Poradnik. Tanie i drogie sushi w Japonii



Ja - białas z porażeniem kubków smakowych - znam dobrze polską profanację sushi i nadal smakuje mi ona najbardziej. Jestem nawet w stanie przeżyć serek philadelfię (ale to w wyjątkowych przypadkach), który przyprawia pana Sól o prawdziwe mdłości. Będąc przyzwyczajoną do tego rodzaju sushi z powszechnie dostępnymi rybami jak łosoś, tuńczyk, węgorz, ryba maślana, krewetka, nie mogłam się przestawić na wersję z innymi - ekstremalnie świeżymi - rybami.


Podstawowa różnica między polskim, a japońskim sushi to przede wszystkim sama ryba. W Polsce musi być mrożona, nawet jeśli jest wyłowiona prosto z morza i jej droga od morza do stołu klienta to raptem 100 metrów. Mrożona ryba ponoć jest zdrowsza, bo giną w tych temperaturach bakterie i pasożyty. Wielu Japończyków taką rybę już nie klasyfikuje się jako "świeżą". 

Jak to wygląda w Japonii?

Najpierw byliśmy w tanim barze sushi, gdzie sushi krąży na taśmie. Ściągamy wybrany talerzyk z taśmy, pałaszujemy i bierzemy następny. Do oporu ;-) Później płaci się za ilość talerzyków - cena zależy od koloru talerzyka. Zwykle w takich barach herbata na zimno jest dostępna cały czas za darmo (na zdjęciu poniżej widać pod taśmą dozownik), dlatego płacimy tylko za jedzenie.


Można sobie brać róże rodzaje. Poniżej unagi, ryba maślana i tuńczyk:


Czasami sushi może też na nas patrzeć ;-)


Jeśli ma się ochotę na coś specjalnego, można sobie wybrać danie i zamówić, klikając na obrazki wyświetlane na monitorach, które są zamontowane przy każdym stoliku. Wtedy nasze zamówienie dojedzie do nas shinkansenem:


Często w takim barze sushi sprzedawane są słodkie pieczone ziemniaczki, ciastka, soki w puszkach lub kartonie. Jest w czym wybierać, ale też trzeba uważać na wydatki, bo można się z łakomstwa się zapomnieć i, mimo że ceny są bardzo przyzwoite, wydać majątek.

W moim rozumieniu droga sushiya to taka, gdzie płacę za kilka małych kulek więcej niż man (czyli 10 000 jenów). Z okazji naszej rocznicy, która wypadała raz w Japonii, kazałam się na takie właśnie sushi zabrać. Nie jest to prosta sprawa, ponieważ w takich miejscach trzeba mieć rezerwację. Pan Sól znalazł odpowiednie miejsce, które zostało mu polecone. Zmusiłam go, by na tę okazję ubrał yukatę (letnie kimono), choć mężczyźni zwyczajowo w yukatach nie chodzą.  Ja również miałam cały rynsztunek na sobie... Co prawda nie wiedziałam, że trzeba będzie jechać do restauracji pociągiem. Z tego powodu czułam się trochę dziwnie, bo co chwilę ktoś nas pytał, czy dzisiaj jest hanabi (pokaz sztucznych ogni) lub matsuri (festyn, święto). Po 20 min. jazdy dotarliśmy do restauracji, która - jak na moje oko - była bardzo obskurna i znajdowała się w takim miejscu, w którym nikogo nie było. 


"Restauracja" miała tylko kilka miejsc i wszystkie były zajęte. Co gorsza, nasze yukaty były wyjątkowo komiczne i absolutnie nie pasowały standardu tego lokalu... Podawano nam malusieńkie porcyjki jedną po drugiej. Na początku - zupa z głową ryby zwana akadashi, czyli na bazie czerwonej pasty miso. Jak zobaczyłam co w niej pływa, to chciało mi się płakać. A wszyscy wokół się ze mnie śmiali... Następnie serwowano sushi, które było tak świeże, że niemal żywe. Miałam wrażenie, że jem muł z wody. Pan Sól był dla odmiany zachwycony, że wreszcie je normalne sushi.

Jedyną rybą, jaka mi smakowała, była anago, a cała reszta stanowiła istną torturę. Taka przyjemność kosztowała 3,5 mana, a przez dwa dni nie czułam się najlepiej. Najwidoczniej nie jest mi przeznaczone jeść wykwintne sushi. 


