Kupić psa w Japonii? Smutne obserwacje


Jednej rzeczy, której nie mogę przyswoić/zrozumieć/zaakceptować, to sklepy zoologiczne. I nic mnie do nich nie przekona ani żadna argumentacja do mnie nie przemówi, o ile to nie będzie profesor-kynolog z 40-letnim doświadczeniem i własną hodowlą. Musicie wybaczyć, ale kocham wszystkie psiaki. Co tak bardzo mnie zdenerwowało?


Po takiej wizycie w supermarkecie, gdzie jak warzywa czy owoce możemy sobie wybrać psy lub koty, odnoszę wrażenie, że dla wielu Japończyków (na pewno nie wszystkich, w to akurat nie uwierzę) zwierzak to zabawka - zwłaszcza pies (o Polakach i ich nieodpowiedzialności wspominać nie będę, bo to jest blog o Japonii, a nie o Polsce). Mam też niejasne poczucie, że inaczej traktuje się koty. Ponoć Japończycy to zadeklarowani kociarze. Na domiar złego w ten sam dzień, po powrocie do domu, w telewizji pokazywali program o szerokim wachlarzu wyboru ubranek dla pupila konkretnej firmy i jak je dobierać z psim stylistą...


No więc pieski i kotki - te małe - trzyma się w boksach. Luksusowych, bo luksusowych i zadbanych: mają klimę, światełko, poidło jak dla chomika, zabaweczkę i kawałek kocyka. Swoją drogą widać cenę ok. 13 manów za szczeniaczka. To chyba porównywalnie? Szczytem wszystkiego jest klatka na środku sklepu z psem sporych rozmiarów, gdzie wszyscy pchają ręce, a pies nie wie, co ma ze sobą zrobić i wariuje.




Kilkutygodniowe szczeniaczki zostały odizolowane od innych i trzymane są w zamknięciu. Niektóre wyglądają na przerażone i smutne, inne nawet się nie ruszają, jeszcze inne mają chorobę sierocą. Chcą się bawić, jak tylko podchodzi się do szybki. Kto miał małego szczeniaka zabranego od matki, ten wie, ile taki maluch płacze i przeżywa.




Ciekawe, czy by małemu dziecku też się podobało, gdyby je tak włożyć i zostawić, gdzie każdy może w szybę pukać i gapić się... Z resztą jestem przekonana, że takie zamknięcie ma negatywny wpływ na psychikę zwierzaka, zwłaszcza małego.


Ponadto nienawidzę psich ubranek, które służą ozdobie, a nie zapewnieniu ciepła, gdy jest zimno. I tak np. wielbiciele małych piesków, którym robi się kokardki i kupuje ubranka w kratkę, paski, kropki, nie zauważają, że sierść robi się nieodwracalnie rzadsza pod ubrankiem. Cóż potem ubranko trzeba zakładać cały rok, bo takiemu łysemu "to pewnie zimno". Mały pies to nadal pies, a nie słodziutka zabaweczka do torebki. 


Żeby nie być gołosłownym, oto i ubranka dla psiaka do wyboru do koloru już w sklepie obok.




A poniżej dowód. Dwa pięknie przystrzyżone pudelki w ubrankach. Na dworze jedyne 35 stopni, środek lata, w Japonii temperaturę odczuwa się inaczej niż w Polsce. Zaznaczam - to jest Sikoku, a tu jest bardziej wilgotno niż np. na głównej wyspie w naszym rejonie. Wszyscy gotują się żywcem. A co mają powiedzieć zwierzaki, które nie dość, że sierść mają, to jeszcze dekoracyjny kożuch podkreślający prestiż właściciela?




Może i w innych krajach też sprzedają psy w zwykłym centrum handlowym, ale dla mnie nie jest to normalne. Owszem małe kotki można było brać do adopcji z jednej sieci sklepów zoologicznych. Ale to był krótki epizod. Zastanawiacie się, czemu już ich nie ma? Bo dawali ludziom koty zarażone wirusem. I jak potem dziecku wytłumaczyć, że kotek był, ale już go nie ma? Uciekł i nigdy nie wróci? 


A na deser, żeby rozładować atmosferę - mała gwiazda w salonie spa, do którego niektóre zwierzaki chodzić muszą :-) Ten pudelek ewidentnie to lubi, pewnie to stały klient. Ciekawe, czy tak wybredny jak sami Japończycy? ;-)




A to Lucy - sunia (jack russel) brata pana Sól, która bezczelnie wyleguje się na mojej yukacie i udaje, że w ogóle nie widzi problemu.  I jak tu takiego słodziaka nie lubić?




