Chram Kompira od środka 

Rozkłada się on równomiernie po zboczu Słoniowej Głowy, więc - na szczęście - nie musimy pokonywać ponad tysiąca schodów naraz. Do świętych miejsc docieramy na raty. 



Sposoby na szczęście w Kompirze

Gdy dotrzemy na górę, powita nas duża przestrzeń. Ludzi robi się jakby mniej - zapewne część z tej masy, która razem ze mną wdrapywała się po schodach rezygnowała, nie dotarłszy uprzednio na szczyt. Tutaj można kupić żółciutkie omamori na szczęście (moje, choć już się przeterminowało, nadal wisi w widocznym miejscu). To też dobry czas, aby dowiedzieć się, co nas czeka w przyszłości. W tym celu kupuje się wróżbę. Jeśli jest dobra, to wieszamy ją na drzewie lub wkładamy w drzewo.



Inną formą zapewniania sobie szczęścia jest kładzenie monety jednojenowej na powierzchni wody w wielkiej kamiennej misie. Jednojenówka zrobiona jest z lekkiego aluminium, więc przy odpowiedniej technice można ją położyć na wodzie tak, aby nie tonęła. Cóż, o pomyślność trzeba zawalczyć. I to moim zdaniem działa od samego początku, bo - jak zauważyłam - wywołuje dużo śmiechu i radości na twarzach śmiałków. Gdzieś tu pływa moja szczęśliwa moneta.



A widoki z góry? Nawet ładne. Zwłaszcza ten na górę Sanuki Fuji (ta górka po lewej).



Strona internetowa: www.konpira.or.jp

Jak dojechać?

Wiadomo, że najsensowniej zajrzeć do Kotohiry podczas pobytu na Sikoku, w okolicach Hiroszimy lub południowo-zachodniej części Kansai, ponieważ droga do tego miejsca z Tokio zajmie nam ok. 6 godzin i będzie wymagać kilku przesiadek. 

Z Hiroszimy
ok. 2h
stacja Hiroshima [shinkansen Hikari - rezerwacja] -> stacja Okayama [Limited Express Nanpu] -> stacja Kotohira

Z Osaki
ok. 3h
stacja Osaka [Kyoto Line Rapid, kierunek Yasu] -> stacja Shin-Osaka [shinkansen Sakura] -> stacja Okayama [JR Seto-Ohashi Line] -> stacja Kohohira


Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
2 Komentarzy
avatar

Bardzo ciekawy wpis z mnóstwem informacji, które nie są zbyt łatwo dostępne :)
Nie słyszałam o tym miejscu. Raczej nie domyśliłabym się, ze wygląda ono jak słoń, ale jak już zostało to powiedziane, to faktycznie dostrzegłam zwierzę.
Wspaniale oddany klimat Japonii na zdjęciach.
Zawsze zastanawia mnie higiena tego rybiego pedicuru. Podejrzewam, że w Japonii nie jest to istotną kwestią, ale w Polsce również widziałam takie rybki...
~Wer

Odpowiedz
avatar

Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa.

Ja chyba też bym się nie domyśliła ;-) ale Hiroshige tak to namalował, że nie ma wątpliwości.

Ja też mam zastrzeżenia co do higieny takiego pedicuru. Poszłam do fish spa z ciekawości jeden raz w Polsce i wiem, że nigdy nie pójdę więcej. Trochę mi tych rybek szkoda.

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.