Moja opinia należy raczej do wyjątków, ale cóż, wolę tanie sushi od drogiego i nie ma to nic wspólnego z kosztami.
Następny post
« Prev Post
Starszy post
Następny Post »
12 Komentarzy
avatar

W sumie mam podobnie - widać moje kubki smakowe nie są tak wysublimowane jak Japończyków. ;)

Odpowiedz
avatar

No nie, znowu mam smaka... a ostatnio w domu sushi robiłam, bo obejrzałam Jiro i mnie wzięło :< znowu będę musiała... dobrze, że ryż zakupiłam wcześniej XD

Odpowiedz
avatar

Po prostu nie lubię jak piasek mi w zębach chrzęści :P Może to świadczy o świeżości ;)
Czyli już dwie osoby mają paraliż języka :D !

Odpowiedz
avatar

Ja ostatnio rozbudowałam swoją ofertę :P do sushi z awokado i szczypiorkiem, co by tak biednie nie było. Mam ochotę też spróbować z grillowaną rybką. Próbowałaś?

Odpowiedz
avatar

Bardzo ciekawy wpis ^^. Miło się czyta cały opis wyprawy, i to, jak się wyszykowaliście, po opis całego jedzenia. Mi sushi w Polsce niespecjalnie smakowało, a nigdzie indziej jeszcze nie próbowałam. Wydawało i się mdłe i zawinięte w gumowaty papier. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła spróbować prawdziwego japońskiego sushi.
Co do yukat - a gdzieś w mniejszych miejscowościach czy wsiach, na werandzie w dni wolne też już nie zakładają?... Byłoby szkoda, bo mi się yukaty bardzo podobają.

Odpowiedz
avatar

Pewnie zakładają... :) Widziałam jak dziewczyny i kobiety spacerują w yukatach, ale raczej nie widziałam nikogo wieczorem, a już na pewno nie mężczyzn - dlatego wzbudzaliśmy takie zainteresowanie, bo pan Sól był równie "postrojony" jak ja, a to nie jest typowe :D

Odpowiedz
avatar

Genialne mi się czyta Twoje wpisy.
Nie było mi dane spróbować sushi w takim wydaniu i z niemal "egzotycznymi" dla przeciętnego polaka gatunkami ryb.. może kiedyś!
Czekam na kolejny post:)

Odpowiedz
avatar

Jest mi bardzo BARDZO miło i cieszę się, że Ci się podoba mój blog. Dzisiaj na pewno już coś dodam, bo już za długo zwlekam, ale czasem praca mnie wykańcza i nie mam siły nic tworzyć. To trzeba mózgiem ruszyć trochę :P

A sushi egzotyczne to nic fajnego :P właśnie to chciałam powiedzieć.

Odpowiedz
avatar

Przyznam, że trochę zaskoczył mnie ten wpis. Cały czas wyobrażałam sobie, że w Japonii to sushi musi być rewelacyjne, a przez myśl mi nie przyszło, że można tak przywyknąć do polskiego, że to oryginalne japońskie będzie ciężkie do przełknięcia ;) Niemniej, zdjęcia z taniego baru sushi wyglądają jednak zachęcająco i shinkansen wygrał :)

Odpowiedz
avatar

No niestety dla mnie ryba w japońskim sushi jest zbyt świeża :P I czasami się obawiam, że połknę razem z nią jakieś robactwo, chociaż w dobrych susharniach to nie powinno mieć miejsca :P

Odpowiedz
avatar

Ciężko się to czyta. Przed publikacją przeczytaj proszę to, co napisałaś za parę minut, a wyłapiesz dużo nieścisłości, powtórzeń itd.

Odpowiedz
avatar

Bardzo miło mi się czytało! Może to dziwne, ale ja straszliwie chciałabym spróbować tego super-świeżego japońskiego sushi.
Polskie mi smakuje, ale... dobijają mnie serek i majonez. Szału dostaję na widok tych składników i min kelnerek, kiedy proszę o wersje bez tych dodatków. :P

Odpowiedz


WSZYSTKIE KOMENTARZE O CHARAKTERZE REKLAMOWYM BĘDĄ KASOWANE.