Rozpieszczeni japońscy turyści i kilka stereotypów


Pomyślałam sobie, że napiszę kilka słów na temat japońskiego sposobu podróżowania. Bo obrósł według mnie różne mity, które trzeba obalać. A skąd czerpię informacje na temat japońskich turystów? Otóż z najlepszego źródła - brat pana Sól jest przewodnikiem wycieczek i podróżuje po całym świecie wraz ze słynnymi grupkami. Robi to od wielu, wielu lat. Choć to, co opiszę, to nie tylko jego doświadczenia.


Jacy są japońscy turyści? Cóż, potrafią wiele rzeczy wymyślić. Na wyciecze żądają wszystkiego niemal cały czas i narzekają. Nie wiem, jak inne nacje? Przewodnikowi nie wolno spać do 2 w nocy, a wstać musi o 6 rano, bo cały czas ktoś czegoś chce - a to żarówkę nową, bo za ciemna, a to otwieracz do butelek z recepcji, a to musi wysłuchiwać, że nie ma wanny i że to paskudny hotel (ale że delikwent wykupił najtańszą możliwą wycieczkę, to już nie ma znaczenia), a to że łóżko stoi w złej konfiguracji, a to, że zamek w walizce się zaciął, że do pierogów w Krakowie nie ma sosu sojowego, że pani zobaczyła ducha w pokoju po wycieczce do Auschwitz i żąda natychmiastowej zmiany (nie, to nie żart). Dlatego przewodnik ma ze sobą niesamowitą ilość gadżetów na każdą okazję, aby tylko sprostać oczekiwaniom.

Uważam, że japońscy klienci są po prostu rozpieszczeni przez system świadczenia usług. Szeroko rozumiani usługodawcy mogą błędy popełniać (chyba, że to głupota, która zagraża bezpieczeństwu)  i mogą nie wiedzieć wszystkiego o wszystkim, a kolejki w sklepie się nie przeskoczy, ani brzydkiej pogody na wyjeździe, włącznie z brakiem japońskiego jedzenia w Europie. Bo tych skarg w wersji oficjalnej po podróżach z reguły jest najwięcej.

Pozostaje mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Japończycy podróżują w grupach? Nie będzie to nic odkrywczego, choć pewnie znajdzie się tysiąc mądrych i uczonych psychologiczno-kulturowych analiz, w które nie do końca wierzę. Przede wszystkim podróżują w grupach, bo tak jest łatwiej. A każda podróż w tym przypadku to podróż "zamorska", prawie zawsze trzeba lecieć samolotem, bo statek jest zbyt powolny. A na koniec najważniejszy argument - grupowy wyjazd jest tańszy.

Częściej na wycieczki jadą emeryci, bo mają czas i pieniądze, choć młodych też nie brakuje. Starszy człowiek boi się o zdrowie, że nie będzie potrafił wezwać pomocy, bo nie zna języka, a jest w takim wieku, że wszystko może się zdarzyć; boi się, że się zgubi, albo wsiądzie w zły samolot; przeraża go ogromne lotnisko, bo często trzeba lecieć z przesiadką. A poza tym w latach ich młodości podróże nie były aż tak popularne jak w ostatnich dekadach. Skąd mieliby więc czerpać doświadczenie?

Na wycieczce jest zrobione, podane, oprowadzone, załatwione, nie trzeba o nic się martwić, ani nad niczym zastanawiać, a to dla wielu oznacza udane wakacje. Zresztą nie tylko starsi decydują się na takie wakacje.

Z drugiej strony są też i młodsi ludzie i starsi doświadczeni podróżnicy, którzy są odważni, nie boją się, sami rezerwują sobie hotel, sami kupują bilet na samolot i lecą. I nie wyobrażają sobie podróżowania w inny sposób.

I tak np. tylko w tym roku poznaliśmy w Kapadocji przemiłego i przesympatycznego Japończyka - Yukio, który pochodzi z Tokio. Co roku bierze urlop w pracy i jedzie w świat. I mimo tego, że znał angielski bardzo słabo, to podróżuje tam, gdzie chce - bez stresu. Zwiedził już całą Azję Wschodnią, Południową i stopniowo zbliża się do Europy. I nie jest on jedynym "samodzielnym" Japończykiem, którego znamy. A tu on - od tyłu - bo nasze wspólne zdjęcie obejmuje również pana Sól, a on się nie zgadza na publikowanie (trzeba uszanować).




Podsumowując całość: stwierdzenie, że 130 mln obywateli japońskich nie wie, jak samodzielnie zapiąć pasy w samolocie (bo kiedyś usłyszałam taką wypowiedź), czy kupić wodę mineralną w obcym kraju, to absurd. Nie zaprzeczę natomiast faktu, że Japończycy są bardzo wymagającymi klientami przynajmniej w naszym rozumieniu.
Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
12 Komentarzy
avatar

Ja tam nie słyszałam tego stereotypu (że Japończycy podróżują tylko w grupach). Szczerze mówiąc nie wpadłby mi do głowy nawet bo w Warszawie często widuję Japończyków w parach lub samotnie zwiedzających sobie miasto. Jedyne stereotypy jakie znam to fakt iż: Japońskie wycieczki są obładowane sprzętem fotograficznym i uwielbiają robić zdjęcia niemal wszystkiego, Japończycy podróżujący po świecie to głównie ludzie starsi, turyści z kraju kwitnącej wiśni mówią dziwnie po angielsku lub nie mówia wcale. Ogólnie rzecz biorąc z własnych doświadczeń wiem, że w każdym z tych stwierdzeń jest ziarnko prawdy, no ale wiadomo ja mam mimo wszystko małe doświadczenie więc mogę się mylić.