I tym optymistycznym akcentem pozdrawiam wszystkich mających futrzaki w domu. I tych z rybkami też, a co!
Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
12 Komentarzy
avatar

Z ubrankami dla psow w lecie to ostroznie - wiele z nich ma specjalne kieszenie na pakiety chlodzace, brat meza ma pudla i ten pudelek na dwor nie wyjdzie w lecie o ile nie jest odpowiednio "schlodzony", w swoim letnim ubranku, oczywiscie.
Rodzina mojego pana domu to zagorzali psiarze i sami mowia, ze milosnicy psow nie kupuja ich w sklepie, a bezposrednio od renomowanego hodowcy.

Odpowiedz
avatar

Wizyta w tamtym sklepie była dla mnie traumatyczna... A jeszcze ta drobinka z zabawką, myślałam, że się tam popłaczę i kupię wszystkie od razu.

Ten futrzak na zdjęciu też pochodzi od hodowcy, a nie ze sklepu. U nas są dwa obozy - pan Sól -> koty / brat pana Sól -> psy.

Tak coś mi się wydaje, że te pudelki u góry nie mają pakietów chłodzących, przynajmniej nie widać na zdjęciu kieszonek.

Pogłaskaj swoje dwa kocurki ode mnie!

Odpowiedz
avatar

A pralke do prania, o pardon me, automat do mycia psow widzialas? O matko moja jedyna. Kiedys moze wstawie zdjecia, ale jakos na razie nie mam serca.
kocurki poglaskane! :-)

Odpowiedz
avatar

O pieskim życiu w Japonii czasami wspominam u siebie. Też zdarzyło mi się być w takim markecie - strasznie smutne... Psi los.

Odpowiedz
avatar

Sól mi o tym już kiedyś wspominał, ale coś czuję, że moja delikatna pikawka tego nie przyjmie.

Czytałam o jednej babci w Polsce, co yorka swojego do mikrofalówki włożyła, co by się szybciej wysuszył. Generalnie się ugotował żywcem... To się nazywa pomyślunek.

Odpowiedz
avatar

A przejrzę sobie, co napisałaś. Dla mnie to jakieś nieporozumienie, ale co zrobić jak Japończycy są leniwi i wygodniccy?

Odpowiedz
avatar

Niewiele tego, a o marketach nawet nie wspomniałam. Chyba chciałam jak najszybciej zapomnieć o tym widoku... Może kiedyś wrócę do tematu. Zobaczymy.

Odpowiedz
avatar

A podasz mi linka? Bo masz tego tyle u siebie, że zanim znajdę, to rok minie.

Odpowiedz
avatar

Za miesiąc lecę do Japonii. To moja wymarzona podróż, więc chętnie szperam po sieci poszukując informacji o Kraju Kwitnącej Wiśni, który kusi mnie odkąd pamiętam. I jak odkrywam kulturę, architekturę, bogactwa przyrody, kuchnię... nie mogę się doczekać wyjazdu. Aż tu nagle "psy w marketach" - aż mi się nie chce w to wierzyć! :( Skandal w biały dzień! Angażuję się w akcje ratowania psiaków we Wrocławiu, a sama mam suczkę (również Jacka Russella) więc to pierwsza rzecz, która zburzyła mój idealny obraz Japonii i pierwsze miejsce, którego nie chcę tam zobaczyć...

Ps. Lucy cudna :)

Odpowiedz
avatar

Dla mnie - całkowity koszmar. Należę do "zaawansowanego" gatunku miłośników psów. Nie wytrzymałabym takiego widoku. W sklepach zoologicznych jestem częściej niż w tych z ciuchami, lubię popatrzeć na rybki, chomiczki. Ale pies?
Szczeniak powinien być do 8 tygodnia u matki, a przesiadywanie w takiej klateczce może mieć (według mnie, jeśli ktoś ma inne zdanie lub jest ekspertem w tej dziedzinie, przepraszam za moją możliwą niewiedzę) zgubne skutki dla psychiki psa, bo to okres zarezerwowany dla uczenia się świata, socjalizacji, poznawania nowych rzeczy. A pies zamknięty nie może tego robić, wręcz istnieje ryzyko nabawienia się jakichś stanów lękowych. Brrr.
A ubrankom, które nie są potrzebne (wiadomo, York ze swoim futrem przy -20 nie będzie się czuł najlepiej) mówię stop ;) Jak dobrze jest nie mieć takich dylematów z suczką w typie Siberian Husky.

Jeśli można byłoby mieć jakieś pytania (wiem, że to wpis sprzed ponad roku, ale łudzić się można), to poza samymi sposobami kupna, jak wygląda życie psa w Japonii? Z kagańcami, podróżami publicznymi środkami transportu, sportami kynologicznymi (czy jakąkolwiek aktywnością z psami poza krótkimi spacerami :D)

Pozdrawia nowa czytelniczka,
Lulu.

Odpowiedz
avatar

Zgadzam się, w naszych sklepach zoologicznych jednak mają jak u pana boga za garażem czy tam piecem. Widok koszmarny, biedne psiaki.

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.