Odpowiedz
avatar

W sumie to chyba te same bolączki mają przewodnicy/opiekunowie/piloci wycieczek na całym świecie - nie tylko Ci zjamujący się grupami japońskimi. :) Osobiście nie korzystam z wyjazdów zorganizowanych wcale - nie cierpię. A raz siedziałam w samolocie obok Japonki w średnim wieku, która leciała sama do Wiednia na cztery dni. Można? Można. :)

Odpowiedz
avatar

Oj pewnie, że można! Właśnie o tym piszę :)

My to wiemy, bo z Japonią coś wspólnego mamy, ale ilość różnych dziwnych haseł, których ja się musiałam nasłuchać od ludzi bardzo wiele.

A ostatnio usłyszałam ciekawą frazę o tym zapinaniu pasów w samolocie i stwierdziłam, o nie - muszę coś o tym napisać.

Odpowiedz
avatar

Właśnie o to mi chodziło, by dzielić się swoimi doświadczeniami. Moje były właśnie takie - Japończycy = grupa. Dlatego dla mnie cenne są inne spojrzenia na ten fakt.

Choć z faktu tego, że jestem z Japończykiem, muszę wysłuchiwać różnych dziwnych rzeczy np. że jak ze sobą rozmawiają, to krzyczą tak jak na filmach Kurosawy... Także bardzo dziękuję za opinię :-)!!!

A Japończycy w parach to mogą być nie turyści, ale "zamieszkujący" Warszawę, bo Warszawie jest ich całkiem sporo. :-)

Odpowiedz
avatar

Ja, podobnie jak Neverwhere, widuję czasem Japończyków w W-wie. Wiem, że część z nich tu mieszka (poznałem nawet kilka osób). Turyści często wyglądają inaczej i inaczej się zachowują (jak to turysta). Najczęściej widuję japońskie pary lub małe grupki 3-4 osoby, nawet samotne osoby się trafiają. Dużej grupy dawno nie widziałem. Więc różnie z tym jest. Ale aparat fotograficzny mają zawsze i pstrykają dużo zdjęć ;-)

Za to widuję znacznie więcej dużych grup z naszej zachodniej granicy - nawet jak mieszkałem we Wrocławiu, to często poruszali się w 20-30 osobowych grupach (krążyły nawet swego czasu żarty nt. tych niemieckich emerytów - bo to głównie starsi ludzie byli).

Odpowiedz
avatar

Zawsze takie parki to mogą być "parki" w trakcie czasu wolnego, bo zwykle w dużych stolicach mają 2 godz. czasu wolnego na spacerki. :-)
A to chyba zależy w takim razie - w grupowość chyba wierzą Wrocławianie w takim razie :)

Zwykle gdy jakoś schodzi temat Japonii i tego, że mam coś z tym wspólnego słyszę różne komentarze jacy to Japończycy są lub nie są. I jedną z najczęściej powtarzających się fraz jest właśnie "aparat" i "grupa". :)

Takie moje doświadczenia, a ciekawa jestem innych.

Odpowiedz
avatar

Jak Neverwhere i Marek - że podróżowanie w grupie to stereotyp, nie wiedziałam, nie spotkałam się z tym. W Krk pojawia się wielu Japończyków - i w grupach, i osobno. I tak, jak Neverwhere wspomniała - robienie zdjęć wszystkiemu jest chyba najczęściej (przeze mnie) spotykanym stereotypem.
Ale ciekawe to, co piszesz o Japończykach-turystach.

Odpowiedz
avatar

No a np. pan Sól aparatu nie miał - pierwszy aparat dostał dopiero ode mnie i to jest analogowy nikon, kiedy już ma za sobą 10 lat podróżowania wszędzie i nigdzie :)
Myślę, że może zbiorę w jedną całość wszystko to, co miałam okazję usłyszeć od ludzi, którzy z Japonią nic wspólnego nie mają, bo to może być interesujące, czy nie?

Odpowiedz
avatar

Nie miał? Ha, podważył stereotyp - bardzo dobrze ; )
Będzie interesujące. Jeszcze jeśli skonfrontujesz z Japończykami - to byłoby dopiero ciekawe.

Odpowiedz
avatar

Wyjątek potwierdza regułę ;) Choć Sól to chyba jeden wielki "WYJĄTEK" :P

Japończycy zbyt wiele o Polsce nie wiedzą, ale jak już wiedzą, to czasami dziwne rzeczy :P Muszę się zastanowić, jak to napisać, bo takie "opiniotwórcze" notki nie są łatwe, bo łatwo kogoś obrazić.

Odpowiedz
avatar

Wśród moich japońskich znajomych uczących się w tej samej szkole w NY panuje chyba jedna, powtarzająca się zasada - wszystkim brakuje japońskiego jedzenia! Poznałam tutaj wiele osób, z różnych stron świata, i większość mówiła że ostatnią rzeczą jaką chcą jeść to ich domowa kuchnia - z wyjątkiem Japończyków właśnie. Nie mówię że w ogóle nie jedzą 'cudzego', z chęcią próbują (szczególnie alkohol :)) ale po 2 tygodniach ciężko im wytrzymać bez odwiedzenia czegoś co serwuje donburi czy ramen.

Dodatkowo marudzimy sobie mówiąc o transporcie, bo no cóż, w tym aspekcie trudno Japonię przebić. Eden Publicznego Transportu.

Odpowiedz
avatar

O braku japońskiego jedzenia, to ja coś wiem ;) z tym w Polsce jest największy problem. Ale jak ma się trochę przypraw, to nawet coś i się da zrobić, choć brakuje warzyw.

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.